duża rodzina

duża rodzina

forum dla rodzin wielodzietnych i sympatyków
duża rodzina
Obecny czas: 24 Paź 2018, 00:59

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 82 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: 22 Wrz 2011, 13:40 
Offline
naczelny amerykanista

Dołączenie: 20 Cze 2007, 23:40
Posty: 1450
Odkąd zostałam babcią, śledzę fora o wychowaniu, by wiedzieć, z jakimi problemami musi się w dzisiejszych czasach zmierzyć rodzic, no i jak je rozwiązywać.
I jest tych problemów mnóstwo - okazuje się, że całkiem małe dzieci mają wręcz rozterki egzystencjalne, nie mówiąc o konfliktach z rówieśnikami, wychowawcami, rodzicami, kłopotami z adaptacją w przedszkolu, szkole i tym podobne. Forumowiczki i psychologowie starają się pomóc cierpiącemu dziecięciu i równie (a nawet bardziej) cierpiącemu rodzicowi.
Ale dotyczy to jedynaków, czasem dzieci z dwójki.
Na forach dla wielodzietnych błogi spokój.
Owszem, są problemy, są ale innej natury. Kwestie mieszkaniowe, logistyczne, ogólnie materialne, zdrowotne, a dyskusje to raczej mamy filozoficzne, ogólno-życiowe, kulturalne; dzieciaki gdzieś tam w tle.
Co jest? - myślę.
1. Albo dzieciaki z wielodzietnych żadnych problemów nie sprawiają.
2. Albo rodzic nie ma możliwości tych dziecięcych trosk zauważyć.
3. Albo rodzic nie ma głowy na rozwiązywanie "wielkich spraw małych ludzi", bo tych "ludzi" ma za dużo.
4. Albo nie ma odwagi o nich napisać, bo publika natychmiast, niejako automatycznie, jako główną przyczynę problemów uzna ilość dzieci.
Nie jest tak?


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 22 Wrz 2011, 14:05 
Offline
siedmiokrotka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Paź 2008, 14:14
Posty: 1029
Miejscowość: Poznań/Mosina
też się nad tym zastanawiałam - tak niedawno całkiem.
Kiedyś czytałam artykuły o tych modnych "problemach " z zapartym tchem, teraz uśmiecham się pobłazliwie. Czyzby moja wrażliwość się odwrażliwiła....??A może czasu mam tak mało, że starcza mi go jedynie na sprawy najważniejsze, nie roztrząsam "pseudoproblemów" ( bo człowiek jak ma za dobrze i tak wynajdzie sobie problem - taka jest natura ludzka, a im ma lepiej tym ma gorzej - jak się okazuje)
Dochodzę do wniosku ( może błędnego?), że do problemów podchodzę zdroworozsadkowo i nie daję się im zwariować i nie roztrząsam przesadnie...Problemy traktuję jako nieodzowną część życia a nie życiową tragedię. Nie chronię przesadnie dzieci przed tymi problemami, nie otaczam kloszem, uczę raczej jak sobie z nimi radzić, niż jak ich unikać

Obserwuję moją siostrzenicę, która jest jedynaczką ...obserwuję moją siostrę...i zauważam, że z igły robią widły...że dziecko ledwo się skrzywi, a już wszyscy litują się nad jego okrutnym losem. Dziecko nazywane "biedactwem" staje się nim...a dorośli w dobrej wierze dodają mu lęków i problemów...

To w wielkim skrócie ;-)

przykład - skaleczony palec
reakcja nr 1
"Ojej, biedactwo, bardzo Cie boli? Kto Cię skrzywdził? Co sobie zrobiłaś?Pewnie bardzo boli...Ojej, ojej, mój skarbie, może powinnaś się położyć. Widzę, ze Cię boli...jakaś blada się zrobiłaś...."
reakcja nr 2
"Skaleczyłaś się? choć opatrzymy ranę, mama da buziaka"

reakcja nr jeden i zasypanie dziecka pytaniami ze skaleczenia zrobiło problem...nie problem - kilka problemów...aż mi się samej żal zrobiło...
reakcja nr dwa szybko rozwiązuje problem i za chwile dziecko już problemu nie ma

wiem, że upraszczam....tak mi się nasunęło

_________________
Myślę więc jestem...a może jestem więc myślę...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 27 Wrz 2011, 12:34 
Offline
naczelny amerykanista

Dołączenie: 20 Cze 2007, 23:40
Posty: 1450
Upraszczasz, Sylwia, bo z tego wynika, że przejmowanie się dzieckiem oznacza stwarzanie mu problemów, czyli dodawanie cierpienia.
Tymczasem mnie chodzi o to, że każde dziecko ma swoje zmartwienia i troski, stwarza problemy, a u wielodzietnych nie ma czau ani możliwości, aby się nad tym "pochylić",aby nawet to zauważyć.

Na przykład tradycyjnie we wrześniu na forach pojawia się mnóstwo listów od matek, których dzieci nie mogą zaadoptować się do przedszkola i szkoły.
Dzieci bardzo cierpią, matki razem z nimi.
Czy "naszym" dzieciakom naprawdę jest łatwiej?
Wspominając swoje dzieciństwo, mam na ten temat inne zdanie.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 28 Wrz 2011, 00:43 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 17 Cze 2007, 01:15
Posty: 2960
Miejscowość: Warszawa
A ja tam takie rzeczy, jak pójście do szkoły, przedszkola przeżywam mocno za każdym razem. Inaczej natomiast podchodzę do samej instytucji i mam zupełnie inne problemy.

Dla mnie maluch po starszej trójce, to było znacznie więcej czasu dla tych starszych, bo przestałam pracować. Z mniejszą nabożnością podchodzę też do instytucji oświatowych, moje dzieci spędzają tam tyle czasu ile powinny, a nie ile chcą. Często odbieram któreś wcześniej (okienko na odrabianki, przed jakimiś zajęciami) i idę tylko z nim na obiad/lody.

A co do samych problemów, to chyba więcej rzeczy traktuje się jako naturalny etap rozwojowy, różnorodność charakterologiczną, jak też pewne wyzwanie, z którym należy sobie poradzić.
Moje dzieci nie są z tych super prostych w obsłudze, dość impulsywne, emocjonalne - ale nadal uważam, że rozmawiając, będąc razem sobie poradzimy, bez potrzeby chodzenia na rozliczne terapie, na które uczęszczają dzieci niektórych znajomych (czasem jest realny powód, ale czasem niemoc rodzicielska).
Co do wspólnego czasu, to moje dzieci widzą,z e w prównaniu z dziećmi gdzie oboje rodzice dużo pracują, to oni mają przynajmniej mnie dużo. częściej niż większość kolegów.

Rycerzowo: popraw mnie jeśli się mylę. Ty masz trójkę dzieci? oczywiśćie nie chcę umniejszać twojej wielodzietności, ale obecnie, przynajmniej wśród moich znajomych, w szkole moich dzieci - to taki nowy standard, trójkowych jest więcej niż dwójkowych, a najmniej jedynaków. W nowej klasie Z, jest tylko jedna jedynaczka, dwójka z piątki i przewaga trójek nad dójkami.
ka więc porównuję do rodziców z dójką, trójką, a nie jedynaków, bo takich w zasadzie nie znam.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 28 Wrz 2011, 07:32 
Offline
epikurejka w rozpaczy
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Cze 2007, 11:46
Posty: 6145
Miejscowość: Tychy
Widzenie problemów dzieci , pomaganie im to nie rzecz w liczbie, ale obecności przy nich i empatii. Przez lata jestem bardziej zaangażowana w cudze w ilości hurtowej , więcej wiem o nich bardziej je "czuję i rozumiem " niż własne , bo bardziej na nie jestem nastawiana i częściej z nimi przebywam i mam więcej spraw wspólnych z dziećmi cudzymi niż własnymi. Smutne to ale to wynikło z mojej zawodowej pasji i aktywności. Kiedy późno przybywam do domu robię to co muszę . W wolnym czasie nie wiem co miałabym robić z moimi osobistymi dziećmi , nie wytworzyłam więzi , jestem krótko w domu i tak tylko przy okazji. To jest niebezpieczeństwo , które spotyka matki nawet jednego dziecka. Za późno u mnie na zmiany. Matka nawet 20 dzieci zobaczy nastrój przytuli i zaradzi. Mając w klasie 30m dzieci w ciągu 40 minut opiszę ich nastroje , potrafię do nich dotrzeć , znaleźć czas dla zagubionego...to rzecz empatii a nie ilości i jakiegoś ekstra czasu. Moje osobiste dzieci mniej są dopieszcone i zauważone i mniej dla nich mam czasu)jakbym się przyłożyła to by sie znalazł niż mam 8 czy 12, które znam osobiście). Moim już wcale nie cichym dramatem stał się pracoholizm teraz już w pełni uświadomiony.

_________________
Wronka/02/Misiek /98/ Wojtek/91/Jano/89/ Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 28 Wrz 2011, 12:18 
Offline
naczelny amerykanista

Dołączenie: 20 Cze 2007, 23:40
Posty: 1450
O właśnie - Monika o tym pisze: pójście do szkoły pierwszego dziecka to dla nas niesamowite przeżycie, trzeciego - problem logistyczny.
Ale to "trzecie" dziecko najprawdopodobniej stresuje się tak samo, jak niegdyś pierwsze, tyle, że w samotności.
Pamiętam, że ze mną to mama nawet nie poszła, tylko ze starszym bratem wysłała.
Początek kariery szkolnej mojej najmłodszej pamiętamy tylko dlatego, że mała po powrocie z inauguracji zjadła ogromne śniadanie, a potem poprosiła o "dokładkę byle czego" :lol: .
Biedactwo rano nie było w stanie nic przełknąć...

Co wcale nie znaczy, że młodsze mniej się kocha, skądże znowu.
Ale mniej zwraca się uwagę na ich psychiczne problemy, a jestem przekonana, że każde dziecko cierpi tak samo, niezależnie od tego, czy pierwsze czy piąte.

Plus takiego traktowania dzieci jest jeden i niewątpliwy - mały człowiek uczy się radzić sobie z problemami sam, staje się zaradny, niezależny.
Ale cena jest wysoka.

Co do mojej wielodzietności to faktycznie imponująca nie jest (troje), ale w naszym domu zawsze było dużo dzieci - od sąsiadów, z rodziny, potem koledzy dzieci.

Porównuję obecny i dawny sposób wychowania - różnice są kolosalne.
I właśnie wielodzietność implikuje - mam wrażenie - taki "dawny" stosunek do dziecka: zadbaj o jego potrzeby ale nie przejmuj się nim za bardzo, "nie przeżywaj" go aż tak.
A dziecko chyba potrzebuje "przeżywania" go.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 28 Wrz 2011, 12:36 
Offline
Generalissimus domownikuss

Dołączenie: 21 Cze 2007, 10:25
Posty: 1733
Miejscowość: Toruń
Porównuję obecny i dawny sposób wychowania - różnice są kolosalne.
I właśnie wielodzietność implikuje - mam wrażenie - taki "dawny" stosunek do dziecka: zadbaj o jego potrzeby ale nie przejmuj się nim za bardzo, "nie przeżywaj" go aż tak.
A dziecko chyba potrzebuje "przeżywania" go.


potrzebowałam wspóprzeżywania, mama nie zapewniała go
na tyle ilebym chciała
ale stałam się bardzo samodzielna, zaradna
może nie wierzyłam we własne siły nie miałam motywacji np. do nauki
zdobycia czegość, takiego wsparcia - "dasz radę, możesz to zrobić"
troche taki minimalizm
ale wiele innych dobrych cech mi zaszczepiono w dzieciństwie

ja nie rozpieszczam dzieciaków
mają swoje obowiązki domowe
dużo zajęć dodatkowych, co kto lubi i sam wybiera czy zmienia
nie przeczytasz lektury, żle napiszesz klasówkę
poniesiesz konsekwencje- zła ocena, uwaga i konsekwencja domowa wcześniej ustalona
nie idziesz na trening bo przygotowujesz się do poprawki itp

czy mozecie sobie wyobrazić ze dzieciaki w 6 klasie
nie robią sobie śniadania rano ani do szkoły??
z całej klasy może 2-3 osoby tylko?
a są jedynaki i wielodzietni z 4 rodzeństwa

_________________
4 dzieci od 21 do 13 lat (2018 r.)
półetatowa kura domowa ;)


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 28 Wrz 2011, 13:04 
Offline
siedmiokrotka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Paź 2008, 14:14
Posty: 1029
Miejscowość: Poznań/Mosina
rycerzowa...oczywiście że upaszczam...trochę celow trik...
Nie jestem przeciwnikiem empati i zauważania problemów...jednak wydaje mi się, że często rodzice zamiast pomagać dzieciom radzić sobie z problemem ( nie mówię by je bagatelizować) roztrząsają je i nakręcają tym samym dziecko...Właśnie to często widzę w szkole, przedszkolu, na ulicy, na forach.
Problem dziecka np w pierwszym dniu szkoły można złagodzić ( pozytywnym nastawieniem własnym, spokojną rozmową) lub zaostrzyć( przenosząc własne lęki na dziecko)Dziecko lepiej radzi sobie w trudnej sytuacji widząc spokój rodziców i czując autentyczną miłość. Przejmowanie się jest ok - z zachowaniem odrobiny zdrowego rozsądku.

Mając siódemkę i będąc z nimi w domu staram się byc z nimi we wszystkim,dla każdego znaleźć czas, pogadać itd...że czasem brak czasu, że chciałabym lepiej i więcej - tak, jasne - oczywista rzecz...
Ale zauważyłam też coś ważnego - moje dzieci potrafią doskonale,rzeczowo sygnalizować swoje potrzeby, otwarcie o nich rozmawiac, bo wiedzą, że zawsze na ile możemy pochylimy się nad nimi i nie zostawimy z problemem.
Pochodzę z rodziny, gdzie było nas dwie w odległosci 7 lat , ale atmosfera wymagała powściągliwości w wyrażaniu swoich potrzeb i uczuć i w zasadzie się o nich nie rozmawiało...panowała neutralność....dlatego nie wiem czy problemem jest wieksza ilość dzieci czy sposób funkcjonowania rodziny, otwartości na siebie nawzajem...
W niektórych kwestiach minimalizm jest u nas konieczny, ale w kwestiach zasadniczych pochylamy sie nad każdym osobno, a do tego pochyla się nad potrzebującym wsparcia jeszcze kilku innych członków rodziny...
A ogólnie jesteśmy celebrytami...mamy swoje małe rodzinne tradycje i np początek roku szkolnego w klasie I czwartego syna świetowaliśmy tak samo hucznie jak pierwszej córki...trzecią córkę przeżywaliśmy bardziej niż drugą z racji jej introwertycznego charakteru w porównaniu z otwartym usposobieniem Ewy - Marianna miała o wiele trudniejszy start nie tylko w I klasie ale i po przeprowadzce w nowej szkole...Więc wszystko zależy od wrażliwości, umiejętnosci obserwacji, ale potrzeby dzieci są różne...i zalezą od charakteru i wielu innych składowych.



p.s.
Babka4
moja mama robiła śniadanko do szkoły mojej siostrze i odprowadazała ją na tramwaj jeszcze w ostatniej klasie technikum....czy to troska, pochylanie się konieczne do jej lepszego rozwoju i samopoczucia? - sprawa dyskusyjna
Czy to zaspakajanie potrzeb dziecka czy matki?

_________________
Myślę więc jestem...a może jestem więc myślę...


Ostatnio edytowany przez sylwia1974, 28 Wrz 2011, 13:19, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 28 Wrz 2011, 13:11 
Offline
siedmiokrotka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Paź 2008, 14:14
Posty: 1029
Miejscowość: Poznań/Mosina
musiałabym teraz popaść w depresję, że z powodu wielodzietności nie mogę się wystarczająco mocno "przeżywać" moich dzieci i uznać stan obecny za krytyczny....
ale ja je przeżywam 8)
każde od pierwszego do siódmego ;-)
i zdarza się, że te starsze same potrafią mi powiedzieć " mamo - wyluzuj" :mrgreen: my tylko chciałyśmy Ci opowiedzieć o tym co przeżywamy :-) Nie czuję się zwolniona wtedy z współprzezywania...ale uspokaja mnie to ;-)

_________________
Myślę więc jestem...a może jestem więc myślę...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 28 Wrz 2011, 13:26 
Offline
siedmiokrotka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Paź 2008, 14:14
Posty: 1029
Miejscowość: Poznań/Mosina
ufff kamień z serca :mrgreen:

_________________
Myślę więc jestem...a może jestem więc myślę...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 28 Wrz 2011, 14:08 
Offline
siedmiokrotka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Paź 2008, 14:14
Posty: 1029
Miejscowość: Poznań/Mosina
moniko
chyba charakterologicznie jestesmy zbliżone.... :P
mam alergię na ciumkanie :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: i na czułostkowość....i na nerwowośc ( niepotrzebne roztrzasywanie)
i z dzieciństwa to własnie źle wspominam...i pamietam, że czasem chciałam trochę pobyc sama z moim problemem, zanim sie przed kimś otworzyłam....no a na larum z powodu problemu reagowałam natychmiastowym zamknięciem się i już więcej nie próbowałam...
Mam to na względzie wychowując własne dzieci...staram się mieć na względzie też to, że nie wszystkie dzieci odziedziczyły w 100% mój charakter i dopuszczam do siebie to, że ich potrzeby są różne...naturalne chyba...?

_________________
Myślę więc jestem...a może jestem więc myślę...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 28 Wrz 2011, 21:35 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 24 Paź 2007, 21:32
Posty: 1704
Miejscowość: Wrocław
Myślę, ze warto w tym miejscu wspomnieć o roli starszego rodzeństwa,bo często wiele "drobnych " lęków może być omówionych wlaśnie z nimi albo i obsmianych bezlitośnie :twisted: . i do nas rodziców docierają tylko echa tych rozmów. Myślę, że to strasznie fajnie, że ci młodsi widzą w starszych pomocna osobę i ich relacje rozwijaja się w takich kierunkach.
Ostatnio z ogromnym zainteresowaniem przypatruję sie relacjom między moimi dziećmi i muszę powiedzieć, że bardzo jestem z Nich dumna. Fajnie sobie radzą, słuchają siebie, wspierają wzajemnie i lubią się.

_________________
Mama Marysi (1997), Bartka (1999), Mikołaja (2005), Daniela (2007) i Sary (2013)


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 29 Wrz 2011, 09:48 
Offline
siedmiokrotka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Paź 2008, 14:14
Posty: 1029
Miejscowość: Poznań/Mosina
u nas to samo....czasem Ewa (12 lat) woli zwierzyć się Zuzi ( lat 13,5)....a ja strasznie ( w pozytywnym sensie) zazdroszczę im tej zażyłości....i wtedy nie liczy się to, że nie ja jestem tym powiernikiem, liczy się, że ten powiernik jest - może nawet w tym przypadku ( nastoletnich problemów) kompetentniejszy.... ;-) bo ja właśnie mogłabym z igły zrobić widły, a one się wygadają i już jest ok :D

_________________
Myślę więc jestem...a może jestem więc myślę...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 29 Wrz 2011, 13:05 
Offline
naczelny amerykanista

Dołączenie: 20 Cze 2007, 23:40
Posty: 1450
Poglądy to my - z grubsza - wszyscy mamy podobne (może "uwarunkowane" wielodzietnością?).

Ale o co mi chodzi?
Poświęćcie kiedyś wolną chwilkę na lekturę forów gazetowych "Wychowanie", albo Wychowanie bez porażek". Porównajcie je z forami dla wielodzietnych.
Tam pełno wielkich dramatów małych ludzi, o konfliktach z koleżanką, z wychowawczynią, z młodszym braciszkiem, z rodzicami, dziadkami.
A u nas? Dyskusje na jakże ciekawsze tematy ogólne, a jedyny dramat to kłopot z kolejną ciążą.
(Kłopot zarówno na plus jak i na minus).

A dam głowę, że "nasze" dzieciaki przeżywają (albo przeżywały) to samo.
Ale my albo tego nie widzimy, albo nie mamy odwagi tego opisać.
Albo nie mamy odwagi się przyznać, że problem został - jak słusznie pisze Chwilka - wyśmiany. (Tak, tak, biję się i ja w piersi).
I niekoniecznie zawsze z powodu naszego braku czasu i sił.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 29 Wrz 2011, 14:22 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 17 Cze 2007, 01:15
Posty: 2960
Miejscowość: Warszawa
Podpisuje się pod tym co piszą Monika i Sylwia. Jakby opierać się na forach internetowych, to należałoby przede wszystkim stwierdzić, że ludzie zazwyczaj mają dzieci do 2 r. ż.
Nie są one wymierne, bo piszą na nich specyficzne osoby, nie wiem, czy mając 1-2 dzieci bym się tym faktem, tak ekscytowala, żeby pisać na jakimś forum.

Wszystko to kwestia charakteru. Pytanie tylko, czy tacy jesteśmy, bo mamy wiecej dzieci, czy dlatego mamy ich więcej, bo tacy jesteśmy.

A poza tym mi się wydaje, że ja się dość mocno przejmuje i angazuję. Nie pracuję teraz zawodowo, więc bardzo mocno jestem wkręcona w szkołę, ale tez nasz klub sportowy.
Oczywiście inaczej przeżywa się pójście do szkoły pierwszego dziecka, ale często dlatego, że jest ono samo, a np mój trzeci poszedł ze starszym rodzeństwem, znając wielu ich pkolegów. To samo wyjazd na obóz, mój J jeździ juz trzeci rok z grupą, tyle że śpi ze mną. Wiec jak w ferie pojedzie pierwszy raz sam, to na pewno będę to przeżywać, ale obiektywnych przesłanek do zmartwień jest znacznie mniej. Zna trenerów od lat, uwielbiają go starsi koledzy, obeznany jest z procedurą od lat. No i ma tam starsze rodzeństwo. Jak mój najstarszy syn miał dola na pierwszym swoim samodzielnym wyjeździe, to przyszła córka przytulić i mu poczytać, minęło jak ręka odjął. Ona tego nie miała.
Ale ja i tak się przejmuje, każde dziecko jest inne. Co z tego, że mój Trzeciak jest hej do przodu i wodzuje wsród dzieci, jak do tej pory zdarza mu się do nas przyjść w nocy, strasznie przeżywa kwestie towarzyskie, czy cieżko znosi porażki.

A kwestie kolezenskie, ja przeżywam, ale staram się ich nie nakręcać. Uczę dzieci rozwiązywać problemy, a nie się nad sobą użalać, co nie znaczy, ze nie przytulam, nie pocieszam.

No i nie wyobrażam sobie nie przyjść na rozpoczęcie roku szkolnego, czy na jakiekolwiek ważne wydarzenie.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 29 Wrz 2011, 15:52 
Offline
siedmiokrotka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Paź 2008, 14:14
Posty: 1029
Miejscowość: Poznań/Mosina
Anka - załóżmy klub :mrgreen:

rycerzowo...
to nie chodzi o to, że nasze dzieci mają inne lub, że nie mają problemów...
chodzi o to, że mamusie jedynaków - pępeczków świata - częściej mają tendencje do przesadnego roztrząsania...a mamy wielodzietne musza bardziej zdroworozsądkowo podchodzić do pewnych kwestii ( i żadna w tym nasza zasługa - po prostu życie tak nam dyktuje)
Odnośnie przeróżnych forumowych dyskusji - głowę daję, że np solarniane, tlenione blondynki godzinami mogą rozprawiać na temat najnowszych rodzajów tipsów....na co my zrobimy tak :shock:
bo każdy z nas żyje w innej rzeczywistości i innego rodzaju ma problemy....jedni - jak wykarmić i wychować dzieci, inni na jaka wycieczkę jechać i gdzie i czy hotel**** będzie wystarczająco cool

Jakos taki mam spokój w sobie, jeśli o problemy dzieci chodzi i nie czuję, by miały jakoś gorzej...
Nauczyciele i wychowawcy moich dzieciaczków mówią, że chcieliby wiecej takich "normalnych" dzieci ( cokolwiek to znaczy :o ) a lekarka w przychodni zwykła mawiać " Pani ma tyle dzieci a tak rzadko panią widuję...ale wie pani niektóre mamuski to dziecko ledwo kichnie już są w przychodni i lamentują" ( odbieram to raczej jako komplement a nie zarzut, że kiepsko zajmuję sie zdrowiem moich dzieci)

_________________
Myślę więc jestem...a może jestem więc myślę...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 29 Wrz 2011, 22:35 
Offline
naczelny amerykanista

Dołączenie: 20 Cze 2007, 23:40
Posty: 1450
Sylwia, ale to nie o to chodzi, że coś robisz "źle", albo "zaniedbujesz".
Jak przyznaje Monika, jakoweś problemy w każdej rodzinie są, tyle, że my nie zwykliśmy się nimi "chwalić", z różnych względów.

Zdaję sobie sprawę, że fora internetowe nie są dokładnym zwierciadłem rzeczywistości, niemniej jakąś prawdę można tam znaleźć.
Często powtarzają się skargi na nauczycieli, na niesprawiedliwe potraktowanie albo na zaniżoną ocenę. Jasne, że kadra woli "normalnych", czyli nieupierdliwych rodziców, ale na czyim samopoczuciu bardziej powinno nam zależeć, nauczyciela czy dziecka?
Niejednokrotnie mój dzieciak musiał się pogodzić się z nauczycielskim błędem lub pomyłką, bo do głowy mi nie przyszło iść i interweniować.
A wychodzi na to, że powinnam była. By nie zostawić dziecka w poczuciu, że nikt się za nim nie ujmie.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 29 Wrz 2011, 23:49 
Offline
siedmiokrotka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Paź 2008, 14:14
Posty: 1029
Miejscowość: Poznań/Mosina
wiesz przed kim ja nie mogę się poskarżyć i ponarzekać?
przed własną mamą, bo zaraz mi wygarnie, że to wina tego, że mam tyle dzieci...już nie raz usłyszałam, że jestem zmęczona bo mam tyle dzieci więc to na moje własne życzenie, a siostra , która ma jedno dziecko może sobie być zmęczona i ma do tego prawo....więc faktycznie przestałam się żalić, narzekać itp

A jeśli o szkołę chodzi, to np mój mąż nie tylko zresztą w szkole, ale wszędzie potrafi ostro walczyć o sprawiedliwość i prawdę i wielodzietność mu w niczym nie przeszkadza... :mrgreen:

_________________
Myślę więc jestem...a może jestem więc myślę...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 30 Wrz 2011, 10:03 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 17 Cze 2007, 01:15
Posty: 2960
Miejscowość: Warszawa
To u mnie podobnie. Teraz ze względu, na to ze nie pracuję zawodowo, a dzieci są w jednej szkole, to jestem tam bardzo często, włączam się w organizacje wielu przedsięwzięć itp. Jestem w Radzie Rodzicow, Szkoły.
Zawsze też staram się sprawiedliwie ocenić sytuacje. Nie znoszę pieniactwa, czepiania się szczegółów i nakręcenia się wzajemnego rodziców. Jak mi się coś nie podoba mówię od razu wprost osobie za to odpowedzialnej. Rzeczywiście jednak nie wyklocam się o stopnie, nie robię z igły widły. Ale liczba dzieci nic do tego nie ma.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 30 Wrz 2011, 15:22 
Offline
siedmiokrotka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Paź 2008, 14:14
Posty: 1029
Miejscowość: Poznań/Mosina
no właśnie ;-)
Mój mąż też jest przewodniczącym Rady Rodziców i oboje aktywnie uczestniczymy w życiu szkoły i społecznym w ogóle...
A jeśli o wymagajacych klientów chodzi - to mój mąż jest własnie z tej listy...ale nie z roszczeniowców co to tylko wymagają od innych, tylko aktywnych, działajacych , domagajacych się prawa, prawdy a czasem tak oczywistych rzeczy jak mydło i papier w toaletach szkolnych :)
A od kiedy wprowadziliśmy się do Mosiny zdążył mieć "konflikt" z dyrekcją szkoły( "ośmielił się", Panią burmistrz " to niedopuszczające, wszak z decyzjami Pani burmistrz się nie dyskutuje " - cytat z naszej dyrektorki)...a ostatnio nawet nowym wikarym :mrgreen:
kurka jaka my jesteśmy chora, problematyczna, wielodzietna rodzina :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

_________________
Myślę więc jestem...a może jestem więc myślę...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 30 Wrz 2011, 15:30 
Offline
siedmiokrotka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Paź 2008, 14:14
Posty: 1029
Miejscowość: Poznań/Mosina
a prawda jest taka, że tak duża rodzina w tak małym mieście jest po prostu bardzo rozpoznawalna...i jak się uwikłasz w sprawy społeczne to już niemal skazujesz się na to :? ....Odbiór mamy z zasady pozytywny 8) więc ok, a Pani burmistrz i dyrekcja po dwóch latach niemal oswojona ;-)

_________________
Myślę więc jestem...a może jestem więc myślę...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 30 Wrz 2011, 21:43 
Offline
naczelny amerykanista

Dołączenie: 20 Cze 2007, 23:40
Posty: 1450
Cytuj:
Bardziej odpowiadam na niepisany "zarzut" rycerzowej, ze wielodzietni są przesadnie ugrzecznieni na zewnątrz żeby nie zwrócić na siebie uwagi i nie być posądzonym o kłopoty (w domyśle nieudolność wychowawczą i innego rodzaju), oczywiście wynikające z wielodzietności...


Przede wszystkim nie "zarzut", bo to dyskusja, a po drugie jak najbardziej "pisany", bo wymieniony explicite w moim pierwszym poście.
W konkluzji wypada mi dopisać punkt nr 5:
Problemy u wielodzietnych oczywiście są, bo nie ma żadnego powodu, by ich akurat dzieci nie bywały czasem nadwrażliwe, introwertyczne, nadpobudliwe, z dysfunkcjami, a otoczenie zawsze było wobec nich fair.
Ale my umiemy te problemy rozwiązywać, bez potrzeby obnoszenia się z nimi ani pytania innych o radę.
C.B.D.O.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 30 Wrz 2011, 23:49 
Offline
z bukowego domu:)

Dołączenie: 25 Wrz 2007, 21:29
Posty: 3265
Kiedyś na pewnym forum - a propos jakiegoś wątku - napisałam pościk o konsekwencji w wychowaniu.Taki pościk dzieciakowo - zwierzaczkowy.Chodziło o to, ze jak dziecku na jego zyczenie dostarczamy zwierzaka(chomik,kot, papuga itp.), to potem konsekwentnie pilnujemy doglądania i opieki.
Napisałam, że przed kolacją pytam młodzieństwo, czy dopełniło :D aktu nakarmienia - pytam, bo młodzeństwo zajęte aktem dojrzewania może zapomnieć.
Pytam - bo szkoda zwierzaka i wiem, że młodź zapominalska bywa - zaznaczam, że taki prawie z tym moim pytankiem rytuał rodzinny - matka rodziny czuwa nad kwestią nakarmienia stada :D

No i dostałam ....że jestem jakąś fanatyczką tresującą dzieci, a konsekwencja jest sposobem pokazywania przemocy.I szkoda tych moich dzieci, że trafiły na matkę, która odbiera im wolność i zmusza do pewnych zachowań.Zostałam wyśmiana i potraktowana jak jakiś przemocowoiec :shock:

Sorry, ale to było po prostu jak...w ogóle nieadekwatne do tego co napisałam

Rozumiem o czym Rycerzowa pisze - jest taka grupa matek, która wie lepiej - a najlepiej wie, że każda zasada, norma, konsekwencja - na wszelki wypadek powinna być z daleka od jej dziecka. Dziecko ma wiecznie problem - bo świat ma zasady - i świat powinien się dostosować :P


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 01 Paź 2011, 08:57 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Cze 2007, 11:05
Posty: 1603
Miejscowość: Szczecin
Isia napisał(a):
Dziecko ma wiecznie problem - bo świat ma zasady - i świat powinien się dostosować :P


Isiu - nawet nie wiesz , jak trafnie określiłaś moją 17. :shock:

I niestety nie jest to podejście do zwierząt(to bym jakoś ścierpiała) ,... - takie jest myślenie zbuntowanej względem całego świata, a przede wszystkim najbliższych.
Obecnie w celu bojkotu wszystkiego powiedziała, że nic w domu nie tknie palcem(a jej obowiązkiem było złożenie prania- 20 min) .....
moja reakcja - "kto nie pracuje -ten nie je"
reakcja córki - "dobra" ( i w ten sposób uprawia głodówkę już drugi dzień) - zaczyna mnie to martwić, a z drugiej strony - jak długo jeszcze 17letnie dziewczę będzie uprawiać terror rodziny przez krzyki, agresję, roszczenia - ... zdurnieć można :-( :572:

_________________
Gdy na nic nie liczymy, niczego nie będziemy żałować - odnajdziemy satysfakcję w tym, co otrzymamy. Będziemy szczęśliwi.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 01 Paź 2011, 12:17 
Offline
siedmiokrotka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Paź 2008, 14:14
Posty: 1029
Miejscowość: Poznań/Mosina
:mrgreen:

_________________
Myślę więc jestem...a może jestem więc myślę...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 01 Paź 2011, 13:10 
Offline
naczelny amerykanista

Dołączenie: 20 Cze 2007, 23:40
Posty: 1450
Czyli jednak mamy problemy, bo przecież - tak mi się wydaje - wszyscy rodzice je mają.
Kasiu, ciekawe, jak by zareagowały uczestniczki innych forów, pewnie by cię rzecznikiem praw dziecka nastraszyły.

Ja nie mam czasu się tam udzielać, ale czasem nie wytrzymam. Jak choćby w przypadku matki, która miała ogromne wyrzuty sumienia, że skrzyczała i wyzwała 5-latka, który ją rozmyślnie kopnął. Oczywiście większość rad była taka, że powinni się oboje w z a j e m n i e przeprosić.
A moim zdaniem małolat jednak powinien odczuć, że naruszył pewne tabu.
Jak nie przeżyje szoku, nie pojmie, że między śmieceniem trawnika a podniesieniem ręki na matkę jest jednak zasadnicza różnica.

Jednak spod góry wymyślonych i niemądrych dramatów widzę właśnie te dziecięce smutki, które - jak tu podejrzewam - nam umykają. Trudności z adaptacją w nowym miejscu, fakt niezaproszenia na urodziny przez kolegę, gburowaty nauczyciel, nieposiadanie modnych gadżetów, niemożność decydowania o sposobie spędzania wolnego czasu, itp.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 01 Paź 2011, 18:30 
Offline
naczelny amerykanista

Dołączenie: 20 Cze 2007, 23:40
Posty: 1450
No ale dlaczego właściwie nie roztrząsamy?
Skoro roztrząsamy tyle innych spraw?
Skoro inni roztrząsają?
Skoro gdy w realu spotkają się dwie matki, to siłą rzeczy do roztrząsania prawie zawsze dochodzi?
Skoro moglibyśmy sobie i dzieciom tym roztrząsaniem jakoś pomóc?


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 01 Paź 2011, 20:52 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Cze 2007, 11:05
Posty: 1603
Miejscowość: Szczecin
Chętnie bym jeszcze porozstrząsała ..... i "roztrzęsiona"trochę po wydarzeniach z ostatnich godzin zrobiła porządek np z wymiarem sprawiedliwości ( tym wykonawczym niestety).

Ale ,że temat na otwartym, ja wylewać na papier lubię ,alem trochę zmęczona i "nie-ekshibicjonistka zdesperowana" jednak ...., poczekam aż emocje opadną - ufffff

Ciągle potrzebne wsparcie z Góry ,polecam się licznym Westchnieniom.

_________________
Gdy na nic nie liczymy, niczego nie będziemy żałować - odnajdziemy satysfakcję w tym, co otrzymamy. Będziemy szczęśliwi.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 01 Paź 2011, 21:28 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 24 Paź 2007, 21:32
Posty: 1704
Miejscowość: Wrocław
rycerzowa napisał(a):
No ale dlaczego właściwie nie roztrząsamy?
Skoro roztrząsamy tyle innych spraw?
Skoro inni roztrząsają?
Skoro gdy w realu spotkają się dwie matki, to siłą rzeczy do roztrząsania prawie zawsze dochodzi?
Skoro moglibyśmy sobie i dzieciom tym roztrząsaniem jakoś pomóc?

bo nie mamy już czasu o tym pisać
bo nie mamy ochoty ponieważ roztrząsałyśmy to za pierwszym razem
bo my juz z tym nie mamy problemu, tylko kolejne nasze dziecko ma (i mniej wiecej wiemy co bedzie dalej)
bo jesteśmy własnie przy Nich, gdyż wiemy że właśnie to a nie roztrząsanie przy komputerze może im pomóc

_________________
Mama Marysi (1997), Bartka (1999), Mikołaja (2005), Daniela (2007) i Sary (2013)


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 01 Paź 2011, 22:26 
Offline
epikurejka w rozpaczy
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Cze 2007, 11:46
Posty: 6145
Miejscowość: Tychy
A o czym niby pisać ? O rozmowach z dziećmi ? O ich problemach -to intymność. my raczej roztrząsamy to co nasze. Raczej wywnętrzę się z tego co mnie gnębi a nie to co gnębi moje dziecko-bo i po co? gdybym nie wiedziała co zrobić to bym moz i napisała ale wiem.

_________________
Wronka/02/Misiek /98/ Wojtek/91/Jano/89/ Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 82 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Skocz do:  
cron
Twoja Podręczna Księgarnia

wielodzietni w biznesie

Nasza Islandia

Doula Gosia Borecka

Okno na dobrą stronę świata


wielodzietni.net na Facebooku

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group |
Ten serwis stosuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystanie.
» Akceptuję wykorzystywanie plików cookies w serwisie www.wielodzietni.net.