duża rodzina

duża rodzina

forum dla rodzin wielodzietnych i sympatyków
duża rodzina
Obecny czas: 21 Sie 2018, 23:20

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 18 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: teściowa :D
PostWysłany: 04 Maj 2012, 00:39 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
Cytuj:
Syn, synowa i teściowa. Co robić, gdy relacje są złe?

Dwie kobiety, które kochają jednego mężczyznę - synowa i teściowa. Jak żyć z tą miłością, kiedy relacje są bardzo złe?

Synowa o teściowej: soczewka zła

Aneta, romanistka, 40 lat, dwoje dzieci, jesienią będzie obchodzić dziesiątą rocznicę ślubu. Cztery lata temu z powodu nienawiści do teściowej poszła na psychoterapię.

Aneta: - Pierwszy raz o teściowej słyszysz w przedszkolu i to są jakieś prymitywne dowcipy opowiadane na zmianę z tymi o Polaku, Rusku i Niemcu. Trochę nie rozumiesz, o co chodzi, ale wiesz, że jest mąż, żona i teściowa, i to oznacza problemy. Nie, żadnego z tych dowcipów nie przytoczę.

Internet, jedna z tysięcy stron z dowcipami:

- Tato, dzik zaatakował babcię!

- Jak sam zaatakował, to niech sam się broni.

Jeszcze nie byłam mężatką, kiedy w jakimś kolorowym piśmie przeczytałam wywiad z księdzem Tischnerem, który mówił, że z jego doświadczenia spowiednika wynika, że teściowa to rozsadnik zła w rodzinie. Zdziwiło mnie to, bo sądziłam, że źródłem zła w małżeństwie jest zdrada. A tu Tischner mówi, że i mężczyźni, i kobiety skarżą się na teściowe, że wokół nich ogniskują się problemy, że teściowe zakażają małżeństwo, przynosząc cierpienie i ból. Zgorszyło mnie to. Pomyślałam, że to obrzydliwe, że nawet Tischner bierze udział w rozsiewaniu tych żenujących stereotypów.

Z internetu:

- Wiesz, że mamusia była wczoraj u tego słynnego dentysty?

- Tak? A co? Kanały jadowe jej udrażniał?

Aneta: - Trzecia odsłona, kolejne zetknięcie z tematem. To było pierwsze spotkanie z przyszłą teściową. Byłam nią zachwycona. U mnie w domu jest sztywno, wymagania, poważne rozmowy. A ta od razu, jak przyszłam, uszczypnęła mnie w pupę. Bo chciała pokazać, jaka jest fajna, jakby była moją przyjaciółką. Mój chłopak z bratem pokładali się ze śmiechu, pomyślałam sobie: jak oni się kochają! Jak tam jest swobodnie, wesoło jak we włoskiej rodzinie.

Problem się zaczął następnego dnia, kiedy ona zaczyna do mnie wydzwaniać i chce się zaprzyjaźnić, bo, mówi, nigdy nie miała córki i cieszy się, że wreszcie ją znalazła. Więc jako córka przyjaciółka musisz jej od tej pory mówić wszystko. Wszystko. Gdzie kupiłaś tę spódnicę? A buty? Ile zarabiasz? A twój brat? Matka? Ojciec? Ile? Od razu ci mówi: ''Trochę schudnij, za duże masz te boczki'', i znów uszczypnie w pupę. Bo wchodzisz do rodziny, a więc stajesz się jej własnością, bo ona jest mamma di tutti mammi. Ale to i tak jest na razie sielanka, bo potem jest ślub. Rozliczenia ślubne. Kto za co zapłacił i czy sprawiedliwie. I wtedy się zaczyna. I wtedy poznajesz inną twarz tej niby wesołej włoskiej rodziny. Jaką? Ona właściwie o wszystko miała pretensje. Że wesele było tam, gdzie było, a ona by wolała, żeby gdzie indziej. Że za takie pieniądze, a ona by wolała za inne. Że właściwie to wesela nie było i że ona by chciała zrobić drugie, bo na tym pierwszym, którego niby nie było, nie było wszystkich jej przyjaciółek. Rywalizacja na prezenty - którzy rodzice dali lepsze i że oczywiście ona.

U twoich rodziców na obiedzie ona mówi do twojej matki: ''Bo ja też mam taką cukiernicę, tylko że lepszą. Bo ty masz tylko posrebrzaną, a ja srebrną''. Ale to jeszcze nic.

Z internetu:

- Tato, co to są ambiwalentne uczucia?

- Jak widzisz, że teściowa spada w przepaść w twoim nowym mercedesie.

Po całym dniu w pracy spotykacie się wieczorem z mężem i widzisz, że on jest jakiś nieswój. Niby wszystko dobrze, ale jednak niedobrze. Nagle mu przeszkadza, że zupa jest nieugotowana, a dom niesprzątnięty - co przez dwa lata związku jakoś mu nie przeszkadzało, póki byliście narzeczeństwem. Od słowa do słowa i w trakcie awantury dowiadujesz się, że akurat przypadkiem tego dnia był u swojej matki.

Potem rodzi się dziecko i wszystko, co robisz wokół tego dziecka, robisz źle. Nie, ona tego nie mówi. Nie musi. Widzisz to w jej oczach. Czy sobie tego nie wyobraziłaś? Może i tak, ale to, co się dzieje dalej, sugeruje, że jednak dobrze widziałaś. Bo potem dowiadujesz się, że brzydko strzyżesz dziecko, ona musi po tobie poprawiać. Że źle karmisz i kto to słyszał, żeby leczyć u homeopaty. Że na pewno nie ma żadnej alergii i nic mu nie będzie, jak zje u niej trzy serki. Że dziecko nie powinno chodzić na granatowo, bo to dziewczynka, tylko w cekinach. Więc jak tylko odbierasz dziecko od teściowej, to ono jest przebrane. Zawsze. Na żadną pomoc nie możesz liczyć. No tak, czasem możesz zawieźć dzieci - bo macie już dwójkę - i ona łaskawie się nimi zajmie, ale to oznacza, że dzieci u teściowej do upadłego oglądają telewizję. Trzy godziny, cztery, pięć, osiem. Nażarte rzeczami, których lekarz im zabronił jeść.

Nie rozumiem tego: wszystkie moje koleżanki mi opowiadają, że u teściów dzieci oglądają telewizję. To jakaś zagadka. Może u własnych rodziców to się akceptuje, więc nie widzi? Może. Nie rozwikłałam tej zagadki.

Wszystko jest podawane w takim sosie dobroci. Bo ona chce dobrze i nie wiadomo, dlaczego ty tego nie doceniasz. Więc ty masz ugotowane na trzy dni, kiedy ona przyjeżdża nieoczekiwanie z grochówką, której ty nienawidzisz, ale to przecież dla dzieci. Masz pełną lodówkę i wiesz, że coś będziesz musiała wyrzucić: albo to, co ugotowałaś ty, albo to, co ugotowała ona.

Z internetu:

Co to jest: jedna ropucha i czterdzieści żabek? Teściowa wiesza firanki.

Potem oglądasz rozwód swojego szwagra i cierpnie ci skóra, kiedy słyszysz, co ona wygaduje o jego żonie. I rozumiesz, że to przez nią rozpadło się ich małżeństwo. Czy to nie nadużycie? Może. Ale raczej tak nie sądzisz. Bo większość synów jest bardzo związana z matkami. Bo takie wieczne syczenie do ucha przynosi niszczący efekt. Tak jak wieczne, codzienne podkopywanie żony syna. Na czym to polega? Masz bez pytania robione porządki w swojej lodówce, a jak powiesz, że sobie nie życzysz, to czekają cię dwa tygodnie milczenia. Bo ona się obraża. Bo przecież ona chciała dobrze. Może chodzi o ton, jakim to mówisz? Może. Ja nie mówię, że jestem bez winy. Pewnie byłam bezwzględna, walcząc o swoją wolność. Ale nigdy, nigdy nie słyszałam dobrego słowa o żonie szwagra. Nigdy. Pewnie one chcą dobrze dla swoich synów, ale nie potrafią przełknąć, że teraz te umowne kanapki do pracy robi żona. To ona musi chociaż wiedzieć z czym.

Bardzo szybko orientujesz się, że twój mąż nieoczekiwanie ma do ciebie te same pretensje, co ona.

Moi rodzice? Nigdy nie powiedzieli złego słowa o moim mężu, choć mogliby. Nawet kiedy w przeddzień ślubu przyjechał w sztok pijany, a u mnie w domu się nie pije. Pozwalają mi skarżyć się, ale sami milczą.

Ciekawa rzecz, córkom przed ślubem matki nie mówią: ''Zastanów się. Na pewno tego chcesz?''. Nie, one mówią to swoim synom. Jakby uważały, że synowie mają więcej czasu i więcej możliwości, a ty, kobieta, masz tę jedną, więc nad czym tu się zastanawiać? Łap go i leć do ołtarza, bo jeszcze się rozmyśli!

Z internetu:

Teściowa przyjeżdża z wizytą.

Zięć: - Mama na długo?

- Zostanę, jak długo będziesz chciał.

- To mamusia nawet herbaty się nie napije?

Pokazujesz jej, że nie wpuścisz jej do swojego świata. Nie będziesz jej przyjaciółką, nie będziesz się umawiać na kawki, ploteczki, nie dasz się szczypać w pupę. No i zaczyna się wojna podjazdowa. Nie dzwonisz zapytać, jak ona się czuje, więc ona nie przyjdzie zająć się dziećmi, kiedy ty masz nóż na gardle, bo mąż wyjechał, dzieci chore, a opiekunka nawaliła. Więc ty obiecujesz sobie, że w takim razie więcej nie zobaczy wnuków. I wiesz, że te wnuki, twoje dzieci, na tym tracą. Czujesz, że oddalasz się od męża i że powodem tego oddalenia nie jest ani kochanka, ani kochanek. Dzwonisz do teściowej i wywrzaskujesz, że jej nienawidzisz i że czujesz się traktowana jak intruz w tej rodzinie. Więc i ona, i szwagier, i twój mąż mówią, że jesteś wariatką, że coś z tobą nie tak.

Idziesz na terapię. I podczas niej dochodzisz do wniosku, że jest trochę tak, jak mówił Tischner. Tylko że ona, teściowa, jest jak taki czarny punkt, soczewka, w której ogniskuje się całe rodzinne zło, wszystkie twoje pretensje, także - a może zwłaszcza - te do twoich rodziców. Trochę ci to pomaga, ale tylko trochę. Bo codzienność to codzienność.

A ponieważ w Polsce rodzinny obiad w niedzielę jest czymś tak samo pewnym i koniecznym jak pół roku pluchy, to co niedziela chodzisz do niej na te obiady, choć zawsze wybiegasz z rykiem. Dlaczego?

Robisz to dla męża, bo to jednak jego matka. Robisz to dla dzieci, żeby miały kontakt z babcią. Robisz to, bo wierzysz, że tym razem będzie inaczej.

I przez godzinę jest dobrze. A potem, w 62. albo 63. minucie, dzieje się coś, co kończy się awanturą i dzieci wybiegają za tobą z rozwiązanymi szalikami. Bo zrobisz jakąś uwagę o jej kotlecie. Że bardzo dobry, ale. Po co to ''ale''? No, właśnie - samo wychodzi. Albo jest inaczej: to ty słyszysz, że ładna ta twoja sukienka, ale dlaczego nie schudniesz z sześć kilo? Albo: dlaczego tyle pracujesz, przecież dzieci na tym tracą.

Czemu nie powiedzieć prawdy - że tyle pracuję, bo mąż nie zarabia? Bo wtedy słyszysz, że to twoja wina, że ty go do tego doprowadziłaś. Że wszystko byłoby dobrze, gdyby nie kredyt na dom, że po co był ten kredyt i ten dom. I wtedy twój mąż mówi: ''No właśnie, przecież było dobrze, po co był ten dom?''.

A przecież wcześniej mieszkaliście u twoich rodziców.

Z internetu:

Mąż do żony: - Nie mówię, kochanie, że twoja mama źle gotuje, ale rozumiem już, czemu twoja rodzina modli się przed obiadem.

I w końcu idziesz do księdza, spowiadasz się i ten ksiądz mówi ci to samo, co Tischner w tamtym wywiadzie, który czytałaś przed laty. I mówi, że zna cudownych ludzi, wspaniałe kobiety, które w tej relacji zmieniają się w potwory. I mówi jeszcze: ''Nie będę ci zadawał żadnej pokuty. Powiem ci jedno: uciekaj z linii ostrzału. Nie tłumacz, nie staraj się zrozumieć, uciekaj. Nie chodź na te obiady. Jak musisz iść na Wielkanoc, to przygotuj się, że będzie burda. Przygotuj się na to''.

Równolegle na trwającej cztery lata terapii dochodzisz do wniosku, że to absurd, że po blisko dziesięciu latach ty jeszcze czegoś od tej kobiety oczekujesz. I rozumiesz wreszcie, że tego nie dostaniesz. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki problem znika. Zrozumiałaś bowiem, że tu nie ma trójkątnej relacji: ty - mąż - ona. Nie, tu są dwie odrębne relacje: ty - ona i twój mąż - ona. On chodzi do niej w niedziele z wnukami, a ty wyciągnięta na kanapie w pustym domu czytasz książkę. I wszyscy są szczęśliwi. O dziwo, mój mąż to łyknął, ona też wydaje się zadowolona. Imieniny? Starasz się nie być albo się spóźniasz, by ograniczyć kontakt do minimum.

Tak, kilka miesięcy przed dziesiątą rocznicą ślubu uzyskałam spokój. Ważne jest dla mnie rozgrzeszenie, które dostałam od księdza, którego uważam za swojego przewodnika duchowego. Nie, nie jestem specjalnie religijna, ale tym razem poszłam do kościoła, bo czułam, że znikąd nie ma dla mnie ratunku.



Teściowa o synowej: jak za szklaną ścianą

Aniela, mama 30-letniego Adama, babcia trzyletniego Kazia (wszystkie imiona zmienione), urzędniczka w banku, teściowa z czteroletnim stażem.

Aniela: - Dowcipy? Niektóre są chyba prawdziwe. Mam koleżankę, która na widok swojej synowej dostaje furii. Skarży się, że ona przychodzi na rodzinny obiad elegancka, wyprasowana, a syn - w pogniecionej koszuli. Ja jej na to mówię: ''Widać nie nauczyłaś go prasować''.

Miałam w pracy taką koleżankę. Jak przyszła - niby miła, niby grzeczna, ale coś z nią było nie tak. I wyszło szydło z worka: po czasie okazała się taką brzydką podlizuchą, była miła dla szefów, a na wszystkich donosiła. Takiej osoby nie wyobrażam sobie ani jako synowej, ani teściowej. Rozumie pani, o co mi chodzi? To, czy jest się teściową jak z dowcipów, zależy od tego, kim się w ogóle jest.

Pierwszy raz, jak się spotkałyśmy, był taki właściwie w locie. Wcześniej widziałam, że coś się dzieje. Powiedziałam do syna: ''Poznałeś kogoś''. On na to: ''Skąd wiesz?!''. To było widać po jego oczach - miał w nich taką radość, widziałam, że jest szczęśliwy.

A to pierwsze spotkanie? Syn chciał mi zrobić niespodziankę, nie uprzedził, że ją przyprowadzi. Czułam się niezręcznie, bo nie byliśmy sami (mieliśmy z mężem gości), nie mogłam jej poświęcić czasu. Teraz myślę, że może ona źle to odebrała.

Zobaczyłam ją i pomyślałam: ''No, kobietka utemperuje mojego syna''. Bo on jest taki naiwny, za bardzo ufa ludziom. A ona? Konkretna, taka orliczka, która nie da skrzywdzić swojej rodziny. To mi się w niej spodobało.

Z internetu:

Teściowa dała zięciowi na Gwiazdkę dwa krawaty. Dzień później zięć w jednym z nich przychodzi na świąteczny obiad.

Teściowa: - Ha! Wiedziałam, że ten drugi ci się nie podoba!

No i później najpiękniejszy dzień w moim życiu - dowiedziałam się, że będę babcią! To było cudowne, popłakałam się. Syn przyszedł z bukietem. Zobaczyłam go i myślę: ''No to koniec, wyjeżdża gdzieś na placówkę, nie będziemy się widywać''. ''Mamo, usiądź, bo chcę ci coś powiedzieć''. Nogi mi drżały, jak siadałam. A potem myślałam, że go zaduszę ze szczęścia! Bardzo czekałam na wnuki. Nasi przyjaciele już mieli po dwoje, troje nawet, często, jak się spotykaliśmy, przychodzili z tymi dziećmi. Zazdrościłam im.

Do synowej nie zadzwoniłam. Dlaczego? Nie wiem. Chyba za dwa tygodnie przyjechali do nas razem i pierwsze co, to ja musiałam jej brzuszek dotknąć.

Przez całą ciążę mówiłam synowej: ''Słuchaj, ja ci we wszystkim pomogę, w czym tylko będziesz chciała''. I pierwszą kąpiel Kaziowi ja robiłam. Zadzwonili do mnie, czybym przyjechała pokazać. Leciałam jak na skrzydłach. To nie była sucha kąpiel, to było wszystko - od razu w dużej wannie, moczenie, mycie głowy, wycieranie, przewijanie... Dzieciątko mokre leżało na ręczniku. To było cudowne. Wtedy byłam u nich trzy razy w tygodniu. Kąpałam, na spacery z wózkiem wychodziłam...

Widać z tego, że na samym początku było dobrze. Dlaczego potem się zepsuło? Kiedy? Chciałabym sobie przypomnieć, ale nie mogę. Myślę, myślę i nie pamiętam.

Nasza relacja jest grzecznościowa. Synowa jest jakby za szklaną ścianą. Niby jest, ale jej nie ma. Wizyta? Bez przywitania, bez pożegnania, mówi tylko ''dzień dobry'', tak ogólnie. A ja bym chciała przytulić, pocałować. Próbowałam - raz, drugi, trzeci - na powitanie pocałować ją w policzek. No, ale jak ona nie chce, to ja nie będę się narzucać.

I dziecko, widzę, jest tak samo uczone. Nie przywita się z babcią, z dziadkiem, nie pocałuje, wszystko na dystans. Dziecko małe, nie można mieć pretensji, ale widać, że chłonie to, co robią rodzice.

Z internetu:

Teściowa do zięcia: - Dziś w radiu puścili przebój mojej młodości!

- ''Bogurodzicę''?!

Ja myślałam, że dostaniemy dziecko - na wczasy, na działkę, na nocowanie. Ale nie. Oni go nawet na chwilę z nami nie zostawią. Pytałam dlaczego: czy mi nie ufają? Nie, skąd. Czy boją się, że nie dopilnuję? Też nie. To dlaczego? Bo jeszcze nie.

Proponowałam wspólne wczasy. Wszystko z mężem opłacimy, osobno zamieszkamy, byle tylko móc z małym spędzać czas. Nie chcą. A ja zapewniam, że ja się w nic nie wtrącam. W nic!

Mamy wielki dom pod Warszawą, z ogrodem, świeże powietrze, przestrzeń - nawet raz nie przyjechali, żeby Kazia nam zostawić. W pracy koleżanki nieraz są wręcz zmęczone wnukami, bo dzieci ciągle im je podrzucają. Jak ja im zazdroszczę!

Widujemy się mniej więcej raz na dwa tygodnie. Dzwonię, czy mogę przyjechać po pracy zobaczyć wnuczka. ''Oczywiście, zapraszamy''. Ale ani na minutę mnie z dzieckiem nie zostawią samej. Ja się tam czuję jak na cenzurowanym. Siedzimy w pokoju, ja się z Kaziem bawię, a oni siedzą i patrzą. Syn podchodzi i mówi: ''Mama, uważaj!''. Ja się pytam: ''Na co?''. No nie wiem na co. Ja chcę z dzieckiem potańczyć, poskakać - to chyba normalne? Myślę, że oni może są zazdrośni? Może boją się, że mu się zabawa ze mną za bardzo spodoba? Trudno, ja jestem cierpliwa, poczekam. Dziecko podrośnie i samo do mnie przyjdzie.

Z internetu:

- Dlaczego jesteś smutny?

- Porwali mi teściową. Mówią, że jeśli nie dam im okupu, to ją sklonują.

Najbardziej mnie boli, że Kazia wychowuje telewizor. Synowa ciągle włącza telewizję. ''Bo mamy takie piękne bajki''. A przecież telewizor nie powie: ''Jak pięknie narysowałeś!'', od ciągłego oglądania nawet najpiękniejszych bajek dziecko zmienia się w małego robota! Przyjeżdżam, Kazio przed telewizorem. Bawię się z nim, a on ciągle jednym oczkiem patrzy, co tam się dzieje na ekranie. Trzy godziny! Synowej krępowałam się zwrócić uwagę, ale jak przyszedł syn, wzięłam go na stronę i poprosiłam: ''Adam, wyłącz to, przecież ja nie mogę porozmawiać z dzieckiem!''. I tam tak jest codziennie.

A jedzenie? Ona mu daje tylko słoiki! To dziecko nie jest uczone jeść obiad - ziemniaczków z masełkiem, kotlecika, marchewki. Na obiad dzień po dniu je słoiki, a na kolację - serek i kajzerkę. No przecież to nie jest zdrowe! A nie to, żeby Kazio nie chciał normalnego jedzenia - u nas zjada wszystko, aż mu się uszy trzęsą! Daję im na wynos, zawsze chętnie biorą. ''Tu zupa dla was, a tu dla dziecka''. To dlaczego nie gotują dziecku, tylko ciągle te słoiki? Albo nocnik. Mówię: ''Mój niunio chyba chce siusiu''. A synowa na to macha ręką: ''Nieee, ma pampersa''. Pampersa? Trzylatek? Jak jest u nas z rodzicami, bardzo ładnie woła, że chce do toalety. To po co ta pielucha?

Z internetu:

- Moja teściowa zgubiła wczoraj 2 złote?

- Widzisz, mała rzecz, a cieszy...

Czy są dobrym małżeństwem? Tak. Uzupełniają się. Może po prostu za późno mają to dziecko? Synowa to bardzo zdolna dziewczyna, powinna wrócić do pracy, szkoda jej na siedzenie w domu. Przed urodzeniem Kazia robiła karierę, jest uzdolniona plastycznie, jak pójdzie na zakupy, zawsze znajdzie jakąś perełkę. Tylko ta jej zaborczość... Syn z kolei jest nieprzytomny na punkcie dziecka, może nawet bardziej niż ona. Z tym że z synem mogę porozmawiać w cztery oczy, powiedzieć, co myślę, a z nią nie. W ogóle z synową nie mamy wspólnych tematów. Ani jednego. Jakby nie było czasu na rozmowę. Jakby był jakiś mur. Jak się spotykamy, to ja jestem zajęta dzieckiem, a z kolei jak proponujemy jakieś wyjście we czwórkę, to oni nie. Teatr? Nie, bo nie lubią. Kino? Nie, bo teraz kino to ma się w domu. Bo to niepotrzebne koszty. Na spacer do lasu? Nie, bo im się nie chce. A jak chcemy wziąć samego Kazia, a oni niech sobie posiedzą, to znów nie, bo w lesie są pająki. I tak ze wszystkim.

Strasznie mi smutno. Czasem myślę: Boże, może ja rzeczywiście nie mam do tego dziecka żadnego prawa?


http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obc ... &startsz=x

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 04 Maj 2012, 08:46 
Offline
od zawsze z Argentyną!!!
Awatar użytkownika

Dołączenie: 26 Lis 2007, 13:53
Posty: 3928
Miejscowość: BIAŁYSTOK
zawsze tak jest...
Gdy w życiu ci się nie układa to zawsze są winne dwie strony...














ŻONA I TEŚCIOWA... :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

_________________
życie...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 05 Maj 2012, 21:01 
Offline
Wróżka Zębuszka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Cze 2007, 22:27
Posty: 354
Co zrobić - mądrą awanturę w odpowiednim momencie. Łatwo powiedzieć, ale to działa :mrgreen: .

_________________
Odważni żyją krótko, ale ostrożni nie żyją wcale


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 06 Maj 2012, 01:07 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
Cytuj:
Co zrobić - mądrą awanturę w odpowiednim momencie. Łatwo powiedzieć, ale to działa :mrgreen: .


no, niezupełnie, czasem działa tylko przez jakiś czas 8)

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 07 Maj 2012, 10:02 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 18 Cze 2007, 19:42
Posty: 2870
Każda z nas będzie kiedyś teściową.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 08 Maj 2012, 12:54 
Offline
Wróżka Zębuszka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Cze 2007, 22:27
Posty: 354
Potencjalnie tak :roll: . Ja JUŻ jestem wredna 8) .

_________________
Odważni żyją krótko, ale ostrożni nie żyją wcale


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 08 Maj 2012, 23:15 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
Cytuj:
Każda z nas będzie kiedyś teściową.


eee zaraz tam każda, świat idzie do przodu, nie wiadomo jak to będzie za te dziesięć-dwadzieścia ( w moim przypadku) lat 8)

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 08 Maj 2012, 23:30 
Offline
naczelny amerykanista

Dołączenie: 20 Cze 2007, 23:40
Posty: 1450
monika napisał(a):
Potencjalnie tak :roll: . Ja JUŻ jestem wredna 8) .


Ja też.
I jako synowa i jako teściowa.
"Taki już mam paskudny charakter".

(Ale i tak mnie lubią, i teściowa, i synowa i zięciowie :mrgreen: ).


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 08 Maj 2012, 23:39 
Offline
od zawsze z Argentyną!!!
Awatar użytkownika

Dołączenie: 26 Lis 2007, 13:53
Posty: 3928
Miejscowość: BIAŁYSTOK
Haniutka napisał(a):
Cytuj:
Każda z nas będzie kiedyś teściową.


eee zaraz tam każda, świat idzie do przodu, nie wiadomo jak to będzie za te dziesięć-dwadzieścia ( w moim przypadku) lat 8)


no teściem raczej nie zostaniesz... :mrgreen:

_________________
życie...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 08 Maj 2012, 23:54 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
teściem , no nie wiem kto tam wie... płec moge zmienic jeszcze :lol:

ale teściowa tez nie wiadomo czy będę

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 09 Maj 2012, 11:18 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 18 Cze 2007, 19:42
Posty: 2870
Zawsze jest możliwość, ze dziecko pozostanie samotne, jednak ja bym na to nie liczyła.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 09 Maj 2012, 11:31 
Offline
Wróżka Zębuszka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Cze 2007, 22:27
Posty: 354
Lepiej już być teściową, ustawiać synowe i zastanawiać się skąd ten zięć :mrgreen: .

Tak z prywatnych obserwacji - chyba bardziej pod górkę mają zięciowie. Zawsze są nie tacy jak powinni być ;-)

_________________
Odważni żyją krótko, ale ostrożni nie żyją wcale


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 09 Maj 2012, 11:39 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
Yenno, nie musi pozostawac samotne, może po prostu nie byc zamęzne, zonate... może życ w róznych zwiążkach nieformalnych itd... i wtedy nie jest sie teściową :mrgreen:

he he nie miałabym nic przeciwko gdyby mój syn był szalonym artystą, mieszkał w sqocie i miał sobie tam jakieś narzeczone do 40 stki, wtedy bycia teściowa moge po prostu nie dozyć, co do zięciów to u nas w rodzinie ( i ze strony mojej i męza) zięciowie maja lepiej, raczej nikt sie ich nie czepia, cała złośc idzie na niedobre synowe

Generalnie chciałabym byc taką tesciową jakim teściem jest mój ojciec, do niczego sie nie wtrąca, niczego nie sugeruje, zawsze podkreslał, że moje wybory to moje wybory i on sie nie wtrąca ( czegokolwiek i kogokolwiek by nie dotyczyły) w razie czego zawsze pomoże, uważam, że wszelkie zło bierze sie własnie wtedy gdy teściówka ( ewentualnie teśc) nie potrafi wyjśc z roli rodzica swojego dziecka i ciągle coś tam ma do powiedzenia, ciągle coś sie nie zgadza z jej/ jego wizją życia, rodziny itd...
poza tym niektórzy nie wiadomo dlaczego skupiają swoją uwage na synowej/zięciu zamiast na swoich dzieciach, a przeciez to tak naprawdę obca osoba i jesli juz jakies uwagi miec to do własnego dziecka i na jego własny temat i o relacji rodzic- dziecko, bo jeśli chodzi o relację dziecko-jego współmałżonek to juz jest prywatna sprawa tych obydwojga ludzi i nikt nie powinien sie do tego wtrącac nie pytany, nie proszony, a najczęściej dzieci nie pytają, nie prosza, wręcz przeciwnie. Trzeba po prostu sie pogodzić ze dziecko pa pa jest juz dorosłe i wyfrunęło z gniazdka, ale niektórzy chieliby miec kontrole nad dzieckiem do końca życia, albo tez całe zycie olewali swoje dziecko, a na emeryturze sie nudza i ot przypomnieli sobie o dziecku, tylko, że ono juz dorosło i mamuni/tatunia nie potrzebują i to własnie jest powodem problemów, starsi ludzie powinni sobie znajdowac jakieś zajęcia a nie wieszac sie na swoich dzieciach, bo nie mają nic innego do roboty i im nudno i źle

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 09 Maj 2012, 11:52 
Offline
Wróżka Zębuszka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Cze 2007, 22:27
Posty: 354
He-he, znam człowieka, któremu po luźnym, ale długoletnim związku została "przyszywana teściowa" z którą do tej pory robi interesy i bardzo się lubią :mrgreen: . Z byłą zero kontaktu, zresztą mieszka gdzieś zagramanicą. Ponieważ człowiek ma aktualnie "regularną" żonę, na jej mamę mówi "mama", a na "tamtą" - teściowa.

Wydaje mi się, że życie życiem swoich dzieci to skutek braku swojego własnego. Ludzie nie wiedzą co ze sobą począc i wyłażą dzieciom z lodówki po jej otwarciu. Jak sobie na to pozwolą.

_________________
Odważni żyją krótko, ale ostrożni nie żyją wcale


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 10 Maj 2012, 01:51 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
Cytuj:
Jak sobie na to pozwolą.


czasem nie pozwalasz, a i tak wyłażą, mówiąc, że od pozwalania to sa oni :lol:

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 13 Maj 2012, 20:25 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 18 Cze 2007, 19:42
Posty: 2870
[quote="Haniutka"]Yenno, nie musi pozostawac samotne, może po prostu nie byc zamęzne, zonate... może życ w róznych zwiążkach nieformalnych itd... i wtedy nie jest sie teściową :mrgreen:

Hania, a jak w takim nieformalnym związku pojawi się dziecko to babcią nie zostaniesz?


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 14 Maj 2012, 14:09 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
Cytuj:
Hania, a jak w takim nieformalnym związku pojawi się dziecko to babcią nie zostaniesz?


babcia to nie teściowa :P

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu: Re: teściowa :D
PostWysłany: 17 Maj 2012, 21:06 
Offline
naczelny amerykanista

Dołączenie: 20 Cze 2007, 23:40
Posty: 1450
Pewien młody człowiek postanowił się ożenić, idzie rozmawiać ze swoją matką:
- Mamo, zakochałem się i będę się żenił, ona też mnie kocha.
- Super, kiedy mi ją przedstawisz?
- Jutro, ale przyprowadzę też dwie inne koleżanki a ty zgadniesz, która jest moją wybranką.
- Niech i tak będzie.
Następnego dnia syn przyprowadza trzy dziewczyny. Siadają na kanapie,
naprzeciw nich staje mama, przypatruje się chwilkę.
- Ta pośrodku.
- Dokładnie. Skąd wiedziałaś?
- Bo już mnie wnerwia!


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 18 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Skocz do:  
cron
Twoja Podręczna Księgarnia

wielodzietni w biznesie

Nasza Islandia

Doula Gosia Borecka

Okno na dobrą stronę świata


wielodzietni.net na Facebooku

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group |
Ten serwis stosuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystanie.
» Akceptuję wykorzystywanie plików cookies w serwisie www.wielodzietni.net.