duża rodzina
http://wielodzietni.net/

Szczęśliwa dwunastka
http://wielodzietni.net/viewtopic.php?f=3&t=3467
Strona 1 z 1

Autor:  Isia [ 30 Mar 2010, 19:38 ]
Temat postu:  Szczęśliwa dwunastka

Katarzyna i Sebastian Kubisowie - rodzice dwanaściorga dzieci - rozmawia ks. Bohdan Butko MS
SZCZĘŚLIWA DWUNASTKA

O żadnym ze swoich dzieci nie mogą powiedzieć, że o jego przyjściu na świat zadecydował przypadek.

Mówią – nasze dzieci rodzą się z miłości! „Żyjemy z dnia na dzień, nie zabezpieczając się „poduszką finansową” na czarną godzinę, ale życie nam smakuje” – mówi 40-letni Sebastian, naukowiec-astrofizyk, pracownik Polskiej Akademii Nauk. Jego żona 37-letnia Katarzyna jest tłumaczem przysięgłym języka włoskiego. Mieszkają w Krakowie.
Wpewien jesienny wieczór zapukałem delikatnie do drzwi tak, aby nie obudzić dzieci. Przywitali mnie uśmiechnięci gospodarze, a w korytarzu i na schodach prowadzących na poddasze ujrzałem całą gromadkę dzieci, poczynając od najstarszej Zuzanny po najmłodszą Łucję. Witałem się z nimi patrząc w roześmiane buzie i mimo późnej pory, szeroko otwarte oczy. Nie minęło jednak ok. dziesięciu minut, a już dom się wyciszył i siedząc z gospodarzami zaczęliśmy rozmowę.

Taka gromadka… chylę czoło przed wami…
Katarzyna: Nie ma w tym żadnej naszej zasługi. Jesteśmy otwarci na życie, które płynie od Boga i przyjmujemy każde dziecko, jak ślubowaliśmy przy ołtarzu. Zawsze byłam świadoma, że chodzi tu o potomstwo, którym Bóg nas zechce obdarzyć, a nie to, które sobie zaplanujemy i na które będzie nas stać. Nie mówimy, że wychowanie takiej gromadki to żaden problem. Ale jesteśmy pewni, żeżadnemu z naszych dzieci nie zabraknie tego, czego dziecko potrzebuje najbardziej – miłości. Nasze dzieci rodzą się z miłości! Życie nie zależy od pieniędzy. My mamy o wiele za mało, ale tak się jakoś dzieje, że nie chodzimy głodni i obdarci. Rok temu, przy ostatnim porodzie – narodzinach Łucji (w ósmym miesiącu ciąży) doznałam bardzo silnego krwotoku. Konieczne były zabiegi, po których nie możemy mieć już dzieci.

A zatem dwanaścioro dzieci, to nie przypadek?
Sebastian: Absolutnie nie, zawsze była to nasza świadoma decyzja. Dla mnie od początku było jasne, że chcemy mieć dużo dzieci. Czułem intuicyjnie, że w tym jest dobro. Obawiałem się jednak, czy można być naukowcem i mieć rodzinę wielodzietną? Okazuje się, że jednak można. Z otwartością, o której mówi Kasia, to nie jest takie proste. Było zmaganie – zaufać czy nie zaufać Bogu. Kasia zawsze miała więcej tej pewności. Wiele razy lękałem się, co się stanie, czy przeżyjemy. Kasia kończyła studia będąc w czwartej ciąży. Najpierw mieliśmydwa pokoje, później trzy. Przy szóstce dzieci, zrobiliśmy trzypiętrowe łóżko. Kiedy urodziło się ósme dziecko, dostaliśmy duży dom, w którym sto lat wcześniej mieszkała rodzinaostatniego wójta podkrakowskiej wsi Zakrzówek. Tu rodziły się jego dzieci – czterech chłopców i sześć dziewczynek. Kiedy umierała najmłodsza, bezdzietna córka wójta, prosiła, byten dom przekazać na dobry cel. Dostaliśmy go nieodpłatnie. To był taki wyraźny znak od Pana Boga.

Doświadczyliście pomocy od innych?
Katarzyna: Pomaga nam Kościół. Wciąż spotykamy się z bezinteresowną życzliwością wielu ludzi. Przy pięciorgu małych dzieci mieliśmy duże kłopoty; brak nam
było opiekunki i pomocy w prowadzeniu domu. Kiedy piąte dziecko miało pół roku, miałam wylew. Przy kolejnych porodach bałam się, że coś mi się stanie, choć po zoperowaniu tętniaka porody stały się bezpieczniejsze. Ale ujawniła się padaczka pourazowa. Od tej pory codziennie pomaga mi opiekunka do dzieci, a mąż wtedy mógł dokończyć pracę doktorską. Dzisiaj,z perspektywy czasu widzę, że wtedy dzięki Bożej interwencji uporządkowało się nasze życie od strony praktycznej. Opiekunkę mamy do dzisiaj.Sebastian: Patrząc z dzisiejszej perspektywy, kiedy nie możemy mieć już więcej dzieci, widzę, że to był dar i wykorzystaliśmy dany nam czas. Bogu dzięki za te dwanaście istot ludzkich, które są z nami, które urodziły się dla życia wiecznego.

Co myślisz – patrząc na swoje dzieci?
Sebastian: Każde dziecko odbierałem jako dar, miałem taką świadomość, docierało do mnie, że moje dzieci nie są moją własnością, Kasia je rodzi, ale daje je Pan Bóg dzięki naszemu otwarciu. Kiedy są małe, są od nas zależne, ale wiem, że kiedy dorosną, będą miały własne życie, będą same dokonywać wyborów (niektóre może będą mnie bolały), może będą robiły błędy, wpadały w jakieś trudności, kryzysy. Nigdy nie patrzyłem na dzieci jako na własność.

Jak budujecie waszą jedność małżeńską?
Sebastian: Zawsze marzyłem o małżeństwie jako o jedności dwojga osób, ale był to obraz sentymentalny: żeby się rozumieć bez słów, żeby mieć wspólne upodobania, żeby robić wszystko razem – takie młodzieńcze pragnienia. Potem przychodzą trudności i co można zrobić z tymi trudnościami? Albo przerwać ten związek i nie mieć problemów – czyli rozwód, albo wejść w tę sytuację. Samemu nie ma się na to jednak siły, ale jeśli do małżeństwa wprowadzi się Chrystusa, to wtedy jest szansa. Od jedności małżeńskiej wszystko się zaczyna. Jedność przychodzi w zmaganiu, trudnościach, przede wszystkim w przebaczaniu sobie wzajemnych krzywd…

Czy Katarzyna pozwoliła Ci być głową rodziny?
Sebastian: Nie tylko pozwoliła, ale bardzo pomogła. Właśnie mnie zostawiała podejmowanie decyzji, ja też trzymam finanse rodziny – płacę rachunki, wiem, ile co kosztuje. Kasia mnie pierwszemu podaje talerz przy posiłku, pokazuje dzieciom, że ja jestem pierwszy. Jej okazywanie mi szacunku przy dzieciach, pomogło mi dorastać do bycia ojcem. Dziś nie istnieje figura ojca, który jest fundamentem rodziny. O tym się w ogóle nie mówi i jest to powód do ucieczki od rodziny wielu niedocenionych ojców. Dziś nie wiadomo, kim właściwie jest ojciec; kobieta zarabia, rola utrzymania rodziny przez ojca schodzi na drugi plan, to kim on jest, jaką ma rolę do spełnienia w rodzinie, skoro matka się wszystkim zajmuje. To może być jedna z przyczyn kryzysu trwałości w małżeństwie.

Jak przekazujecie wiarę dzieciom?
Sebastian: Żeby coś przekazywać to trzeba to najpierw mieć. Dla nas to jest wezwanie, żeby samemu się nawracać, samemu prosić o wiarę, szukać jej w faktach, które daje Bóg: co to znaczy, że mamy samochód, że ostatnio dostaliśmy dużo pieniędzy, lub że przychodzą sytuacje niosące cierpienie? Są to te wydarzenia, w których należy szukać relacji z Bogiem i jak się je znajdzie, to pewne codzienne zachowania płynące z tej relacji dzieci obserwują i właśnie w ten sposób jest przekazywana wiara; jest to specyficzny rodzaj katechezy.
To, co z żoną możemy przekazać dzieciom, to miłość, którą mamy do siebie. Bardzo często małżeństwa w pewnym momencie zapominają o sobie służąc tylko dzieciom;pracując, zapominają o tym, co jest między nimi. My z Kasią bardzo często wychodzimy gdzieś razem, czasem dzieci mają o to pretensje mówiąc, że już w tym miesiącu byliście w teatrze czy w kinie. A my wychodzimy, żeby być razem – porozmawiać, pochodzić po plantach, zajść do kawiarni czy restauracji. Potrzebujemy tego, żeby być ze sobą, celebrować tę naszą spójność. Jest to dla nas bezcenne, cały czas czujemy się ciągle młodzi. To nam pomaga zgodzić się na kruchość i niepewność dnia codziennego. Na Eucharystię do wspólnoty neokatechumenalnej idziemy zawsze razem. Najmłodszych dzieci nie zabieramy. Tak zaczęliśmy postępować już dawno, kiedy było ich czworo, pięcioro. Te najmłodsze zostawały w domu, bo same z racji wieku, z niej nie korzystały, a przeszkadzały innym. Teraz, kiedy mamy dwanaścioro dzieci, to od Antosia, który ma pięć lat, wszystkie jadą z nami. Najmłodsza trójka zostaje w domu. Zuzia z Emilką chodzą już do swojej wspólnoty. Kiedy nie mieliśmy samochodu, całe lata jeździliśmy taksówkami, nieraz wydając ostatnie pieniądze, żeby zdążyć; a kiedy nie było już w ogóle pieniędzy, chodziliśmy na piechotę – dwa wózki i reszta dzieci, przeważnie latem (do kościoła idzie się ok. 40 min). Ta wyprawa na Eucharystię odbywała się zawsze, dzieci widziały i widzą, że to jest coś ważnego. Nie zdarzało się żebyśmy bez poważnej przyczyny na Eucharystię nie szli.

Czy są takie chwile, kiedy gromadzicie się wszyscy razem?
Katarzyna: Mamy taki długi stół. Na jednym końcu siada Sebastian, na drugim ja, a dzieci – między nami. Około godz. 18. spożywamy przy nim posiłek – zawsze razem; to jest rodzaj obiadokolacji. Inne posiłki zależą od planu lekcji, ale staramy się by dzieci jadły w grupach i modliły się przed jedzeniem. Mieliśmy niańkę trochę luźniej związaną z praktykami religijnymi. Kiedyś zrobiła jeden z posiłków, posadziła dzieci przy stole i mówi jedzcie, a one czekają. – O co chodzi? Jedzcie. – Musi być modlitwa, musisz się pomodlić. – A może ty Zuziu, się pomodlisz, bo jesteś najstarsza. – Nie, to musi ktoś dorosły, ja ci mogę powiedzieć jak. Wierząca, czy niewierząca musiała się pomodlić z dziećmi. My modlimy się przed posiłkiem, zawsze dziękujemy za ten posiłek Bogu. A jeśli jest jakiś konflikt między nami, czy też między dziećmi, to najpierw szukamy wyjścia z tej sytuacji. Na oczach dzieci prosimy siebie – ja z Kasią, o wybaczenie, tak, żeby one widziały, że też się przepraszamy, że to jest ważne.

Czy macie swoją sypialnię?
Sebastian: Oczywiście, a w nim łoże małżeńskie. Dzieci wiedzą, że bez pu−kania do naszej sypialni nie wolno wchodzić. Duże dzieci od dawna nie przychodzą wieczorem, chyba, że się coś dzieje ważnego. Maluchy chciałyby być razem z nami w łóżku, ale nauczyliśmy je, że rodzice powinni zawsze spać tylko ze sobą. Jak przyjdzie maluch, to Kasia go odprowadza do jego sypialni, żeby nam nie przeszkadzał. Gdy maluch nie chciał się rozstać ze mną, to kładłem się z nim w jego łóżeczku i zasypiałem, a nad ranem miałem awanturę od Kasi, że tak zrobiłem. Ona konsekwentnie odprowadza dzieci i nie pozwala im spać razem z nami. W swojej sypialni mają zapaloną małą lampkę, przy której zasypiają.

Jak przyjmujecie nauczanie Kościoła na temat seksu małżeńskiego?
Sebastian: Nauczanie Kościoła w tej dziedzinie zawsze napełniało mnie pokojem. Nigdy nie buntowałem się ani nie miałem wątpliwości, może dlatego, że wpadały mi w ręce dobre lektury, że spotykałem rozsądnych ludzi. Kościół pomógł nam być otwartymi na życie. Doświadczyliśmy, że przyjemność we współżyciu małżeńskim ma głęboki sens, że to jest taki prezent od Boga. Bóg jest tak samo obecny we współżyciu małżeńskim, jak w kościele – przy ołtarzu podczas składania przysięgi małżeńskiej. Tam i tu następuje celebracja sakramentu małżeństwa.
Katarzyna – Bóg też był szczęśliwy, kiedy stwarzał świat, więc współżycie małżeńskie jest udziałem w radości Boga, w Jego szczęściu, pod warunkiem, że wierzymy w to, że Pan Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę, i dopiero jedność tych dwojga jest obrazem Boga – a nie pojedynczy człowiek. Seks jest środkiem za pomocą którego przekazuje się od Pana Boga życie, które jest święte. Chodzi o to, żebyśmy przekazali to życie, które ze świętości Boga jest dane. Katarzyna przygotowała kolację w stylu włoskim. Gwarzyliśmy
prawie do północy. Wracając do domu czułem się, jakbym na chwilę był… w niebie.

Autor:  malgaw [ 30 Mar 2010, 22:57 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Czytałam kiedyś o nich artykuł w Gościu Niedzielnym i wtedy i teraz jestem pod wrażeniem.

Autor:  Anka [ 31 Mar 2010, 08:16 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Ja z jednej strony ich podziwiam, z drugiej jednak coś mi zgrzyta. Była u nas chyba już rozmowa o Kubisach, ja naprawdę nie mogę pojąć, że ludzie decydują się na kolejne dzieci ryzykując własnym zdrowiem, jak również licząc na pomoc innych. No i znowu powraca temat "zbawienia przez rodzenie", dla mnie totalnie bez sensu.

Ale też artykuł bardzo ciepły, rodzina jawi się jako bardzo kochająca, dbająca o siebie. Pomijam już temat męża - jako najważniejszego domownika - to nie moja bajka, ale w sumie jeżeli kogoś to uszczęśliwia....

Autor:  zuzanna [ 31 Mar 2010, 09:01 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Najważniejsze jest to, że oni są szczęśliwi i czują, że robią dobrze,dzieci są otoczone miłością.
Gdzieś w gazecie widziałam jej zdjęcie - ładna z niej babka.

Z drugiej strony - ja jak zwykle o finansach. Kościół im pomaga, dostali dom...

Ostatnio miałam rozmowę ze znajomym zakonnikiem, który z przejęciem opowiadał mi o pewnej rodzinie z siódemką dzieci. Mieszkają w TBS, mieszkanie nie za duże, pracuje tylko on (to mnie akurat nie dziwi), dostali duży, fajny samochód od kogoś, zakonnicy pomagają także. Mnie nie pasuje taki model rodziny, gdzie dorośli ludzie, mówiąc, że ufają Bogu, tak naprawdę trochę jednak liczą na pomoc innych. Ja naprawdę wierze, że są szczęśliwi i ich dzieci także i nie mam kompletnie nic do nich, taki ich wybór i ich prawo tak żyć, tyle że to nie wybór dla każdego.

Autor:  dudi [ 22 Mar 2012, 11:42 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

całkiem pozytywny artykuł o w.w. :

http://religia.onet.pl/publicystyka,6/przedsiebiorstwo-rodzina,35028,page1.html

Autor:  Laurel [ 22 Mar 2012, 14:28 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Co do tej rodziny - piękni są i już.

Sama nie zdecydowałabym się na kolejne dzieci, gdybym miała opierać się tylko i wyłącznie na nadziei, że ktoś coś da. Owszem, gdyby się zdarzyła nieplanowana ciąża, myślę, że miałabym takie zaufanie do Boga, że coś pozytywnego się wydarzy; jakaś okazja do lepszej pracy czy własnie pomoc z zewnątrz. Nie wyobrażam sobie jednak starań o dziecko, o którym wiem, że w danym momencie nie mam go za co wyżywić.
To ja, może odwrotna postawa świadczy o większej dojrzałości ducha, nie wiem. Na dzień dzisiejszy tego nie rozstrzygnę.

Autor:  zuzanna [ 26 Mar 2012, 07:40 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Laurel napisał(a):

Sama nie zdecydowałabym się na kolejne dzieci, gdybym miała opierać się tylko i wyłącznie na nadziei, że ktoś coś da. Owszem, gdyby się zdarzyła nieplanowana ciąża, myślę, że miałabym takie zaufanie do Boga, że coś pozytywnego się wydarzy; jakaś okazja do lepszej pracy czy własnie pomoc z zewnątrz. Nie wyobrażam sobie jednak starań o dziecko, o którym wiem, że w danym momencie nie mam go za co wyżywić.



Myślę tak samo.

Autor:  monika [ 26 Mar 2012, 11:37 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Ja zdecydowanie też, to dla mnie wcale nie jest pozytywny przykład. Im się udaje, ale czy to jest coś, co można "sprzedawać" jako wzór i pożądaną postawę? A tak są pisane te artykuły.

W tych o Kubisach nigdy nie ma nic o dzieciach :? . Zawsze rodzice i ich kosmiczna filozofia.

Autor:  Laurel [ 26 Mar 2012, 12:24 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Filozofia jak filozofia ;-) Przykład z utrzymaniem ciąży mimo zagrożenia życia mnie się bardzo podoba.
Myślę, że tu nie ma żadnego uniwersum; po prostu są ludzie, którzy się nadają do takiego życia i tacy, co na jedynaka decydują się dopiero jak mu otworzą osobiste konto, wybudują dom i zabezpieczą studia za granicą. Inny sposób spojrzenia na świat, wartościowania pewnych spraw, inne charaktery, predyspozycje. Niech im się wiedzie.

Autor:  monika [ 26 Mar 2012, 12:52 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Owszem, niech im się dzieje, darzy i sponsorów mają wianuszek 8) , ale mi się taki sposób na życie nie podoba. Irytuje mnie stawianie ich za wzór.

Autor:  Laurel [ 26 Mar 2012, 13:31 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Dla mnie to nawet nie wzór, tylko trochę egzotyczna ciekawostka.

Autor:  zuzanna [ 26 Mar 2012, 16:42 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Laurel napisał(a):
po prostu są ludzie, którzy się nadają do takiego życia i tacy, co na jedynaka decydują się dopiero jak mu otworzą osobiste konto, wybudują dom i zabezpieczą studia za granicą.


A nie ma nic pośrodku?;)

Pewnie, że niech im się wiedzie:)

Autor:  Laurel [ 26 Mar 2012, 21:24 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

zuzanna napisał(a):
Laurel napisał(a):
po prostu są ludzie, którzy się nadają do takiego życia i tacy, co na jedynaka decydują się dopiero jak mu otworzą osobiste konto, wybudują dom i zabezpieczą studia za granicą.


A nie ma nic pośrodku?;)



Jasne, że jest, większość z nas :mrgreen: Pokazałam tylko jakieś tam skrajności.

Autor:  argento1967 [ 26 Mar 2012, 21:54 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

monika napisał(a):
Owszem, niech im się dzieje, darzy i sponsorów mają wianuszek 8) , ale mi się taki sposób na życie nie podoba. Irytuje mnie stawianie ich za wzór.

ale że co???
czemu Cię to tak irytuje???
Dzisiaj nie mamy zbyt wielu pozytywnych wzorów...rodzina ta normalna jest w odwrocie...dzieci rodzi się za mało...to o co chodzi???

Dziś w RMF-ie słyszałem o polityce prorodzinnej w Rosji...becikowe około 40 tys złotych...od 3-ciego dziecka w górę ponad 1 tys miesięcznie...

Autor:  argento1967 [ 26 Mar 2012, 22:32 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

co Wy na to...

zatkało mnie... :roll:

Autor:  Anka [ 27 Mar 2012, 01:46 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

@Monika, właśnie co ciebie w nich irytuje, jak również w artykule o nich? Jaki wzór? Mainstream jako celebrytkę i wzór promuje Czubaszek... Kubisowie to totalna nisza. Czy ty się do nich dokładasz??? Każdy pomaga temu komu ma ochotę, ja osobiście uważam, że rodziny wielodzietne są jak najbardziej godne wspierania.
Inna sprawa, czy ja bym tak umiała żyć. Na pewno nie,

Autor:  monika [ 27 Mar 2012, 07:50 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Anka - zgrzyta mi to, co napisała Laurel, a cytowała Zuzanna, żeby nie powtarzać. Im tak wyszło, ale jako coś do powielenia, przepraszam, ale nie.

Autor:  Anka [ 27 Mar 2012, 09:54 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

A kto mówi, żeby powielać ich model?

Jeszcze raz. Czy ty jakoś jesteś zobowiązania do pomocy im?

Ci ludzie żyją we wspólnocie, dzisiaj ktoś im pomaga, a jutro może ich dzieci pomogą innym. A może już teraz pomagają. Skąd wiesz?

Jak pisałam, ja tak nie potrafiłabym żyć. Nie mam tego zaufania, ale jak najbardziej uważam, że takie osoby zasługują na wsparcie.

Autor:  monika [ 27 Mar 2012, 10:03 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Fakt, gdzieś się nie rozumiemy...

Artykuły pisane są bardzo pozytywnie, z podziwem i pochwałą ich stylu życia. Tymczasem jeśli by sami chcieli być "jako ptaki niebieskie" - voila, ale oni są sławni bo mają kolejne dzieci na przekór zdrowemu rozsądkowi i utrzymują je dzięki "dobrym ludziom". I to mi zgrzyta - promocja takiej postawy.
Fajnie, że jakoś to ciągną, że im z nieba dom spadł itepe ;-), ale zachwytów nad nimi nie rozumiem...

Autor:  Anka [ 27 Mar 2012, 10:25 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Chyba chodzi o te "ptaki niebieskie";). Oni swoje życie oparli na Bogu, który w ich życiu działa przez innych ludzi. Oni pracują, starają się jak mogą, ręki nie wyciągają, po prostu przyjmują pomoc.
Są we wspólnocie. To tez wiele rzeczy zmienia.

Ty patrzysz przez pryzmat całkowicie ziemskich kategorii, ja w zasadzie tez, inaczej nie potrafię, ale widzę i rozumiem, że można inaczej.

Autor:  zuzanna [ 27 Mar 2012, 10:31 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Jasne, że jest, większość z nas :mrgreen: Pokazałam tylko jakieś tam skrajności.

:)

Autor:  zuzanna [ 27 Mar 2012, 10:34 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Anka napisał(a):

Jak pisałam, ja tak nie potrafiłabym żyć. Nie mam tego zaufania



Ja podobnie.
Nic do nich nie mam, szanuję wybór, ale to nie dla mnie.

Autor:  zuzanna [ 27 Mar 2012, 10:36 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

monika napisał(a):
oni są sławni bo mają kolejne dzieci na przekór zdrowemu rozsądkowi i utrzymują je dzięki "dobrym ludziom". I to mi zgrzyta - promocja takiej postawy.
Fajnie, że jakoś to ciągną, że im z nieba dom spadł itepe ;-), ale zachwytów nad nimi nie rozumiem...



Ja podobnie.

Autor:  chilka [ 27 Mar 2012, 11:26 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Zuzanna 100/100

Autor:  monika [ 27 Mar 2012, 15:52 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

argento1967 napisał(a):
co Wy na to...

zatkało mnie... :roll:


To chyba poradnik dla szczęśliwych importerów żon z Afganistanu bez znajomości języka :roll:
Fanatyzm to gorsze zagrożenie niż program atomowy Korei Północnej...

Autor:  Q-mamma [ 27 Mar 2012, 19:57 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Cytuj:
Oni swoje życie oparli na Bogu, który w ich życiu działa przez innych ludzi. Oni pracują, starają się jak mogą, ręki nie wyciągają, po prostu przyjmują pomoc.
Są we wspólnocie. To tez wiele rzeczy zmienia.
Ty patrzysz przez pryzmat całkowicie ziemskich kategorii, ja w zasadzie tez, inaczej nie potrafię, ale widzę i rozumiem, że można inaczej.

Popieram Anko
Pomoc to dzieło szlachetne i nobilitujące człowieka, a nie jałmużna . gdybyśmy opierali życie na potrzebach ludzkich, a nie zachciankach to większość z nas spełniała by się skuteczniej jako człowiek, a nie realizowała swoje egoizmy . Moja uczynność względem potrzebującego utwierdza mnie bardziej w poczuciu wartości i każdy kto daje mi okazję to sprawdzenia się we wspólnocie rodzinnej, religijnej czy wolontariacie daje mi więcej niż ja.
Ufność Bogu to właśnie poleganie na dobru ludzkim , szlachetności ale nie jałmużnie tylko autentycznym dzieleniu się. Gdyby życie opierałoby się tylko na wymianie towarów i usług, to nie było by miejsca nie tylko dla Kubisów, ale dla rodziny w ogóle.
Wiara w Boga i Bogu wymaga pokory i rezygnacji z polegania tylko na sobie ( z czym sama mam problem, bo nie do końca tak potrafię z lęku o byt zaufać tylko Bogu a Kubisowie , zresztą nie tylko oni to praktycznie przeżywają).
To jest właśnie życie przez pryzmat wiary, a nie rozumu i doczesności. Czy się tak da? Nie wiem . Próbuję nie tylko ze sprawą potomstwa, ale to tak jak z nauką chodzenia bez podtrzymywania...

Autor:  Isia [ 27 Mar 2012, 23:15 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Niestety - Martę, nie Marię mam w sobie.

Autor:  dudi [ 28 Mar 2012, 10:48 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

jeśli wczytać się w ten artykuł, to chyba nie jest tak, że oni utrzymują dzieci dzięki dobrym ludziom - oczywiście przyjmują pomoc ale zauważcie, że nawet nie pobierają zasiłku. Radzą sobie. A że pomaga im wspólnota , ludzie z którymi są związani? Nie ma w tym nic złego, bo tak jest skonstruowane całe chrześcijaństwo - "żaden nie nazywał swoim tego co posiadał" -to podejście pierwotnego Kościoła. Trzeba wejść w tą logikę, która w małych wspólnotach jest obecna. Widzę, że ktoś potrzebuje pomocy, wsparcia - pomagam, innym razem jeśli ja potrzebuję pomocy - przyjmuję ją. Nie ma w tym żadnego wyrachowania. To są innego typu relacje.

Dom "spadł im z nieba" ale ani do tego dążyli, ani oczekiwali - wszak mieli dobrą metę we Włoszech - czy należy mieć do nich o to pretensje? Czy należy mieć pretensje do przekonania, że Bóg się o nich troszczy? Cóż - gdyby nic nie robili i czekali jedynie na mannę z nieba można by się czepiać. Ale jak widać ona prowadzi firmę, on pracuje na uczelni - żadne tam "ptaki niebieskie" -dają radę "z Bożą pomocą" jak to się mówi w chrześcijańskim slangu ;)

A jeśli przyjmiemy kryterium zdrowego rozsądku to powiedzcie mi od którego dziecka te rozsadek się kończy?? I czy w ogóle wielodzietność jako taka jest czymś rozsądnym w dzisiejszym świecie? :roll:

Autor:  monika [ 28 Mar 2012, 12:30 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Nie wiem, Dudi ;-)

Ja sama zdecydowanie wolę być pomocna niż nastawiać się na pomoc od innych. Wiadomo, że w razie czego jak najbardziej i chętnie ją przyjmę, ale tak sobie ustawiać życie, żeby ciągle na kogoś liczyć? Praktycznie już od etapu studiów, kiedy to z przychówkiem "wisieli" na rodzicach. A jako przyczyna i argument - "bo przecież obdarowujemy was dziećmi i je przyjmujemy, to wielka wartość"...

Dla mnie jeden z najważniejszych aspektów dorosłości to samodzielność i odpowiedzialność. A dzieci optymalnie powinni mieć dorośli ;-). Tymczasem pewne odłamy chrześcijaństwa to negują i głoszą, ze dużo radośniej jest zawierzyć, płynąć z prądem i nie wkładać sobie takiego kagańca...
Też może i być to sposób na całkiem fajny zyciorys, na pewno barwny, ale dla singli i "awanturników", takich co się pięknie realizują budując studnie w Sahelu i też żyją z dnia na dzień i z tego co wyjdzie... Ale z dziećmi (jako hasłem przewodnim)? Wbrew poważnym problemom zdrowotnym? To mi nie pasuje najbardziej...

Nie bardzo też rozumiem, dlaczego to "zawierzenie" i odpowiedzialność miałyby się wykluczać? I mam wrażenie, ze sporo jest w takiej postawie marzenia magiczno-życzeniowego, tzn jak dam Bogu cugle i przestanę cokolwiek planować, będzie super... A im bardziej będę nierozsądny i na przekór mainstreamowi, tym lepiej dla sprawy.

A przecież to wcale tak nie działa. Jakby Bóg chciał, żebyśmy tak właśnie działali, to by sobie nastrugał Pinokiów ;-). A z jakiegoś względu jesteśmy bardziej skomplikowani, mamy rozum i wolną wolę, po to, zeby ich używać.

Nie podoba mi się też ta nutka zupiano-patriarchalna, ale to ich broszka. Tak lubią, tak mają.

Autor:  Laurel [ 28 Mar 2012, 12:59 ]
Temat postu:  Re: Szczęśliwa dwunastka

Dla mnie postawa ptaków niebieskich generalnie jest czymś pięknym.
Abstrahując od Kubisów - żeby nie przypisać ich historii czegoś, czego w niej nie ma - a bardziej uogólniając refleksję, zawierzenie też powinno być rozumne. Pan Bóg głupoty nigdzie nie chwali. Troszkę się obawiam, że jak pójdziemy tropem, żeby mnożyć się do woli, bez względu na kwestie materialne, zdrowotne i wszelaki (wybaczcie ironię), to za chwilę usprawiedliwimy także rodziny patologiczne. To chyba nie jest po myśli Boga, przynajmniej tak to sobie wyobrażam.

Takie pytanie znalazłam w moim rachunku sumienia:

Czy obecna ilość potomstwa odpowiada mojej godności rodzicielskiej, warunkom zdrowotnym i materialnym?

Otóż to.
1.Dla mnie to jest tak - jeśli kobieta wie, że kolejna ciąża może zagrozić jej życiu lub uczynić niepełnosprawną i niezdolną do opieki nad pozostałymi dziećmi, to nie powinna ryzykować. Inna sprawa gdy ciąża będzie niespodzianką, wtedy to już tylko zawierzyć Bogu i ufać, że będzie dobrze.

2.Jeśli nas nie stać na jedzenie dla kolejnego członka rodziny, to nie powołujmy go do życia w tym konkretnie momencie, może za rok, dwa coś się zmieni, poprawi? Jak już ciąża okaże się faktem dokonanym i jest bardzo ciężko - ok, możemy poprosić o pomoc, zaufać, że Pan Bóg otoczy opieką.
3.Jak mieszkam w dwóch pokojach, to nie planuję szóstej pociechy, bo biedaki będą miały problem z własnym kątem, skupieniem przy nauce, magazynowaniem nawet podręcznych przedmiotów. I znowu, jak ciąża nieplanowana - zacisnąć zęby, postawić łóżko piętrowe i kombinować jak zmienić lokal...

Oczywiście ja wierzę, że są ludzie, bardzo nieliczni, powołani do tego, żeby być jakimś tam znakiem, wykraczać w swoim zawierzeniu poza często sztywne formułki rachunków sumienia czy naszych uczesanych wyobrażeń. Może tak właśnie jest z Kubisami. Byłabym jednak za tym, by tak ich traktować - jako wyjątek potrzebny nam, by inaczej spojrzeć na życie, raczej nie jako wzór do nasladowania.

Strona 1 z 1 Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
https://www.phpbb.com/