duża rodzina

duża rodzina

forum dla rodzin wielodzietnych i sympatyków
duża rodzina
Obecny czas: 20 Lut 2018, 19:16

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 10 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Afazja
PostWysłany: 19 Maj 2009, 20:56 
Offline
z bukowego domu:)

Dołączenie: 25 Wrz 2007, 21:29
Posty: 3265
Terminem afazja określa się częściową lub całkowitą utratę umiejętności posługiwania się językiem, spowodowaną uszkodzeniem odpowiednich struktur mózgowych. Można powiedzieć, że jest to właściwie utrata częściowa lub całkowita znajomości języka, jego rozumienia i nadawania, występują także trudności w jego ponownym nauczeniu się.

Przyczyny utraty mowy mogą być różne, ale do najczęstszych należą udary mózgowe, zatkania tętnicy zakrzepem oraz zniszczenie tkanki nerwowej przez urazy czaszki, nowotwory i ropnie.



U niektórych afatyków zaburzenia mowy cofają się do pewnego stopnia samoistnie. Zdarza się to w sytuacjach, kiedy poza trwałym uszkodzeniem pewnych okolic mózgu - były uszkodzenia przejściowe spowodowane, np. obrzękiem, zaburzeniami w krążeniu krwi.

Afazja może także dotknąć dzieci, które uległy wypadkowi lub przeszły takie choroby zakaźne jak odra, ospa, krztusiec, płonica, błonica, nowotwór, dur, chorobę Heinego -Medina lub zapalenie opon mózgowych.

Ponieważ uszkodzenie mózgu u dzieci następuje w okresie niedokończonego rozwoju psychofizycznego, objawy nie są tak zróżnicowane jak u dorosłych. Zaburzenia mowy zależą od wieku dziecka, od stadium rozwojowego jego mowy i od stopnia przyswojenia umiejętności pisania i czytania. Dzięki większym możliwościom kompensacji w formie nowych układów czynnościowych, afazja u dzieci cofa się szybciej niż u dorosłych. Pewne jej ślady zostają jednak zarówno w mowie, jak i w psychice dziecka, gdyż rozwija się ono w niekorzystnych warunkach.

Jeśli uszkodzenie mózgu nastąpiło jeszcze przed początkiem mowy dziecka, mamy do czynienia nie z afazją, lecz z alalią. Odróżnienie alalii od afazji może być trudne i wymaga przeprowadzenia dokładnego diagnozowania.

Alalia, zwana też niemotą, słuchoniemotą tym się różni od afazji, że następuje jeszcze przed rozwojem mowy. Charakteryzuje ją zwykle dostateczny rozwój umysłowy, dobra ruchomość narządów mowy oraz prawidłowy słuch fizjologiczny. Ale dziecko nie mówi w ogóle, posługuje się gestami, krzykami i onomatopejami lub kilkoma wyrazami z własnego słownika, zrozumiałymi tylko dla najbliższego otoczenia. Dziecko nie jest w stanie także powtarzać. Taka niemota może trwać do 7- ego, a nawet 14 roku życia . Starsze dziecko przyswaja sobie coraz więcej wyrazów i wymowa może stawać się coraz bardziej poprawna. Alalia, tak jak inne wady i zaburzenia mowy częściej występuje u chłopców niż u dziewczynek.

Dzieci alaliczne są niekiedy trudne w obcowaniu, bywają zahamowane ruchowo lub nadpobudliwe. Bywają wśród nich dzieci złośliwe i agresywne w stosunku do młodszych i słabszych, inne unikają kontaktów z otoczeniem.

Zdarza się, że rodzice sa niesprawiedliwi wobec swoich dzieci i nie zdają sobie sprawy z ich trudności. Trudno im wyobrazić sobie, że dziecko nie może wymówić prostego słowa. Niejednokrotnie uważają, że dziecko jest uparte i stosują wobec niego kary. To powoduje u dziecka, normalne w takiej sytuacji, odruchy obronne w postaci płaczu, agresji lub działań złośliwych.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: Afazja
PostWysłany: 19 Maj 2009, 21:06 
Offline
z bukowego domu:)

Dołączenie: 25 Wrz 2007, 21:29
Posty: 3265
Baltazar vel Sławomir Mrożek





Zdarzenie to, czy raczej katastrofa, związane jest z udarem mózgu, którego doświadczyłem w niedzielę, dnia 15 maja 2002 roku przed południem. Siedziałem przy stole i pisałem, nie pamiętam już co. I nagle coś mi się stało. Próbowałem dalej pisać, ale było coraz gorzej. Wobec tego przeszedłem do sypialni i położyłem się. Chwilami traciłem przytomność.

Susana zorientowała się pierwsza, że coś jest nie w porządku, i zadzwoniła po doktora Krzysztofa Strózika. Na szczęście był w domu, ale zupełnie nie pamiętam, jak się pojawił. Pamiętam tylko, że stałem w pełnym słońcu na ulicy i czekałem na karetkę. Było mi jakoś żal tego dnia. Wiedziałem, że nie odzyskam go już nigdy. Leżąc w karetce, patrzyłem na błękitne niebo i nawet żal stał mi się obojętny. Karetka się zatrzymała. Potem były jakieś korytarze, jakieś przejścia i twarze pochylające się nade mną, co chwila inne. Wszystko było splątane i bezładne.

Zaczęło się najgorsze. Byłem w miejscu, gdzie spotworniałe przedmioty nie dały się zatrzymać. Płynne - to rozdymające się w nieskończoność, to kurczące się do zaniku, nie pozwalały się ustalić żadną miarą. Niby coś walczyło we mnie o zachowanie proporcji, ale lada chwila groziło mi osunięcie się w nicość. Aż niespodziewanie zacząłem być sobą samym. Moja postać, wyobrażona przeze mnie, pojawiła się w drzwiach, a potem zaczęła powoli przechodzić wzdłuż sypialnych łóżek. Pielęgniarki nie zwracały na to uwagi. Gdy znalazłem się przy moim łóżku, położyłem się z ulgą. Wtedy jedna z pielęgniarek założyła mi kroplówkę. Byłem uratowany.

Jeszcze w szpitalu, gdy zacząłem się poruszać wokół łóżka, żyłem złudzeniami. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że straciłem mowę. Na życzliwe uwagi pielęgniarek uśmiechałem się grzecznie i to mi wystarczało. Wszyscy dookoła byli bardzo uprzejmi. Później domyśliłem się dlaczego. Podsuwano mi proste, dziecinne ćwiczenia, które wykonywałem bądź nie, w zależności od samopoczucia. Ale nie wiedziałem jeszcze, że utraciłem zdolność posługiwania się językiem w mowie i w piśmie. Na razie zajmowałem się układankami z klocków, nie zdając sobie sprawy z tego, że są one tak ważne dla dalszych postępów w terapii po udarze. Susana klaskała ze mną w ręce, niby dla zabawy, i liczyła ze mną od jednego do dziesięciu, a gdy miałem dobry dzień - od dziesięciu do jednego. Przyniosła mi składaną mapę Europy dla dzieci do lat siedmiu. Mapa podzielona była na kilka części, a ja miałem złożyć je odpowiednio w całość. Nie od razu mi się to udało.

Potem zaczęli przychodzić specjaliści od ćwiczeń ruchowych i przekonałem się, że te ćwiczenia, które dawniej wydawały mi się tak proste, iż niewarte nawet wzmianki, teraz są dla mnie wielkim wyzwaniem. Pojawiły się też różne urządzenia, pomysłowe i proste w obsłudze, wobec których byłem dotąd bezsilny, a które teraz miały pomóc mi odzyskać pełną sprawność fizyczną. Ale kiedy zaczęli przychodzić różni logoterapeuci, zbuntowałem się. Milczałem w odpowiedzi na zadawane mi pytania i udawałem niemowę, którym rzeczywiście byłem. Po pewnym czasie osoby te przestały się pojawiać.

Codziennie około godziny dziesiątej wkraczał rytualny orszak z szefem kliniki na czele. Za nim szli lekarze i lekarki różnych specjalizacji, a na końcu studenci. Zauważyłem, że wojsko i szpital nie sprzyjają demokracji.

Wreszcie nastał dla mnie dzień powrotu do domu. Przed drzwiami poprosiłem o klucze, ponieważ po tak długiej nieobecności chciałem wejść pierwszy do mieszkania. Ale nie potrafiłem wyłączyć alarmu ani przekręcić klucza w zamku, więc uczyniono to za mnie. Potem od razu podszedłem do telefonu, gdyż chciałem zadzwonić, ale nie potrafiłem wybrać odpowiednich cyfr na klawiaturze aparatu telefonicznego, więc i z tym dałem sobie spokój. Usiadłem na krześle i posiedziałem przez chwilę. Ale gdy wstałem, wszystko zawirowało. Nie wiedziałem jeszcze, że moja zdolność do percepcji otaczającego mnie świata, znajomość pojęć przeciwstawnych, takich jak na przykład góra i dół, prawo i lewo, oraz zdolność do określania odległości czy czasu, uległy znacznemu ograniczeniu. Zrozumiałem, że od tej pory będę musiał mozolnie pracować, aby odzyskać to, co utraciłem. A oto bilans mojej klęski.

Znałem kilka języków obcych. Po powrocie ze szpitala okazało się, że nie potrafię rozmawiać w żadnym z nich.


Nazywam się Sławomir Mrożek, ale na skutek okoliczności, które zaszły w moim życiu cztery lata temu, moje nowe nazwisko będzie znacznie krótsze: Baltazar.

Dnia 15 maja 2002 roku przeżyłem udar mózgu, którego wynikiem była afazja. Afazja jest to częściowa lub całkowita utrata zdolności posługiwania się językiem, spowodowana uszkodzeniem niektórych struktur mózgowych.

Kiedy odzyskałem mowę i podjąłem próbę powrotu do pracy, pani magister Beata Mikołajko, która jest z zawodu logopedą, zaproponowała mi, abym w ramach prowadzonej terapii napisał nową książkę.[...]

W trakcie pisania moja pamięć stopniowo powracała. W rezultacie we wrześniu 2005 roku, gdy kończyłem książkę, byłem w stanie przypomnieć sobie znacznie więcej wydarzeń, a także potrafiłem je zapisać. [...]


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: Afazja
PostWysłany: 19 Maj 2009, 21:16 
Offline
z bukowego domu:)

Dołączenie: 25 Wrz 2007, 21:29
Posty: 3265
Jak należy rozmawiać z afatykiem?

Mów powoli, krótkimi, prostymi zdaniami.

Nie żądaj od niego zbyt wiele. Rozmowy w grupie złożonej z kilku osób są dla niego o wiele trudniejsze, niż te z udziałem jednej osoby.

W każdy, możliwy sposób zachęcaj go do mówienia.

Podczas rozmowy pozostawaj z nim w kontakcie wzrokowym. Próbuj wspierać swoje przekazy odpowiednimi gestami.

Nie przerywaj mu, gdy chce coś powiedzieć.

Pozwól afatykowi popełniać błędy w mówieniu, ponieważ zbyt częste poprawianie go sprawi, że przestanie mówić.

Stwarzaj mu okazję do słuchania mowy w warunkach domowych.

Podczas rozmowy z afatykiem należy unikać drugoplanowych dźwięków (radio lub hałas uliczny). Afatyk z trudem potrafi do nich przywyknąć.

Jakiego środowiska społecznego potrzebuje afatyk?

Afatyk nie powinien być izolowany. Aby otrzymać odpowiednie bodźce, potrzebuje on towarzystwa, działalności hobbystycznych i propozycji kulturalnych.

Życie rodzinne i jego tok powinno być kontynuowane, jak tylko to możliwe, ponieważ jest to dla niego jeszcze ważniejsze niż było poprzednio.

Dorosły afatyk powinien być traktowany jak osoba dorosła, ponieważ czuje on i myśli podobnie jak przed chorobą.

Co można zalecić krewnym?

Jak należy traktować afatyka po ludzku?
Akceptuj afatyka w jego indywidualności, tak jak poprzednio

Afatyk ma prawo być niezależny w stopniu, w jakim sobie tego życzy.

Nie ubezwłasnowolniaj go. Pomagaj mu tylko wtedy, gdy jest to konieczne, tak aby mógł być dumny ze swej samodzielności.

Zastępuj go w mówieniu tylko wówczas, gdy jest to absolutnie konieczne. W przeciwnym wypadku traci on zaufanie do siebie.

Bądź pełnym nadziei na przyszłość i gotowy do pomocy Wzmacniaj zaufanie afatyka do samego siebie.

Jak traktować różne nastroje afatyka?

Miej dla niego cierpliwość.

Chwal jego starania również wówczas, gdy postęp przebiega z trudem i powoli. To wzmacnia motywację.

Obdarzaj go współczuciem.

Nie oczekuj od niego podziękowań za każdą uprzejmość, którą okazujesz . Kiedy mu pomagasz, rób to dla niego chętnie.

Nie obciążaj afatyka niepotrzebnymi sprawami.

Nie stawiaj wymagań, do których afatyk nie dorósł. Nie możesz oczekiwać od niego tych samych umiejętności co przed chorobą.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: Afazja
PostWysłany: 19 Maj 2009, 22:56 
Offline
Domownik
Awatar użytkownika

Dołączenie: 17 Cze 2007, 23:05
Posty: 2054
Isiu, temat bardzo mnie interesuje. Jakbyś coś jeszcze gdzieś znalazla, wklej, proszę. Mój tata od udaru (13 lat temu) jest afatykiem. Nie mówi, nie pisze... Rozumie nas, ale nie zawsze. Co ciekawe, zachował umiejętność odnajdywania relacji sportowych w programie TV :) Zawsze to lubił :)


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: Afazja
PostWysłany: 24 Wrz 2009, 21:43 
Offline
z bukowego domu:)

Dołączenie: 25 Wrz 2007, 21:29
Posty: 3265
Afazja to zaburzenie mowy.
Osoby cierpiące na afazję mogą mieć problemy z
mówieniem, rozumieniem, czytaniem, pisaniem czy też
liczeniem.
Przyczyną afazji jest zawsze uraz mózgu.
W większości przypadków jest to udar lub wylew jednakże
guz mózgu lub wypadek również mogą spowodować afazję.
Ucierpieć z powodu udaru można, gdy wystąpi nagłe zaburzenie krążenia
krwi w mózgu.
Przyczyną może być zablokowanie naczynia krwionośnego w mózgu kiedy
stworzy się zator (udar niedokrwienny) lub przerwanie naczynia (wylew).
Zatory:
Jako rezultat pogrubiania się ścianki tętnicy mózgowej (tromboza) lub
zakrzepu (embolia) naczynie krwionośne może się zablokować.
Jest to nazywane udarem niedokrwiennym (inaczej, zawał mózgu).
Wylewy:
Część naczynia krwionośnego może stać się zbyt miękka lub naczynko
może stać się zbytnio rozszerzone (tętniak); wtedy może ono zacząć
przeciekać lub całkowicie pęknąć powodując wylew krwi do mózgu.
Jest to nazywane udarem krwotocznym lub wylewem.
Język gra ogromną rolę w naszym życiu codziennym. Prowadzimy rozmowy
z innymi ludźmi, czytamy gazety, pracujemy i uczymy się. Język jest nam
potrzebny również do formułowania myśli i robienia planów na przyszłość.
Osoby, które są dotknięte afazją mogą mieć problemy w dziedzinach życia, w
których wcześniej, przed afazją, nie mieli żadnych trudności:
 konwersacja
 prowadzenie rozmów w pracy lub rozpraszającym i głośnym środowisku
 czytanie książki, gazety czy magazynu lub nawet znaków drogowych
 rozumienie lub opowiadanie żartów
 rozumienie programów radiowych lub telewizyjnych
 pisanie listów i wypełnianie formularzy
 rozmowy telefoniczne
 liczenie, zapamiętywanie numerów i liczb, obchodzenie
się z pieniędzmi
 powiedzenie własnego imienia lub imion członków
rodziny
Osoby z afazją nie są niepoczytalne! Mają jedynie problem z językiem


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: Afazja
PostWysłany: 24 Wrz 2009, 21:50 
Offline
z bukowego domu:)

Dołączenie: 25 Wrz 2007, 21:29
Posty: 3265
Co to jest afazja?
Prawdobodnie spotkałeś się z afazją po raz pierwszy już jakiś czas
temu. Z początku, afazja przynosi na myśl pytania takie jak: czym jest
afazja, jaki jest przebieg tej choroby i jakie dodatkowe problemy mogą jej
towarzyszyć?
Co to jest afazja?
Każdy człowiek używa języka. Mówienie czy też rozumienie mowy,
znalezienie właściwego słowa, czytanie, pisanie oraz gestykulowanie
są jego częścią. Jeżeli, jako rezultat urazu mózgu, jeden lub więcej z
komponentów języka przestanie funkcjonować prawidłowo, jest to zwane
afazją. Afazja- A (=nie) fazja (=mówienie) znaczy właśnie, że ktoś nie jest
zdolny do powiedzenia tego co chce. Osoba ta nie jest już więcej w stanie
prawidłowo używać języka.
Poza afazją, u osoby tej może wystąpić paraliż i/lub problemy, które
dotyczą:
-świadomości własnych akcji
-obserwacji otoczenia
-koncentracji, podejmowania inicjatyw, i pamięci
Wiele z tych osób traci zdolność do wykonywania dwóch rzeczy naraz.
Każdy może doświadzyć uczucia frustracji będąc zagranicą, nie mogąc
się odpowiednio wysłowić lub nie wiedząc co, dokładnie, osoba mówiąca
innym językiem ma na myśli. Nawet w kraju ojczystym możemy tego
doświadzyć, na przykład podczas wizyty u lekarza. Jeśli nie znamy zbyt
dobrze danego języka obcego, nasze możliwości komunikacji z daną
ludnością będą ograniczone i nawet zamówienie odpowiedniego dania w
restauracji może stać się kłopotliwe. Osoby cierpiące na afazję borykają
się z takimi problemami codziennie, gdyż jest to zaburzenie mowy. Nie
ma dwóch osób z afazją, które miałyby identyczne problemy: afazja może
wyglądać inaczej u każdego.
Rodzaj afazji oraz to jak jest ona poważna zależą, między innymi, od
lokalizacji urazu mózgu oraz od tego jak poważny jest ten uraz, od
wcześniejszych umiejętności językowych a nawet od charakteru danej
osoby. Niektóre osoby z afazją mogą rozumieć język doskonale lecz
mają problemy ze znalezieniem właściwych słów i konstruowaniem
zdań. Z drugiej strony, inni mówią dużo lecz jest to mowa trudna albo
i nawet niemożliwa do zrozumienia. Te osoby mają też zazwyczaj
problem z rozumieniem języka. Umiejętności językowe osoby z afazją
leżą zazwyczaj gdzieś pomiędzy tymi dwoma ekstremami. Należy też
pamiętać, że ktoś kto cierpi na afazję ma zazwyczaj takie same zdolności
intelektualne jak przed wypadkiem! Warto też wspomnieć, że często w
trakcie rozwoju afazji może nastąpić nagła poprawa. Całkowity powrót do
zdrowia występuje bardzo rzadko. Jednak ćwiczenia, wysiłek oraz silna
wola i chęć poprawy mogą sprawić, że pewny postęp zostanie osiągnięty.
PolishPage 2

Afazja i jej rozwój
Afazji to choroba, której przyczyną jest uraz mózgu. W większości
przypadków jest on spowodowany nagłym zaburzeniem krążenia krwi
w mózgu. Jest to tzw. udar mózgu, wylew lub zawał mózgu, dawniej
zwany także apopleksją. Inną przyczyną afazji może być uraz mózgu
spowodowany wypadkiem (np. samochodowym) lub guzem mózgu.
Mózg potrzebuje tlenu i glukozy by odpowiednio funkcjonować. Jeżeli
jako rezultat udaru lub z innej przyczyny krążenie krwi w pewnej części
mózgu zostanie przerwane, komórki mózgowe wokół tego miejsca są
niedożywione i zamierają. Mózg człowieka składa się z wielu rejonów,
z których każdy ma swoje specyficzne funkcje. Dla większości ludzi
rejony mózgu powiązane z użytkowaniem języka (mowa, czytanie itp.) są
umieszczone w lewej półkuli mózgowej. W wypadku urazu w obrębie tych
rejonów mamy do czynienia z afazją.
Jakie dodatkowe objawy mogą współtowarzyszyć afazji?
Niezwykle rzadko zdarza się by afazja występowała samodzielnie.
Najczęściej uraz ma wpływ na większy obszar w mózgu i dotyka wielu
innych rejonów co powoduje dodatkowe choroby i objawy. Przykładem
współtowarzyszących problemów u osoby z afazją są:
Hemiplegia (hemi=połowa, plegia=paraliż) czyli tzw. porażenie

połowiczne. Jest to zniesienie funkcji ruchowych czy też czucia
grupy mięsni po lewej lub prawej stronie ciała. U osób z afazją
często występuje prawostronny paraliż.
Utrata połowy pola widzenia (hemianopsia, hemi=połowa,

opsia=widzenie). Najczęściej osoby te widzą wszystko po
zdrowej (często lewej) stronie ciała, ale nie widzą po tej stronie,
która dotknięta jest paraliżem.
Niezdolność do wykonywania pewnych złożonych czynności

(apraksja, a=nie, praksja=robienie). Proste czynności, które
wymagają planowanych ruchów jak ubieranie się, jedzenie
czy też picie nagle nie mogą być odpowiednio wykonane. Ktoś
kto cierpi na apraksję nie wie, np. jak zgasza się świeczkę
kiedy ktoś poprosi go by to zrobił (świadomie planowana
czynność). Jednak może on wykonać tę czynność gdy jest
ona automatyczna (wykonana nieświadomie), np. wtedy gdy
nieświadomie zgasi trzymaną w ręku zapałkę by się nie sparzyć.
Problemy z jedzeniem, piciem i przełykaniem (dysfagia,

fagia=przełykanie). Z powodu urazu mózgu mięsień
dwubrzuścowy i mięśnie przełyku mogą zostać sparaliżowane,
nadwrażliwe lub całkowicie niewrażliwe. To sprawia, że jedzenie
i picie staje się bardzo trudne. Czasami z powodu paraliżu
lub utraty czucia w policzku, ślina może ciec z kącika ust
niezauważona.
Problemy z pamięcią. Język odgrywa ważną rolę przy

zapamiętywaniu pewnych informacji. Z tego powodu może się
zdarzyć iż pamięć będzie funkcjonowała gorzej niż przedtem.
Dobrze jest wtedy notować sobie kluczowe słowa, dzięki czemu
informacje będą łatwiejsze do zapamiętania.
Reakcje. Czasami po udarze ludzie reagują inaczej na pewne

wydarzenia niż przedtem. Kontrolowanie emocji może stać się Page 3

trudne. Osoby te śmieją się i płaczą częściej niż zazwyczaj i
często wymaga to dużego wysiłku by się powstrzymać lub by
przestać.
Epilepsja (padaczka). Kiedy mózg regeneruje się po urazie,

powstaje w nim blizna. Taka blizna może spowodować coś
co przypomina krótkie spięcie, tyle że w mózgu. Wtedy mogą
wystąpić konwulsje, problemy z oddychaniem oraz utrata
przytomności. Jest to tzw. napad padaczkowy i trwa on zaledwie
kilka minut lecz często pojawia się niespodziewanie i bywa
straszny zarówno dla tego kogo on dotyka jak i dla członków
rodziny.
Powyższa lista współtowarzyszących objawów nie jest kompletna.
Symptomy związane z afazją i konsekwencje z nimi związane mogą być
inne u każdego człowieka. Każdy z wyżej wspomnianych problemów może
ale też nie musi towarzyszyć afazji.
Leczenie
Wiele osób, które cierpią na afazję, zaraz po tym kiedy nastąpił uraz
mózgu, musiało być przez pewien czas hospitalizowanych. Jednak należy
pamiętać iż po wyjściu ze szpitala, osoby te wymagają dalszego leczenia.
Niestety niezawsze wiadomo do kogo zwrócić się o pomoc. Wtedy dobrze
jest skonsultować się z lekarzem, który może pomóc ci w znalezieniu
specjalisty w twoim regionie. W większości przypadków będzie to
logopeda. Czas trwania terapii u logopedy zależy, między innymi, od tego
jaki postęp jest poczyniony przy powrocie do zdrowia i od tego jakie są
możliwości i regulacje związane z taką właśnie terapią w danym regionie
lub kraju.
Wskazówki co do komunikacji
Z powodu afazji zmienia się zdolność do rozumienia języka oraz sposób
wysławiania się. Dobrze jest wtedy używać wszelkich pozostałych
sposobów komunikacji by przekazać to co chce się powiedzieć. Ktoś z
ciężkim przypadkiem afazji często rozumie tylko pewne kluczowe słowa
zawarte w zdaniu. Może to prowadzić do nieporozumień, gdyż same
słowo kluczowe i wiedza ogólna nie wystarczą by zrozumieć kogoś z kim
rozmawiamy. Często też może się nam chwilowo wydawać, że rozumiemy
co ktoś z afazją próbuje nam przekazać i vice versa. Jednak po jakimś
czasie możemy sobie zdać sprawę iż tak nie jest.
Jeśli chcesz coś wyjaśnić osobie z afazją:
Po pierwsze,

nie śpiesz się. Poświęć trochę czasu tej rozmowie,
usiądź wygodnie i pamiętaj o kontakcie wzrokowym.
Jeśli boisz się, że rozmowa będzie zbyt trudna możesz zacząć

od czegoś prostego, np. powiedzieć coś o sobie. Później możesz
zacząć zadawać pytania, z początku najlepiej takie na które znasz
już odpowiedź. W ten sposób zobaczysz jak wiele rozumie osoba, z
którą rozmawiasz.Page 4

Mów powoli i krótkimi zdaniami. Podkreślaj kluczowe słowa w

zdaniu.
Zapisz kluczowe słowa. Powtórz to co chcesz przekazać i daj

zapisane słowa do przeczytania osobie, z którą rozmawiasz. Osoba
ta może użyć tego, by przypomnieć sobie temat rozmowy lub by ci
później coś przekazać.
Pomóż osobie cierpiącej na afazję z jej problemami w rozumieniu i

wysławianiu się poprzez gestykulowanie, rysowanie, wskazywanie
palcem, pisanie oraz poproś tę osobę, aby robiła to samo
podczas rozmowy. Można też spróbować użyć małego słownika
kieszonkowego.
Jeśli osoba z afazją chce ci coś powiedzieć:
Z początku należy wyjaśnić o kogo chodzi, co się dzieje lub działo, i gdzie
i kiedy to wydarzenie miało miejsce. Jest bardzo ważne, by zadawać
odpowiednie pytania, być kreatywnym i jak najbardziej systematycznym
jak jest to możliwe. Dobrze jest dopytać się o coś zadając pytania
wielokrotnego wyboru i pomóc podając możliwe odpowiedzi.
Pomoc w porozumiewaniu się
W wielu krajach istnieją specjalne książki z obrazkami i słowa, na które
wskazując palcem łatwiej jest coś wyjaśnic i przekazać co ma się do
powiedzenia. Skonsultuj się z lekarzem lub logopedą i spytaj czy takie
środki pomocnicze są dostępne w twoim kraju. Jeśli nie, możesz sam
zrobić taką książeczkę. Możesz w nią wklejać obrazki lub zdjęcia, rysować
i umieścić tam niezbędne słownictwo ważne dla danej osoby cierpiącej
na afazję. W ten sposób łatwiej będzie wam rozmawiać o pewnych
wydarzeniach, osobach czy też nawet uczuciach.
Kiedy rozmawiasz z kimś kto cierpi na afazję używając takiej właśnie
książeczki możecie wspólnie szukać obrazków lub słów, które reprezentują
kluczowe koncepty danej rozmowy. Pamiętaj też, by zawsze mieć ze sobą
kartkę i długopis. Możesz wtedy zapisać listę słów w kolejności tematów,
by łatwiej było nadążyć za tokiem rozmowy i zapamiętać jej temat.
Wszystko można przezwyciężyć
Prowadzenie rozmowy przy afazji wymaga czasu i cierpliwości. Pomimo
podążania za wyżej wymienionymi wskazówkami może się zdarzyć iż
nadal nie będziecie się dobrze rozumieć. Pozwól odpocząć tej osobie i
spróbuj później. Być może uda ci się następnym razem!
Dodatkowe informacje
Na stronie internetowej Międzynarodowego Związku Afazji (Association
Internationale Aphasie- AIA) możesz znaleźć więcej informacji związanych
z afazją w wielu różnych językach: www.aphasia-international.com. Tu
znajdziesz też linki do narodowych związków i stowarzyszeń afazji, które
mogą dostarczyć dodatkowych informacji.
Misją tej strony jest zwrócić uwagę na taki problem jak afazja i stymulować
powstawanie grup i stowarzyszeń osób cierpiących na afazję, by
umożliwić im kontakt z innymi osobami mającymi tę samą dolegliwość
oraz zapobiec izolacji osób z afazją od reszty społeczeńst


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: Afazja
PostWysłany: 25 Wrz 2009, 08:20 
Offline
Domownik
Awatar użytkownika

Dołączenie: 17 Cze 2007, 23:05
Posty: 2054
Dziękuję. Czytam zawsze z wielkim zainteresowaniem.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: Afazja
PostWysłany: 03 Paź 2009, 00:53 
Offline
z bukowego domu:)

Dołączenie: 25 Wrz 2007, 21:29
Posty: 3265
Ludzie: Małgorzata Szalińska-Otorowska

Gazeta Wyborcza 29-10-2003,



Dr Małgorzata Szalińska-Otorowska od 25 lat jest logopedą. Pracuje w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Gliwicach i prowadzi własny gabinet logopedyczny. Mówi, że w tym zawodzie najważniejsza jest cierpliwość. Czasem trzeba długich miesięcy, zanim chory po wylewie wypowie pierwsze słowo. - Ale trud się opłaci - mówi. Największy bukiet kwiatów dostała od pacjenta, który przyjechał do niej aż z Niemiec. Tam miał poważny wypadek samochodowy. Stracił mowę. Niemiecki logopeda poradził mu, żeby zwrócił się do polskiego specjalisty. - Mój pacjent zapomniał języka niemieckiego, ale pamiętał resztki polskiego. Krok po kroku wyszedł z choroby - wspomina pani Małgorzata, która razem z koleżankami z gliwickiej poradni wymyśliła program pomocy dla afatyków, czyli osób, które po wylewie straciły mowę. Pani Małgorzata mieszka w Gliwicach. Ma dwóch synów. Jeden jest studentem Politechniki Śląskiej, drugi zaczyna studiować prawo. - I bardzo się boi, czy da radę - śmieje się.

2). Grupa wolontariuszy z Gliwic uczy mówić chorych po wylewach .

Gazeta Wyborcza 29-10-2003

Ludzie po wylewach nie potrafią mówić. Polonistka zapomina zasady ortografii, inżynier nie wie, ile jest dwa plus dwa. Grupa wolontariuszy z Gliwic pomaga chorym i członkom ich rodzin wrócić do normalności.





fot: Eliza Oleksy /AG

Alfreda Grochlę wylew powalił dwa lata temu na działce. Podlewał kwiaty, gdy poczuł jakby w jego głowie eksplodował pocisk. Osunął się na ziemię. Przez miesiąc nie potrafił powiedzieć ani słowa. Zapomniał kim jest i jak się nazywa. Nie wiedział, że osoba przy szpitalnym łóżku to jego żona. Wczoraj pan Alfred przyszedł na spotkanie sekcji AFAZJA, która niedawno powstała przy Stowarzyszeniu Osób Niepełnosprawnych SON w Gliwicach. Wolontariusze, logopedzi, psycholodzy, neurolodzy i rehabilitanci pomagają osobom, które na skutek udaru, wylewu lub zabiegu neurologicznego straciły mowę. Pan Alfred mówi powoli, z trudem wypowiada każde słowo. - Przełamałem się, jak poszedłem do kościoła. Tam zacząłem śpiewać i słowa same popłynęły z gardła. Zapisałem się nawet do chóru - mówi.

Logopeda, Małgorzata Szalińska-Otorowska, która wymyśliła akcję pomocy osobom dotkniętym afazją, mówi, że pomagać trzeba też członkom rodzin chorych. - Często bliscy nie wiedzą, jak się zachować. Albo są nadopiekuńczy, wszystko robią za pacjenta lub traktują go jak chorego psychicznie. Trzeba naprawdę dużo cierpliwości i odwagi, by trwać przy afatyku - dodaje.

Pani Jolanta opiekuje się swoją siostrą Danutą, która jest po udarze mózgu. Gdy była zdrowa, siostry nie były ze sobą blisko związane. Żyły własnym życiem. Tragedia zmieniła wszystko. Pani Jolanta zaopiekowała się siostrą, która po minucie zapomina znaczenie poszczególnych słów. Pytam panią Jolantę, jak określiłaby chorobę, która dotknęła jej siostrę. - To jak kataklizm pokazywany na filmach - mówi bez zastanowienia.

Chorzy na spotkaniach sekcji AFAZJA uczą się wypowiadać poszczególne słowa, śpiewają piosenki, rysują. - Jakie zwierzątko mamy w domach? Ko-ta. Proszę powtarzamy: ko-ta - zachęca logopeda.

W tym czasie ich opiekunowie wymieniają się doświadczeniami. To pomaga. - Łatwiej wtedy zwyciężyć chorobę - mówią.

DBAJ O ZDROWIE – NOWINY GLIWICKIE

3). Zrozumieć afazję

W Gliwicach działa „A-Afazja Klub” wspierający osoby z afazją i ich rodziny.

Ile razy słyszymy te słowa. Niestety, często to dbanie o zdrowie ogranicza się do założenia szalika i łykania witaminy „C". Ale dziś nie powinniśmy lekceważyć badań profilaktycznych, i w miarę stałej kontroli własnego organizmu. Nie powinniśmy lekceważyć chociażby z tego względu, że wciąż rośnie liczba chorych na choroby układu krążenia czy nowotwory. Publikujemy cykl artykułów, poświęconych zdrowiu: w różnych kontekstach wiedzą o tym, jak o nie dbać, jak zapobiegać niektórym schorzeniom, gdzie się badać lekarze specjaliści. Będą mogli Państwo także konsultować się z nimi telefonicznie. Mamy nadzieję, że będzie to nasz mały wkład w popularyzację prozdrowotnych zachowań. Roz­mawialiśmy już z onkologami, kardiologami, specjalistami chorób zakaźnych.

Dzisiaj o działalności „A - Afazja Klubu", który zajmuje się wspieraniem osób, które utraciły mowę na skutek udaru mózgu, wylewu, a także wspieraniem rodzin chorych. Klub powstał z inspiracji logopedów i psychologów, którzy w swojej pracy stykają się z wieloma osobami po uda­rach mózgu, nie mówiących, unieruchomionych w wózkach inwalidzkich. Nie ma dla nich miejsca w ośrodkach, nie wiedzą także, gdzie szukać pomocy.

Co to jest afazja? Utrata posługiwania się mową i językiem. To znaczy - nie możemy, choć chcemy mówić, a także mówimy, ale nie rozumiemy wypowiada­nych słów, ani ich znaczeń. W Polsce notuje się około 20 tysięcy udarów rocz­nie, które w 70-80 proc. są przyczyną afazji. Przy afazji często występuje zjawis­ko tzw. sałatki słownej, czyli wypowiadania przez chorego słów, które nic nie zna­czą. Przyczyną afazji są najczęściej udary mózgu, urazy, infekcje, procesy zwyrodnieniowe przy chorobie Alzheimera, nowotwory mózgu, zwyrodnienia tkanki mózgowej. Mamy trzy jej rodzaje: ruchowa -gdzie chory nie może wypowiedzieć słów; czuciowa - gdzie następuje upośledzenie rozumienia (chory mówi, ale nie do końca wie co) i całkowita - występująca np. tuż po udarze). „Objawy u afatyka pojawiają się nagle - tłumaczy Małgorzata Szalińska-Otorowska, logopeda z „Afazja Klubu" działającego przy gliwickiej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej - dotąd osoba aktywna nie potrafi porozumieć się nie tylko z otoczeniem, ale i z najbliższymi. Nasze klubowe hasło to zrozumieć afatyka, a także nauczyć rodzinę jak żyć z taką osobą. Nauczyć, że to co robi, ta niemoc w artykułowaniu czegokolwiek, to nie złośliwości, a choroba. Afazji bardzo często towarzyszy labilność uczuciowa, to : znaczy wpadanie w nastroju z nastrój, od smutku do radości, zaburzenia pamięci, czyli trudności z wyciąganiem poszczególnych słów z magazynu pamięci".

Klub „Afazja" powstał po to, by pomagać chorym i ich rodzinom. Często nie wiedzą jak się zachować, brakuje im podstawowej informacji, nie tylko na temat choroby, ale także terapii. „Bardzo często obserwuję u rodzin chorych niewłaściwe zachowania: pierwsze z nich, to traktowanie osoby z afazja jak chorego psychicznie. Druga, to nadopiekuńczość, czyli robienie wszystkiego za afatyka. W ten sposób uniemożliwia mu się dochodzenie samemu do różnorakich czynności i utrwala przekonanie, że jest nieuleczalnie chory. Afatyk nie może być pozostawiony sam sobie, poprzez rehabilitację możliwe jest włączenie go na nowo w codzienne czynności, zaś całe postępowanie z chorym zależy od tego, jak głębokie jest zaburzenie" tłumaczy Otorowska.

Jak klub będzie pomagał? Przede wszystkim będą to wizyty w domach chorych, spotkania dla członków rodzin. gdzie będzie można skorzystać z wiedzy psychologa i rehabilitanta. Klub działa społecznie, a założyli go logopedzi, psycholodzy, pedagodzy, rehabilitanci, którzy chcą pomagać osobom dotkniętym afazja i ich rodzinom. „Planujemy otworzyć sieć pomocy na zasadzie wolontariatu, w którą włączą się np. studenci" dodaje Otorowska.

Terapia trwa bardzo długo: od kilku miesięcy do kilku lat. Czynnikiem sprzyja­jącym wychodzeniu z niej jest młody wiek, szybkość podjęcia terapii (najlepiej bezpośrednio po udarze), ważne jest też to, że jeśli taka osoba była czynna zawodowo to będzie bardziej zdopingowana do powrotu do zdrowia. „Klub jest w pewnym sensie brakującym ogniwem między szpitalem a rodziną afatyka. Ośrodków jest mało, a chorych z takimi zaburzeniami dużo. Chcemy pomagać w dotarciu do informacji i w rehabilitacji, która polega głównie na usuwaniu zaburzeń - nauce czytania, pisania, nauce zapamiętywania" mówi Otorowska.

Zapraszamy osoby dotknięte afazja oraz ich rodziny na spotkania, które będą odbywać się w każdą ostatnią środę miesiąca o godzinie 16.00 w: Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Gliwicach, ul. Warszawska 35 A

Telefon kontaktowy:

Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna: 231-05-69


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: Afazja
PostWysłany: 30 Maj 2010, 21:16 
Offline
z bukowego domu:)

Dołączenie: 25 Wrz 2007, 21:29
Posty: 3265
Trzy lata temu Biegiem Sylwestrowym Krzyś miał rozpocząć nowy rok - rozpoczął nowe życie. Poprzednie zniszczył udar mózgu. O mozolnych próbach powrotu do zdrowia, trudnych do zniesienia porażkach i pytaniach bez odpowiedzi z Szymonem Hołownią rozmawiają rodzice Krzysia, Krystyna Czerni i Roman Graczyk.

NEWSWEEK: Lekarze w szpitalu, do którego trafił państwa syn, mówili ponoć: rodzice go zamęczyli. Ojciec zatrenował dziecko.

KRYSTYNA CZERNI: Podobno. Ale nie wiem, jak można mówić tak niesprawiedliwe, nieprawdziwe rzeczy. Tak cynicznie przykrywać nimi własne błędy. Romek z Krzysiem dużo biegali dla przyjemności. Ile razy zdarzało się, że biegali na Błoniach i zaczepiali ich trenerzy, proponując szkołę sportową, profesjonalną ścieżkę dla Krzysia? Mieli to przegadane: nie idziemy w sport wyczynowy. Krzyś był zapatrzony w Romka, bardzo mu imponowało, że mąż na stare lata przebiegł parę maratonów. Los uderzył okrutnie - w fantastyczną sportową więź między ojcem i synem. Lekarze uspokajali nas, że przyczyną udaru była wada tętnicy szyjnej, że jeśli nie strzeliłoby mu wtedy, strzeliłoby za miesiąc we śnie lub za rok podczas oglądania telewizji...

ROMAN GRACZYK: Ten bieg to nie był nie wiadomo jaki wyczyn. Trening Krzysia był skonsultowany z fizjologiem, kilka tygodni wcześniej przebiegliśmy razem pół-maraton, 21 kilometrów. I przyszło nam do głowy, że pojedziemy na Bieg Sylwestrowy, niezły odlot, ludzie się malują, szykują na wieczorne bale, amy dziesięć kilometrów po śniegu i asfalcie. Krzyś założył sobie, że chce nieznacznie poprawić rekord życiowy. Przybiegłem na metę 10 minut po nim. Zobaczyłem go, jak siedział na ławeczce, dziwnie się do mnie uśmiechał. Obok harcerka ze służby medycznej, pomyślałem: wpadła mu w oko. A on tracił kontakt z rzeczywistością. Przyjechało pogotowie, wtedy miał już niedowład, przestał mówić. W szpitalu tomograf, ale lekarze nie potrafili zinterpretować obrazu. Sylwester, w szpitalu nie ma neurologa. Gdyby ci, co tam byli, poprosili o pomoc mądrzejszych od siebie, mój syn być może wyszedłby stamtąd po tygodniu. A tak - zaczął się horror. Dziesięć dni później przyszedł drugi udar. Zgłaszaliśmy lekarzom, że Krzyś wygląda i czuje się gorzej, oni powtarzali, że stan chorego faluje, że może jest niekorzystny biomet. W sobotę w nocy przyszło załamanie, w niedzielę kazali szykować się na najgorsze. Przy łóżku syna dyskretnie zaczęli zjawiać się znajomi, chcieli się pożegnać z Krzysiem. Przyszedł ksiądz z ostatnim namaszczeniem. Wydawało się, że będziemy z synem jeszcze godzinę, może dwie, to wszystko.

K.C.: Wnaszej rodzinie nigdy nikt nie chorował. Ze szpitalem, cała tą infrastrukturą cierpienia stykaliśmy się po raz pierwszy. I byliśmy wobec niej bezbronni jak dzieci. Próbowaliśmy jakoś zracjonalizować naszą rozpacz, zaczęliśmy rozmawiać o zgodzie na transplantację organów. Romek nalegał: tylko nie mów tego lekarzom, bo zupełnie przestaną go ratować.

R.G.: Jeśli wyrzucam dziś coś sobie, to nie to, że biegałem wtedy z Krzysiem, ale to, że pomyślałem: mój syn jest w świetnym Chciałem odwieęć córkę na obóz zimowy, wrócić po kilku godzinach, a ciebie zostawić przy Krzysiu. A przecież w tych godzinach wszystko się decydowało. Zrobiłem gigantyczny bład, zaufałem lekarzom. Nie znałem się na neurologii. Tylko - na Boga! - kto z rodziców się na tym zna?

K.C.: Nie tylko ty tak wtedy czułeś, ja też powtarzałam sobie: przecież oszaleję, jeśli nie będę im ufać. Doskonale pamiętam moment, w którym dotarło do nas, że Krzyś odchodzi. Całe szczęście, że Romek skontaktował się ze swoją siostrą, pediatrą. Przyjaciele znaleźli dojście do krajowego konsultanta neurochirurgii, profesora Tomasza Trojanowskiego z Lublina. Pojechała do niego cała delegacja, my zostaliśmy przy umierającym dziecku. W końcu wydarliśmy szpitalowi wyniki Krzysia, zawiesiliśmy je na serwerze, żeby mogł je obejrzeć profesor Trojanowski. Dotąd słyszeliśmy mantrę: neurochirurgia nie ma tu nic do zrobienia, a profesor stwierdził krótko: trzeba zrobić to i to. Lekarze w Krakowie patrzyli na nas jak na morderców, powtarzali: 99 proc. ryzyka. Zapytałam: ile procent szans będzie miał Krzyś, jeśli operacji nie będzie? Przeżegnałam się i podpisaliśmy zgodę. Twarda lekcja, ale dziś wiem - odpowiedzialności za moje dziecko nie mogę zrzucić na nikogo.

R.G.: To był cud. Krzyś przeżył. Za kilka dni miał się wybudzić ze śpiączki.

K.C.: Ale w nas było już wtedy kolejne pytanie: kto tak naprawd ę się obudzi? Udary robią w świadomości człowieka wielkie spustoszenie. Czy to będzie Krzyś, którego wychowaliśmy, którego znamy? Mamy kontakt z rodzicami Grzesia, chłopca po operacji guza mózgu, który dotąd się nie wybudził. Bywa przytomny, ale nie pokazuje, że jest świadomy. Jego ojciec powiedział nam kiedyś: państwa szczęście nie ma granic. Powtarzam to sobie, trzeba powtarzać sobie takie zdania. Tyle że one nie zawsze pomagają.
Trzy lata temu Biegiem Sylwestrowym Krzyś miał rozpocząć nowy rok - rozpoczął nowe życie. Poprzednie zniszczył udar mózgu. O mozolnych próbach powrotu do zdrowia, trudnych do zniesienia porażkach i pytaniach bez odpowiedzi z Szymonem Hołownią rozmawiają rodzice Krzysia, Krystyna Czerni i Roman Graczyk.

NEWSWEEK: W jakim stanie jest dziś Krzyś?

R.G.: Dwa tygodnie temu przejechaliśmy na rowerze dwieście kilometrów w dwa dni. Ale na co dzień jest inaczej: Krzyś porusza się trochę jak człowiek po chorobie Heinego-Medina, ma duży niedowład prawej ręki. Najtrudniejsza jest jednak walka ze skutkami afazji. W pierwszej fazie w ogóle nie mieliśmy z Krzysiem kontaktu, teraz jest kłopot z rozumieniem bardziej złożonych konstrukcji, z wypowiedzeniem trudniejszego zdania. Afazja nie pozwala skomunikować się ze światem, to knebel na ekspresji człowieka. W połowie mózgu Krzysia zostały po udarze ruiny - próbujemy budować na nich. Ogląda filmy, które zna sprzed choroby, matematyka w szkole idzie mu lepiej niż składanie liter, pewnie dlatego że przed udarem był znacznie lepszy z matmy. Szukamy matryc słownych, bo on myśli skojarzeniami: siedemnasta to "jeden - siedem", a poza tym to jest "Teleexpress", kolor czerwony to pomidor, a żółty to słońce. Są pewne postępy wmówieniu. Ponoć w czytaniu też się nieco poprawia, ale gdzieś od pół roku nie jest w stanie sforsować muru pomiędzy czytaniem sylab a czytaniem całych wyrazów.

NEWSWEEK: Słyszę zawód w pana głosie.

R.G.: To nie zawód, to jest cholerny ból. Bo to mój syn, a ja patrzę, jak świat mu ucieka. Pytam Krzysia, co było dzisiaj w szkole. Zaczyna odpowiadać, ale za chwilę potyka się, cofa, przestaje mówić. Jak człowiek, który uczy się języka obcego, choć wybitnie nie ma do tego talentu. To jakby ktoś wbił panu nóż w serce, krew zalewa człowieka nie z wściekłości, a z bezsilności. Krzyś jest teraz jak Syzyf. Już, już dochodzi do szczytu góry i nagle - bach. Z powrotem. Jak skoczek, który skoczył 2,32 i od poł roku nie może przeskoczyć poprzeczki o centymetr wyżej.

K.C.: To jest dla nas teraz najważniejsze pytanie - gdzie jest granica między podkr ęcaniem w sobie woli walki o jeszcze jedną literę, jeszcze jedno zdanie, a powiedzeniem: synku, widzimy, że potwornie cię ta rehabilitacja męczy, kochamy cię takim, jakim jesteś.

Pobierz Internet Explorer 8
Prosto ze swojej przeglądarki możesz przeszukać archiwum Newsweek.pl
Biznes.ie8.pl
Konto Mocnooszczędzające
w Polbanku 5,5% to więcej niż 6,8% na lokacie. Sprawdź!
http://www.PolbankEFG.pl
Reklamy BusinessClick
NEWSWEEK: Czy są państwo zmęczeni?

K.C.: Zna pan film "Klucze do domu" o przyjaźni ojca z niepełnosprawnym synem? Tam pada ważne zdanie: choroba wpewien sposób chroni dziecko, a najboleśniej dotyka tych, którzy chcą mu towarzyszyć. Wiem też jednak, ile Krzyś nas nauczył. Kiedy patrzę, z jakim samozaparciem walczy z kalectwem, myślę, że to jest jego droga do świętości. Po prostu. My tylko staramy się za nim nadążać. A to, co najtrudniejsze, to nawet nie zmęczenie czy świadomość, że nawet najlepsi przyjaciele nie mogą bez końca trwać z nami przy Krzysiu, że czas wielkich aukcji i akcji minął, a nam powoli kończą się pieniądze. Najtrudniejsze jest to, że po tych trzech latach znów znaleźliśmy się na granicy świata. To już nie jest czas ratowania życia Krzysia, odruchów, prostych wyborów. Teraz eksperymentujemy na żywym organizmie. Zna pan taką modlitwę? Boże, daj mi siłę, abym zmieniał rzeczy, które zmieniać można i trzeba, daj pokorę, bym się pogodził z rzeczami, których zmienić się nie da, i daj mi mądrość, abym potrafił odró żnić jedne od drugich. Nam dziś najbardziej brakuje właśnie tej mądrości.

R.G.: Lekarze od początku mówili nam, że będzie ciężko, amy powtarzaliśmy: gramy o pełna pulę. Gdy wieęliśmy Krzysia do szpitala doWarszawy, umiał się zaledwie przewrócić z boku na bok. Po poł roku wstał z wózka. Po roku stanał na nartach, wsiadł na rower. Dziś boję się, że czas cudów się powoli kończy. Dopiero teraz Krzyś zaczał nam się przyznawać, ilu rzeczy nie rozumie, widzimy, jak wielki jest świat, z którym on nie ma kontaktu.

K.C.: Pan Bóg jest miłosierny i dawkuje nam tę wiedzę powoli. Gdybyśmy na początku wiedzieli, jak to będzie wyglądać, ile może trwać, pewnie byśmy się kompletnie załamali. Ale właśnie wtedy, na początku, mąż wpadł na genialny pomysł - rehabilitacja przez rower. Zaczęli od tandemu, kiedy Krzyś ledwo chodził. Niektórzy pukali się w głowę, a mąż się zawziął, odpuścił. To była rehabilitacja przez coś, co Krzyś kocha - sport. W sierpniu tego roku objechali Tatry w trzy dni - 300 km! Gdyby pan widział szczęście w oczach Krzysia, kiedy wjeżdża na Velicke Pleso! To prawie 1700 metrów nad poziomem morza. Niejeden zdrowy nie dałby rady.

R.G.: Cały czas powtarzaliśmy mu, że wyjdziemy z tego, tylko trzeba walczyć. I on sam prosił o tę bolesną rehabilitację, jeszcze godzinę, jeszcze osiem, jeszcze dziesięć. Kilka tygodni po udarze Krzyś oprzytomniał na tyle, że zrozumiał, że jest kaleką. Wpadł w czarną rozpacz.

K.C.: To był najtrudniejszy moment. Patrzyliśmy bezradnie na rozpacz zamurowanego żywcem człowieka, który nie może nawet nazwać tego, co czuje. Podnosił sprawną rękę, wygrażał niebu i przeraźliwie krzyczał głosem, którego nigdy nie zapomnę: Jezu, Jezu! Pierwsze słowo, które wypowiedział. I nasza pierwsza nadzieja.

R.G.: Przypomniałem mu wtedy, jak kilka lat wcześniej zaskoczyła nas zima, gdy szliśmy na narty na Stare Wierchy, jak prawie tam utknęliśmy, bo brnęliśmy śniegu na półtora, dwa metry, zrobiła się noc... Powiedziałem mu wtedy, gdy tak rozpaczał: Krzysiu - pamiętasz jak na Starych Wierchach prawie było po nas, ale zawzięliśmy się i jakoś żeśmy wyszli. To teraz zrobimy to samo. Zaciskamy zęby i "rura", nie? Teraz postępy są znacznie wolniejsze, a bywają i momenty regresu. Mieliśmy w tym roku jechać do Norwegii na rowery. Zaplanowaliśmy trasę na 2 tys. kilometrów. W maju Krzyś miał poważny kryzys, odpuściliśmy to. Metodą treningu modulowanego doszliśmy znowu do formy, zrobiliśmy wycieczkę wokół Tatr. Ale w Krzysiu już coś pękło. Gdybym rok temu powiedział mu, że może jednak spróbujemy podbić tę Norwegię, zacząłby się śmiać i mówić: "OK, fight!", dziś tylko się skrzywił. Boję się podnosić mu poprzeczkę, porażki są coraz bardziej dotkliwe.

K.C.: Góra, która stoi przed nami, jest dziś na tyle stroma, że zastanawiamy się, czy to już nie jest ściana. Nie mamy odwagi tego powiedzieć na głos, choć w głębi duszy boimy się, że to już może niedaleko. Strasznie bym chciała wiedzieć, czego od nas oczekuje Pan Bóg. Na przykład: "Państwu już dziękujemy, próbujcie żyć z tym, co macie". Człowiek miałby jasność, inaczej układałby sobie wszystko w głowie. Nie zadręczałby siebie i dziecka. Byłaby rzecz jasna rehabilitacja, ale walczylibyśmy o to, by się nie cofnął, a nie o to, żeby nie wiadomo co osiągnął. Gdy Krzyś ma gorsze chwile, zadaje już takie pytania: Ile jeszcze?! No ile jeszcze?! Dziesięć lat?! Piętnaście?! Nie wiemy, co odpowiedzieć.
Trzy lata temu Biegiem Sylwestrowym Krzyś miał rozpocząć nowy rok - rozpoczął nowe życie. Poprzednie zniszczył udar mózgu. O mozolnych próbach powrotu do zdrowia, trudnych do zniesienia porażkach i pytaniach bez odpowiedzi z Szymonem Hołownią rozmawiają rodzice Krzysia, Krystyna Czerni i Roman Graczyk.

NEWSWEEK: Nie mają już państwo planu?

K.C.: Mamy marzenia. Bardzo chciałam, żeby na naszą 25. rocznicę ślubu w tym roku Krzyś przeczytał nam na mszy czytanie. No, ale nie przeczytał. Może za pięć lat? Na trzydziestolecie?

R.G.: Marzę o tym, żeby Krzyś do końca liceum, przez następne dwa lata, zaczał czytać. Żeby był człowiekiem piśmiennym, brał udział w życiu społecznym. Żeby nie szedł w stronę alienacji, sąmotności. Teraz jest w trudnym momencie, bo jego rówieśnicy pognali do przodu. On nadal ogląda kreskówki, bawi się z pasją świetlnym mieczem, który nasza córka przywiozła mu z Londynu. Szkoła w jego wypadku wygląda przecież symbolicznie. Nie dlatego, że jest głupi, tylko brakuje mu narzędzia komunikacji ze światem. Ale będziemy walczyć, musi być jakiś wytrych do tego mózgu. Ostatnio czytaliśmy o nowej amerykańskiej metodzie stymulacji uszkodzonego mózgu. Jeśli to rzeczywiście działa, wyślemy Krzysia do USA albo sprowadzimy tę maszynę tutaj.

NEWSWEEK: Ludzie, których boli teraźniejszość, często szukają ukojenia w doniesieniach o nowych, cudownych terapiach.

R.G.: Zgoda, ale komu to przeszkadza? Zapytałem lekarza, czy jest możliwość wymiany fragmentu mózgu. Nie, tego się nie da zrobić. A ja wierzę, że za dziesięć lat albo za dwadzieścia... Czas poszukać nowych erodeł energii. Kończy się ropa, więc może uczeni wymyślą silnik, który działa na wodę.

Zainstaluj Internet Explorer 8
Sprawdzaj unikalne informacje z Forbesa aktualizowane na bieżąco!
Biznes.ie8.pl
E-podpis
Zapoznaj się z ofertą i zamów zestaw do podpisu elektronicznego!
www.kir.com.pl
Reklamy BusinessClick
NEWSWEEK: Nigdy nie pogodzą się państwo z tą chorobą.

K.C.: Jeszcze w Krakowie przychodzili do nas do szpitala przyjaciele, kochani ludzie, bardzo religijni. Delikatnie mówili, że może jednak trzeba zgodzić się na słabość. Odpowiedziałam im, że słabość to takie mądre, bezpieczne słowo, którego używa obserwator. Słabość przeżywana w pierwszej osobie to jest po prostu cierpienie, ból rozrywający kogoś, kogo kochasz. Nigdy nie zgodzę się na cierpienie mojego dziecka! Pamiętam, jak w szpitalu w Warszawie dopytywałam lekarza, czego mamy unikać, jak Krzyś się już wyrehabilituje. Popatrzył z politowaniem: "Proszę pani, pani syn nigdy się nie wyrehabilituje. On może dojść do pewnej samodzielności, ale nigdy nie zdobędzie zawodu, nie wróci do szkoły, mowy o tym nie ma". Precyzyjnie nazwał moje lęki. Nie mogłam dojść do siebie, spowodowałam nawet wtedy wypadek, chwilę później mnie okradli. W końcu i ja nazwałam rzeczy po imieniu. Po pierwsze, powiedziałam sobie: modlimy się o cud. I ten cud się stał, bo naprawdę Krzyś miał nie żyć. Po drugie, można być szczęśliwym i bez matury. A nasz syn - jak na to, co mu się przytrafiło - osiągnął już rzeczy niewyobrażalne! Krzyś rozsądza wszystkie statystyki. Teraz czasami myślę, że z jakąś formą tej choroby trzeba się zacząć godzić. Mija trzeci rok... Przestraszyłam się tego, co teraz powiedziałam.

R.G.: Ja bym tak nie powiedział. Ja nigdy się z tym nie pogodzę. Do grobowej deski, nigdy. Wiem, że pan mi zaraz zarzuci, że nie chodzę po ziemi. Ale ja świadomie się na to decyduję, jestem jak wojenny emigrant w Londynie, który w latach 60. nadal nie godzi się z utratą Wilna czy Lwowa. Głupie? A może o tyle mądre, że dzięki takiej postawie Polska jakoś przetrwała w duszy narodu, już bez tych ziem, ale w sumie coś dobrego z tego było. W wymiarze pragmatycznym - zgoda. Krzyś jest inny niż koledzy, nie zrobi doktoratu... Ale z drugiej strony - ja wciąż wierzę, że musimy grać na maksa. Nie wiem, co Pan Bóg zamierza. A może to on nam podsunał ten artykuł o cudownej amerykańskiej maszynie? Błagam, niech mi pan za szybko nie mówi, że uciekam, że chcę się karmić utopią. Ja znam swoją stawkę, o którą gramy.

Tagi: Szymon Hołownia » rozmowa » Krystyna Czerni » Roman Graczyk
czytaj dalej


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: Afazja
PostWysłany: 30 Maj 2010, 21:33 
Offline
z bukowego domu:)

Dołączenie: 25 Wrz 2007, 21:29
Posty: 3265
Nie ma maszyny, która uchroni Krzysia przed samotnością.

RG: Jasne, że nie ma. Przecież to widać już dzisiaj. Owszem jest otoczony kumplami, ale nie buduje z nimi głębszych relacji. My dyskretnie animujemy różne sytuacje, a to ognisko, a to spotkanie klubu sportowego. Tyle, że my już nie możemy organizować mu całego życia. Kiedy jedzie do szkoły, musi z niej wrócić sam. Czasem pomyli busy, wysiądzie dwie czy trzy wsie dalej. Z kumplami jest podobnie - dochodzimy do pewnej granicy. To są wszystko fajni chłopcy, chcą pomóc. Gdyby Krzyś się dotkliwie połamał, byłoby łatwo: minie ileś tam miesięcy i będzie po sprawie. Tu jest inaczej i ta sytuacja ich przerasta.

KC: Strasznie bym chciała żeby Krzyś znalazł sobie w przyszłości jakąś niszę zawodową czy społeczną, przestrzeń jakiegoś funkcjonowania. Przez pewien czas myśleliśmy, że może ogród, ale chyba to nie jest dobre myślenie. On na pewno mógłby służyć jako przykład w dziedzinie rehabilitacji, ale do tego musiałby lepiej mówić.

RG: Nie bardzo rysuje się tu coś sensownego w tej chwili. Jak człowiek boi się dalekiej perspektywy, planuje na za miesiąc. Dzieli historię na kawałki, żeby móc ją ogarnąć. Żeby się poczuć bezpiecznie. Więc ja tworzę sobie takie pomysły na krótką metę. Pierwszy - ćwiczenie na rowerze stacjonarnym, by zmniejszyć u Krzysia tzw. przodostopie. Drugi pomysł na krótką metę jest taki, żeby zacząć pływać na plecach - żabką już pływa, jak się nauczy grzbietem, co wydaje się relatywnie łatwe, może uda się przejść do kraula. I trzeci pomysł: trening narciarski przygotowujący do techniki curvingowej, czyli równomierne obciążanie krawędzi obu nart. Po pół roku zrobię przegląd sytuacji i znowu coś zaplanuję.

A jeśli Krzyś powie: dość?

KC: Już to słyszeliśmy. Uznaliśmy to zresztą za sukces - w końcu "nie" to też ekspresja osobowości. Daliśmy mu czas na bunt. Wytrzymał bez rehabilitacji tydzień. Następnym razem może potrwa to dłużej. Dawniej Krzyś strasznie mocno wierzył, że ilość przejdzie w końcu w jakość. Gdy mu coś źle poszło w szkole, doznał upokorzenia, przychodził i mówił: nie, to jest bez sensu. Usiądę i pięć godzin dziennie będę się uczył czytać i pisać. Do szkoły wrócę dopiero jak się nauczę. Tylko, że to się nie da tak zrobić. Mózg potrzebuje swojego czasu żeby te puzzle z powrotem poukładać. To niesłychanie żmudna rehabilitacja. I on to robi, ma fantastycznych terapeutów. Tylko, że czasem po 10 minutach już ziewa, ma dość. Mózg nie pozwala. Sam też już widzi, że to musi potrwać.

RG: On czasem mnie pyta: tato, dlaczego nie biegasz? Mówię: biegaliśmy razem, to teraz razem nie biegamy. Uśmiecha się i mówi: E tam, świrujesz. Biegaj sam, bo ja już nie będę biegał. A może za 20 lat, albo nie będę, nie wiem.

Co mu pan odpowiada?

RG: Że na niego poczekam.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 10 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Skocz do:  
Twoja Podręczna Księgarnia

wielodzietni w biznesie

Nasza Islandia

Doula Gosia Borecka

Okno na dobrą stronę świata


wielodzietni.net na Facebooku

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group |
Ten serwis stosuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystanie.
» Akceptuję wykorzystywanie plików cookies w serwisie www.wielodzietni.net.