duża rodzina

duża rodzina

forum dla rodzin wielodzietnych i sympatyków
duża rodzina
Obecny czas: 18 Sty 2018, 21:30

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 7 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
PostWysłany: 26 Kwi 2012, 00:02 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
Ed Houben mieszka w Maastricht i jest prywatnym dawcą nasienia. Ma już 82 dzieci, a dziesięcioro kolejnych jest w drodze. Pragnie on uszczęśliwiać bezdzietne kobiety – a przy okazji również siebie samego.

W drodze do dziecka numer 83 wchodzi do hali przylotów na lotnisku. Ma na sobie sportowe spodnie i kurtkę z polaru, z jego plecaka wystaje butelka wody. – Cześć – mówi z holenderskim akcentem i maszeruje prosto na przystanek autobusowy. Musi się pospieszyć, przyszła mama chodzi wcześnie spać, a oni mają jeszcze coś w planie.

Właściwe Ed od dawna nie jeździ już do kobiet, to one jeżdżą do niego. Ale są nagłe przypadki, jak ten: jedenasty dzień cyklu, a więc dwa dni przed owulacją, a kobieta marząca o dziecku nie ma z kim zostawić kotów. Czeka na niego w małym mieszkaniu po drugiej stronie miasta. Przygotowała dmuchany materac i włożyła piękną bieliznę.



Ed Houben jedzie atobusem. Ma już troje dzieci w Berlinie, a pozostałych 79 mieszka w innych miastach, innych krajach – w Holandii, Belgii, Hiszpanii, Włoszech i Nowej Zelandii. Ich imiona, daty urodzin i płeć zapisał sobie w arkuszu Excela. Najstarsze dziecko ma już prawie dziewięć lat, najmłodsze dwa miesiące. (…)

Przesiada się do metra. Pociąg zatrzymuje się przy Hermannplatz, awaria, trzeba znowu iść do autobusu. To zabiera cenny czas. Houben spogląda na zegarek. – Zaraz nie zostanie już ani chwili na romantyzm – stwierdza.

Na wieczór zaplanowana jest jedna próba, rano następna. ”Próbą” Ed nazywa stosunek płciowy z kobietą znaną z internetu, ze strony spermaspender.de (dawca spermy). Daje kobietom swoje nasienie, w 80 procentach przypadków – mówi – darowuje im również dziecko.

Dziesięć kobiet, które uczynił matkami, to lekarki. Wykształcone, a to dla niego, 42-letniego historyka, jest ważne. I są zdrowe, co też istotne. Żadnych narkotyków, wirusa żółtaczki typu B i C, syfilisu, rzeżączki czy innych chorób przenoszonych drogą płciową. Żadnych chlamydii, czyli bakterii. – To moje warunki – mówi. Żąda okazania świadectwa zdrowia i wysyła własne. A także wynik analizy nasienia wykonanej przez lekarza.

Pokazuje ona, ile jest w spermie żywych plemników. Mniej niż 20 milionów w mililitrze oznacza kiepskie szanse na zapłodnienie. Przy 80-100 milionach znacząco one wzrastają. Ed ma 100 milionów ”albo sto dziesięć”, dodaje z uśmiechem. Mówi głośno na cały autobus, bez skrępowania, jakby podawał przepis na dobre ciasto, samemu będąc mistrzem wypieków. Z jego punktu widzenia zasady są proste, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest. Droga bezdzietnych kobiet prowadząca do posiadania potomka nie jest wcale łatwa.

Wytyczne regulujące inseminację nasieniem dawcy liczą 36 stron. Pochodzą od lekarzy, z których większość jest właścicielami banków spermy – w Niemczech jest ich w sumie kilkanaście.

Praktyka wygląda, mówiąc w skrócie, następująco: potencjalni rodzice powinni być heteroseksualni, najlepiej, jeśli są małżeństwem. Nie znają oni dawcy, ten zaś nie może mieć więcej niż czterdzieści lat, musi zostać wielokrotnie zbadany, a jego sperma ma odpowiadać ”minimalnym wymogom” określonym w dziesięciu punktach. Wprowadzenie nasienia powinno zostać udokumentowane, a dokument ów należy przechowywać przez 30 lat.

Niemieckie banki nasienia żądają za podobną usługę 3-4 tysiące euro, dawcom zaś, przeważnie studentom, płacą niecałe 100 euro za porcję spermy. Oczekiwanie na pierwszą próbę zapłodnienia może trwać nawet pół roku. Według szacunkowych danych w Niemczech 1400 kobiet rocznie zachodzi w ciążę dzięki oficjalnym dawcom.

Inne jeżdżą za granicę, do klinik w Hiszpanii lub Anglii, gdzie jest łatwiej, nie ma tak wielu wymagań, a klientkami banków nasienia mogą zostać również lesbijki lub kobiety samotne. Jeszcze inne wysyłają e-mail do Maastricht, do Eda Houbena, gdzie żądań nie ma praktycznie wcale. To rozwiązanie dla tych, które nie mają pieniędzy, czasu, szans, by wybrać drogę oficjalną.

(…) Między nim a kobietami istnieje porozumienie, które mówi: żadnych praw, żadnych obowiązków. Gdyby jednak któraś z nich zmieniła zdanie, taka prywatna umowa nie miałaby dla sądu najmniejszej wartości. Ed Houben musiałby płacić na dziecko, a w pierwszych trzech latach również matce. Potomstwo, gdy dorośnie, też może zażądać pieniędzy na utrzymanie. [/i]

(…) Następnego ranka Ed siedzi w kawiarni na swego rodzaju przerwie obiadowej i popija czekoladę. Jest zmęczony. – Ach, to była krótka noc – mówi. (…)

Ile prób ma już w sumie za sobą, nie potrafi zliczyć. W każdym miesiącu spotyka się z 10-15 kobietami. Zaczął w wieku 29 lat, nie miał dziewczyny i marzył o rodzinie. Chciał pomóc bezdzietnym parom.

Pojechał do holenderskiej kliniki i oddał nasienie. Potem robił to tak często, że po czterech latach było go dość na 25 dzieci. Potem musiał przestać, tak stanowiło prawo. Ale nie chciał, pragnął robić to dalej. Pojechał do innej kliniki, w Belgii. Zajmował się nadal swoją misją, siedział przed komputerem i znalazł w internecie stronę dla lesbijskich par marzących o dziecku.

Ogłaszający się mężczyźni oferowali im swoje usługi. Większość z nich chciała pieniędzy i wolała pozostać anonimowa. On natomiast uważał, że każde dziecko ma prawo jak najwcześniej dowiedzieć się, kto jest jego ojcem, nie dopiero wtedy, gdy stanie się pełnoletnie i będzie mogło go zaskarżyć. Pisał do tych kobiet długie listy.

Dziewięć lat temu po raz pierwszy został ojcem, z pełną tego świadomością. Aby spłodzić dziecko, pojechał w okolice Amsterdamu. Od przyszłych rodziców nie wziął pieniędzy, pozwolił sobie zwrócić jedynie koszta podróży.

(…) Dzień później do innej kawiarni w Berlinie przychodzi jasnowłosa kobieta, która marzy o dziecku. Ma duże brązowe oczy, jest szczupła i nosi grubą wełnianą czapkę, bo łatwo marznie. Zgadza się na rozmowę, pod warunkiem, że nie zostanie podane jej nazwisko. Oczywiście nie wie jeszcze, czy jest w ciąży, ”tego się nie czuje”. Za dwa tygodnie będzie wiedziała więcej.

(…) Od pięciu lat marzy o dziecku. Z czasem stała się już w tych sprawach ekspertką. – Niektórzy uważają, że nie należy próbować więcej niż raz w ciągu jednego dnia. Ale dwa razy oznaczy, że sperma przez pięć godzin dłużej pozostaje w ciele – zauważa. To zwiększa szanse zapłodnienia.

Robi wszystko, co jak sądzi, może w tym jeszcze pomóc. Po każdej próbie przez piętnaście minut leży bez ruchu na plecach. Nie pije alkoholu, lepiej się odżywia, je więcej tłuszczów, czasem lody. Wybiera ”metodę naturalną”, czyli seks z mężczyzną, który chce ofiarować jej swoje nasienie.

– Patrzę na to całkiem pragmatycznie – stwierdza. W tych kontaktach seksualnych stosuje własne zasady. Całuje mężczyznę, owszem. Wkłada ładną bieliznę, ale nie zanadto piękną. – I nie pieszczę go ręką ani mu nie obciągam – opowiada. Po wszystkim rozmawiają jeszcze przez te piętnaście minut, kiedy ona leży na plecach.

Od kiedy zna Eda Houbena, nie chodzi na dyskoteki, nie poszukuje życiowego partnera w internecie. Szuka nowej pracy albo czeka na Eda. Żyje w rytmie swoich płodnych dni.

– On jest tak bezproblemowy, że w ogóle się go nie zauważa – mówi. Tylko wczoraj po południu pojawił się pewien problem. Wiedziała, że Ed musi wracać samolotem 18.00 i usłyszała zegar z wieży kościelnej bijący na 16.00. Zdecydowała się więc na metodę z kubkiem, tak było szybciej. Owinęła go potem ręcznikiem i postawiła na kaloryferze, a sama pojechała rowerem do apteki. Kupiła tam strzykawkę i wróciła do domu.– Wprowadziłam to sobie bardzo powoli i zadbałam, żeby mieć przy tym orgazm – opowiada. Również to zwiększa szanse.

Ed był już wtedy na lotnisku. Wrócił do Maastricht, do swojego małego osiedla z domami z cegły, wszedł na trzecie piętro do mieszkania. Wieczorem spodziewał się jeszcze gości, pary lesbijek z Aachen, metoda – według umowy.

Na jego kredensie stoi elektroniczna ramka na zdjęcia – co dwie minuty pokazują się po kolei twarze jego dzieci. Doris, Elias, Emily, Finn…(…)

Ed nie miał za sobą praktycznie żadnych doświadczeń, gdy w 2002 roku wyruszył w drogę do kobiet, które marzyły o dziecku, tak jak on marzył o nich. Matce nie powiedział nic. Po kolacji jechał do pań mieszkających w okolicy, znikał w drugim pokoju, wręczał im pełen kubek, wracał do domu i milcząc, kładł się spać.

Po dwóch latach spotkał parę, on z Holandii i bezpłodny, ona z Ameryki Południowej. Oboje dali mu do zrozumienia, że nie chcą kubka, życzyli sobie intymności i uczuć dla dziecka, jeśli uda się je spłodzić – powiedział mąż. Jego żona, wówczas 34-letnia, nauczyła Eda, czym jest namiętność.

Od tej pory radził sobie doskonale również bez kubka. Zaskoczyło go, że także inne przyszłe mamy, zarówno heteroseksualne, jak i lesbijki, chciały uprawiać z nim seks. Mężowie godzili się na to, zostawali i patrzyli albo szli na spacer czy oglądali telewizję, kiedy to się działo.


W kuchni stoi Christiane z Berlina, gotuje kapustę z mięsem. Ma 42 lata, jej partnerka jest o dziesięć lat młodsza. Czeka w pokoju gościnnym, nie chce się pokazywać. Obie pierwszy raz przyjechały do Maastricht. Późno, to już trzynasty dzień cyklu, ostatnia szansa. Skorzystały tylko z jednej próby, pierwszego wieczoru.

Christiane sieka cebulę. Była kiedyś mężatką, ma już dziecko. Od pięciu lat ona i jej partnerka próbują mieć wspólne. Mają piękne mieszkanie, chętnie adoptowałyby dziecko, ale szanse lesbijek wyglądają marnie.

O banku nasienia nigdy nie myślały. Również one chciałyby, żeby dziecko jak najwcześniej dowiedziało się, kto jest jego ojcem. Najpierw rozpytywały w kręgu przyjaciół, w środowisku gejowskim, w organizacji gejowsko-lesbijskiej. W końcu spotkały mężczyznę, który –­ jak mówi Christiane – ”naprawdę chciał być ojcem”. Przez półtora roku próbowały z nim wszystkiego, różnymi metodami. Na koniec okazało się, że ma on jedynie 20 procent ruchliwych plemników.

Teraz obie są mądrzejsze, ale nie mają już pieniędzy. Marzenie o dziecku kosztowało je dotychczas 20 tysięcy euro. A więc pozostaje już tylko Ed Houben. Ten włącza komputer. Odczytuje głośno imiona z arkusza Excela. Przy każdym kolejnym roku zapisuje łączną liczbę urodzeń. 2011: 11 kolejnych dzieci. W sumie: 45 dziewczynek, 35 chłopców. To jego bilans.

Płci dwojga dzieci nie zna, matki nie podały mu tej informacji, a on nie pytał. Taka była ustna umowa. Nie ma roszczeń, po żadnej ze stron. Większość mam chce jednak utrzymywać z nim kontakt. Na Boże Narodzenie przysyłają listy i fotografie. Ed nie odpisuje, to za dużo by kosztowało.

– W tej chwili w ciąży jest dziesięć kobiet – mówi. Wchodzi jeszcze szybko na stronę spermaspender.de, znajduje tam nowe zgłoszenie. Nie przerywając rozmowy, wpisuje adres do e-maila, kopiuje swój tekst i klika „Wyślij”. Zamyka wszystkie okna, widać już jedynie tapetę ze zdjęciem młodej, długowłosej kobiety, ładnej Hiszpanki. – To moja dziewczyna – informuje Ed. Spogląda na nią przez chwilę. – Tak, ona też chciała być mamą – mówi.

Zna ją od trzech miesięcy. To jego trzecia dziewczyna, dwie poprzednie również korzystały kiedyś z jego usług. Pierwsza nie była w stanie zaakceptować tego, co on robi, druga od niego odeszła, po prostu. Wtedy Ed po raz pierwszy miał kłopoty miłosne.

Od kiedy jest dawcą nasienia, przeżywa rzeczy, jakich doświadczają zwykle nastolatki. Pierwszy prawdziwy seks, pierwszą namiętność, pierwsze rozstanie. I uczy się, że po przecierpieniu bólu żyje się dalej. W wieku 42 lat nadrabia to, co kiedyś przegapił.

– Moja obecna dziewczyna mówi, że to co robię, czyni mnie jeszcze bardziej interesującym – opowiada. Wkrótce znowu go odwiedzi. Jeszcze nie udało się spłodzić z nią dziecka. Czy myśli o tym, żeby przestać? Dla niej? – Nie – odpowiada. – Może – dodaje po chwili.

W tym momencie nie ma takiej możliwości. Teraz jest w kontakcie z pewną Wietnamką, są również kobiety, które chcą jeszcze jednego dziecka. Jak Pia, która jedno już z nim ma. Dwuipółroczny Max to numer 59.

Ona tak naprawdę nie nazywa się Pia, woli pozostać anonimowa. Ma 40 lat, mieszka w dużym mieście w Niemczech, jej związki trwały zawsze krótko, kończyła je najpóźniej po ośmiu miesiącach. Na porodówkę poszła z ojcem i bratem. Wcześniej uczęszczała na kursy przygotowawcze, specjalne dla singli. Do Eda Houbena przyjechala tylko jeden jedyny raz. Wybrała metodę z kubkiem i chciała zostać sama. W salonie podłożyła sobie poduszkę pod pośladki, włączyła muzykę, zapaliła świece. – Chciałam sama zrobić sobie dziecko – mówi.

(…) Pia twierdzi, że jest szczęśliwa jak nigdy dotąd. Nie przeszkadza jej, że jej synek ma 82 przyrodniego rodzeństwa. Nie przeszkadza jej też, że Ed miał tyle kobiet. – Każdej daje poczucie, że jest jedyna – stwierdza. Kiedy inne dziecko pyta Maxa, gdzie jest jego tato, chłopiec po prostu nie odpowiada.


W domu Pia ma dla synka książkę uświadamiającą, przeznaczoną dla dzieci w wieku od czterech lat, czasami oboje do niej zaglądają. Mowa jest tam o mamie, która nie ma męża, ale zna miłego pana, który dał jej swoje nasionka.

Raz do roku Pia i Max odwiedzają miłego pana. Wynajmuje on lokal w Maastricht i zaprasza wszystkie swoje dzieci. Na ostatnie spotkanie przyjechało piętnaścioro, wszyscy siedzieli razem na tarasie, Ed miał prezent dla każdego malca, małą piłkę. Max powoli podszedł do niego, choć nie jest śmiałym dzieckiem, i usiadł na chwilę „papie Edowi” na kolanach. Potem wrócił z mamą do domu.

Mały ma podbródek po ojcu, okrągły, z dołeczkiem pośrodku, jak wszystkie jego dzieci. I duże stopy, tak samo jak one. Oczy mają zwykle swoich matek. Dzieci są jeszcze małe, ale kiedy dorosną, z każdym rokiem zadawać będą więcej pytań i domagać się odpowiedzi. Być może będą chciały większej bliskości, więcej uczucia. Albo pieniędzy na utrzymanie.

Czy on się nigdy nie boi? – Czego? – pyta. Że pewnego dnia staną wszystkie przed jego drzwiami. – Chciałbym tego – mówi. A gdyby zażądały pieniędzy, to on ich przecież nie ma, dla 84 dzieci. Albo jeszcze więcej.

Wieczorem siedzi w restauracji w centrum Maastricht, serwującej dania z grilla, przed nim leży kilogramowy stek, który kroi z wielkim zadowoleniem. – Mmmh – mruczy, pociągając łyk czerwonego wina. Ociera usta serwetką, drapie się przez sekundę po swoim grubym brzuchu. Jego waga mu nie przeszkadza, już nie. Victoria, Johanna, Pia, one wszystkie mówią, że jest piękny taki, jaki jest. Od kobiet, które go odwiedzają, życzy sobie teraz, by ugotowały mu jedno z jego ulubionych dań, koniecznie mięsnych. To jego nowy zwyczaj.

Nowością jest również, że już nie pokazuje im miasta. Nie siedzi też z nimi przez cały czas w domu. Każe przysłać sobie wcześniej zdjęcie, nie chce już grubych kobiet ani zbyt wysokich. W 75 procentach przypadków uprawia z nimi seks.

– Moja dziewczyna twierdzi, że jestem macho – wyznaje. W następnej kolejności ustala z kobietami pozycje – ”misjonarska” albo ”chińskie puzzle”. Niektórzy administratorzy forów internetowych zapraszają go do USA, jako eksperta w kwestii prywatnego oddawania spermy.
Opowiada o tym wszystkim, kroi mięso, mruczy ”mmmh”, sprawia wrażenie, jakby był na rauszu. Po zjedzeniu kolacji spogląda na telefon komórkowy, znajduje odpowiedź od kobiety, której po południu wysłał wiadomość. Pisze ona, że chciałaby go odwiedzić.


Autor: Barbara Hardinghaus Źródła: Der Spiegel

http://facet.onet.pl/warto-wiedziec/oso ... tykul.html

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 26 Kwi 2012, 07:39 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 18 Cze 2007, 19:42
Posty: 2870
Dopisywanie pozytywnej filozofii do niemoralnego i paskudnego procederu.Instrumentalne traktowanie ludzi mnie mierzi chyba w tym najbardziej.Przed nami Era Egoizmu:) Gdzie te Siłaczki cz Hamleci ze swoimi dylematami? Teraz wystarczy napisać: daję dziecko i jak to pięknie brzmi i usprawiedliwia wszystko. Przecież nikt nikomu krzywdy nie robi:))
Obrzydliwa postawa, zarwóna pana jak i kobiet korzystających z dawcy spermy.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 26 Kwi 2012, 16:11 
Offline
od zawsze z Argentyną!!!
Awatar użytkownika

Dołączenie: 26 Lis 2007, 13:53
Posty: 3928
Miejscowość: BIAŁYSTOK
świetnie to ujęłaś Ewa...dzięki...

_________________
życie...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 26 Kwi 2012, 17:43 
Offline
epikurejka w rozpaczy
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Cze 2007, 11:46
Posty: 6145
Miejscowość: Tychy
i takie nieludzkie :(
Dzieci w Exelu- kolekcja owadów inaczej

_________________
Wronka/02/Misiek /98/ Wojtek/91/Jano/89/ Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 26 Kwi 2012, 18:25 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Cze 2007, 11:05
Posty: 1603
Miejscowość: Szczecin
qrde mol - w pale się nie mieści :?

_________________
Gdy na nic nie liczymy, niczego nie będziemy żałować - odnajdziemy satysfakcję w tym, co otrzymamy. Będziemy szczęśliwi.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 26 Kwi 2012, 22:24 
Offline
domownik

Dołączenie: 24 Paź 2011, 19:35
Posty: 173
Ciekawe czy facet naprawdę czuje, że ma misję czy to tylko taka kreacja medialna? No bo jeśli to pierwsze, to chyba trzeba leczyć...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 26 Kwi 2012, 23:07 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
ja myślę, że ten pan kompensuje sobie w ten sposób swoje kompleksy, z artykułu wynika, że zanim został dawcą spermy " metodą naturalną" był nieatrakcyjnym, zahukanym kolesiem, seks poznał tak naprawdę dzięki jednej parze, która nie chciała spermy z kubeczka tylko bezpośrednio i od tamtej pory zrozumiał że to jego ( byc może jedyny) atut, zresztą widac po artykule, który wbrew pozorom wcale nie jest peanem na cześc tego pana, tylko tam wyrażnie autorka ironizuje, jak to się rozwijało u niego, z zakompleksionego faceta stał się macho, teraz już wybiera, grube nie, wysokie nie...

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 7 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Skocz do:  
Twoja Podręczna Księgarnia

wielodzietni w biznesie

Nasza Islandia

Doula Gosia Borecka

Okno na dobrą stronę świata


wielodzietni.net na Facebooku

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group |
Ten serwis stosuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystanie.
» Akceptuję wykorzystywanie plików cookies w serwisie www.wielodzietni.net.