duża rodzina

duża rodzina

forum dla rodzin wielodzietnych i sympatyków
duża rodzina
Obecny czas: 19 Wrz 2018, 16:37

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 3 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Eurosieroty
PostWysłany: 15 Lis 2007, 02:04 
Offline
zorga domowa
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Cze 2007, 14:57
Posty: 6661
Miejscowość: Wrocław
zajawka tematu z najnowszej Polityki
http://www.polityka.pl/_gAllery/78/78/78784/Eurosieroty.mp3
smutne
nie tyle tyczy się rodzin adopcyjnym,
ale jest jednym z powodów, że te rodziny sa potrzebne
tylko, kto weźmie duże dziecko pozostawione przez rodzica, który wyjechał za pracą??

_________________
Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu:
PostWysłany: 23 Lis 2007, 14:07 
Offline
zorga domowa
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Cze 2007, 14:57
Posty: 6661
Miejscowość: Wrocław
tu jeszcze znalazłam artykuł na ten temat

http://www.nadajemy.ie/artykul/id/180
mam 4 dzieci na różnych poziomach w szkole i przedszkolu, Na pewno w dwóch klasach jest po jednym dziecku bez rodziców, opiekują się dziadkowie.

_________________
Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu:
PostWysłany: 23 Maj 2008, 15:41 
Offline
zorga domowa
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Cze 2007, 14:57
Posty: 6661
Miejscowość: Wrocław
daje do myślenia
dobrze, że dziennikarze wzięli się za drążenia, bo to chyba coraz szerszy problem
Cytuj:
Mama jest dobra i miła. Tylko że jej nie ma

* EUrosieroty (21-05-08, 10:29)

Adam: Widzimy się codziennie... przez kamery

Adam ma 16 lat: - U nas, na Opolszczyźnie, prawie w każdej rodzinie ktoś pracuje za granicą. Kiedy tata wyjechał do Niemiec pierwszy raz, byłem w czwartej klasie podstawówki i płakałem z mamą. Dwaj starsi bracia (jeden w gimnazjum, drugi w liceum) zgrywali twardzieli - nie chcieli, żeby mama się bardziej martwiła. Żal mi było, że nie będę mógł z tatą pograć w piłkę, pogadać, po prostu widzieć go.

Rozmawialiśmy przez telefon prawie codziennie. Przyjeżdżał co dwa miesiące na dwa, trzy tygodnie. Przywoził nam ciuchy czy zabawki, ale to nie było ważne: na tatę się czekało.

Dwa lata temu przeniósł się do Szkocji. Założył firmę, robi regipsy i wykończeniówkę budowlaną. Przyjeżdża na dłużej, ostatnio na półtora miesiąca. Jest w święta, albo w urodziny mamy czy któregoś z nas.

Przed jego przyjazdem sprzątamy w domu, kosimy trawę w ogrodzie - żeby nie martwił się, że sobie bez niego nie radzimy. I żeby mama zamiast sprzątać mogła spędzać ten czas z nim.

W pierwszą noc jego przyjazdu nie śpimy, musimy się nagadać. A potem cały czas jesteśmy razem: jemy, patrzymy w telewizor, jeździmy na zakupy i na wycieczki.

Jak odjeżdża, to dalej mi smutno, ale już nie płaczę. Wciąż tęsknię, choć widzimy się codziennie przez kamery, na Skypie. Pyta o szkołę i co się wydarzyło. Może nawet mamy lepszy kontakt niż synowie z ojcami, którzy pracują na miejscu... Powiedziałem mu, że się zakochałem, pokazałem zdjęcie dziewczyny i dałem przeczytać niektóre maile od niej.

Gdyby tutaj pracował, bylibyśmy wszyscy razem, ale nie wiem, jak by się wtedy tacie ułożyło z mamą. Bo jak przyjeżdża, to się kłócą. Mama chce, żeby wrócił. Nikt nie chce się do niego przenosić. Ja też nie wyjadę, nie zostawię mamy i tego wszystkiego tutaj. Tak się czuję - jak bracia - głową naszej rodziny.

Kaja: Swoich dzieci nigdy nie zostawię

Kaja, z Rzeszowa: sympatyczna 16-latka z aparatem na zębach, ułożona i spokojna. Została sama cztery lata temu. - Najpierw wyjechał tato. Potraktowałam to lajtowo. Ale gdy wyjeżdżała mama, były płacze.

Kiedy Kaja skończyła podstawówkę, rodzice chcieli, by dołączyła do nich w Niemczech: - Ale ja nie znałam języka. No i tu miałam przyjaciół, sport, który uprawiam. Bałam się, że nie dam sobie rady.

Mieszka z dziadkami. Rodzice łożą na jej utrzymanie, podsyłają gotówkę na wydatki osobiste. - Kolegom się wydaje, że mam fajnie - bez rodziców, chata wolna, nikt nie kontroluje. Wszyscy mnie mają za wzorową uczennicę, odpowiedzialną, niby ze wszystkim sobie daję radę, ale bywa, że nie daję rady. Co rodzice mogą o tym wiedzieć, skoro nie ma ich tu na miejscu? Zdarza się niesprawiedliwe traktowanie w szkole; mama by poszła i sprawę załatwiła, a ja co? Nie mam głosu. Nikt się za mną nie ujmie.

Kaja najdotkliwiej odczuwa brak matki: - Jej rady, gdy muszę podjąć decyzję. Zawsze dzwonię, ale to nigdy nie jest to, co "na żywo". Z babcią nie mogę się dogadać, wiecznie narzeka, że jej nie słucham, że ze mną same kłopoty... Sama załatwiam treningi, korepetycje, lekarza, ortodontę, a ja wcale nie chcę jeszcze za to wszystko odpowiadać. Teraz mam problem z wyrobieniem paszportu. Na wniosku potrzebne są podpisy obojga rodziców i obecność któregoś z nich przy odbiorze dokumentu. Masa kłopotów!

Kaja tańczy w zespole tańca nowoczesnego. - Rodzice koleżanek na wszystkie ważne występy przychodzą, a mnie nigdy nikt nie kibicuje - wzdycha.

I zapewnia: - Jak będę dorosła, to na pewno nie zostawię dzieci samych. Albo wyjadą ze mną, albo nikt nigdzie nie pojedzie.

Łukasz: Markowa bluza nie zastąpi mamy

- Najgorsze jest wracanie do pustego domu - mówi 17-letni Łukasz z Lublina. Od dwóch lat mieszka z ojcem. Matka pracuje w Belgii, ostatnio widział ją w Boże Narodzenie.

Doskonale pamięta ten dzień: - Wracaliśmy wieczorem od cioci i do mamy zadzwonił telefon. Za trzy dni już jej nie było. Na początku byłem zadowolony: mama daleko, więc mnie nie pilnuje. A potem się okazało, jak jest ciężko. Tata pracuje na dwie zmiany. Wychodzę do kolegów, żeby nie siedzieć samemu w domu.

Po wyjeździe mamy Łukasz opuścił się w nauce, wagarował. Powtarza trzecią klasę gimnazjum. Nauczyciele są w stałym kontakcie z jego ojcem. Sam Łukasz znajduje się pod opieką pani pedagog. Mimo to chętniej spędza czas na sali gimnastycznej niż w klasie. Gra w tenisa stołowego - codziennie po dwie, trzy godziny. Na zajęcia Uczniowskiego Klubu Sportowego zaczął chodzić po wyjeździe mamy, żeby czymś się zająć.

Z mamą rozmawia przez telefon albo Gadu-Gadu. - Ale nie wszystko da się tak powiedzieć - podkreśla.

Gdy poprosi, mama przysyła z Belgii kieszonkowe. - Zbieram na markowe ubrania sportowe - pokazuje metkę bluzy, którą ma na sobie. - Chociaż wiem, że prezenty nie zastąpią mi mamy.

Magda i Paweł: Tata nie chce oglądać dzienniczka

Radom. W niespełna 30-osobowej klasie, do której chodzi 10-letnia Magda, aż pięcioro uczniów ma jedno z rodziców za granicą. Magda - tatę w Skandynawii, już od kilku lat. - Przyjeżdża na święta i w wakacje, na tydzień, dwa... Czasem na dłużej, jak ma tu jakieś zlecenie - wylicza dziewczynka. - Ale musi szybko wracać, bo tam jest bardzo potrzebny (szef taty mówi, że jest jego najlepszym pracownikiem). Tęsknimy za nim - ja, brat i mama. Kiedy przyjeżdża, razem robimy zakupy, chodzimy na lody, jeździmy na wieś do rodziny. Jest fajnie, lepiej niż tylko z mamą, bo mama woli posiedzieć w domu.

Tata Pawła, kolegi Magdy, też pracuje za granicą, w różnych krajach: - Tata zawsze coś nam przywiezie: muszle, znaczki. Jeździmy razem na ryby, ale na wieś też. Mieliśmy jechać do niego na długi weekend, ale nie wyszło.

- Ja i brat też bardzo byśmy chcieli odwiedzić tatę, ale mama nie lubi latać. Nie chce się zgodzić - dodaje Magda.

Zdaniem dzieci tata ma jedną przewagę nad mamą - gdy przyjeżdża, nie każe sobie pokazywać dzienniczka.

Marta: Koledzy, którzy mają rodziców, nie doceniają tego

Opowiada Marta z Sosnowca, 18 lat: - Przyzwyczajałam się, że mamy nie ma w domu. Kiedy miałam dziewięć lat, zostawił nas tato i zaczęło brakować pieniędzy nawet na rachunki. Ledwo wiązałyśmy koniec z końcem, więc mama wyjeżdżała dorobić do Grecji albo Wielkiej Brytanii. Nie było jej nawet osiem miesięcy w roku, ja mieszkałam z dziadkami. Rozumiałam, że tak musi być.

Po rozwodzie rodziców stałam się powiernicą mamy. Rozmawiała ze mną jak z dorosłą, mówiła o sprawach, o których nikt nie wiedział. Dlatego nie chciałam jej zawieść, marudzić, że wyjeżdża. Wiedziałam, że mamy tylko siebie. Płakałam po kryjomu, ale w końcu się przyzwyczaiłam.

Kilka tygodni temu mama wyjechała do angielskiego Crawey. Dostała pracę w zakładzie renowacji tkanin i chyba zostanie na stałe. Pieniądze są nam teraz bardzo potrzebne: w przyszłym roku zdaję maturę, więc przydadzą się korepetycje, studia to kolejny wydatek. W dodatku mam problemy ze zdrowiem, a leczenie kosztuje...

Przekonałam się, że gdy mamy nie ma obok, to i tak jest przy mnie. Nie tylko dlatego, że codziennie rozmawiamy przez telefon, jak minął nam dzień. Mamy jakby kontakt telepatyczny. Gdy tęsknię tak, że nie mogę wytrzymać, mama czuje dokładnie to samo. Zdarza się, że wtedy wsiadam w samolot i lecę do niej. Nie mieszka przecież na drugim końcu świata!

Nie zazdroszczę kolegom, którzy "mają rodziców". Nie potrafią tego docenić. Ciągle się z nimi kłócą o imprezy, strój, bałagan, obowiązki. Moja mama mi ufa, bo przez lata rozłąki pokazałam jej, że potrafię dać sobie radę. To dziwne, ale rzadko się sprzeczamy. A jeśli już, to - gdy jesteśmy razem - o głupstwa: obiad albo zakupy.

Rodzice kilku moich znajomych też wyjechali za granicę i często mają wyrzuty sumienia, że zostawili dzieci. Boją się, że będą miały do nich żal. Niepotrzebnie. Rozłąka może bardzo scementować ich relacje.

Rafał: Mama jest dobra i miła. Tylko że jej nie ma

14-letni Rafał z Lublina: - Moje życie jest właściwie do kitu. Mama najpierw wyjechała do pracy za granicę, potem rodzice się rozwiedli.

To była Grecja, akurat wtedy, gdy poszedł do szkoły. Pierwszy raz rodzice pojechali za pracą. Po dwóch miesiącach ojciec wrócił, mama została. - Nie było innego wyjścia, w Polsce żadne z nas nie miało pracy - mówi tata Rafała. - Potem żona przyjeżdżała do kraju coraz rzadziej.

Wtrąca się babcia: - Dopóki nie weszliśmy do Unii, przyjeżdżała co kilka miesięcy. Na przykład na komunię syna. Później przestała.

Ojciec: - Nie wiem, czy rozwód bardzo się odbił na Rafale, bo on jest zamknięty w sobie i wszystko przeżywa w środku.

Ojciec Rafała wychodzi do pracy o piątej rano, wraca wieczorem. Chłopak jest z babcią. Dzieli z nią pokój w parterowym, 50-letnim domku pod Lublinem. Lekcje odrabia przy kuchennym stole, nie ma komputera.

Babcia: - Gotuję mu obiad, piorę ubrania - jak matka. Gdy był malutki, przychodził do mnie spać. Ale babka to zło konieczne, gdy nie ma czegoś lepszego.

Rafał odwiedził mamę dwa razy. W tym roku, jeśli tata pozwoli, spędzi u niej część wakacji, może nawet miesiąc. Mama wypytuje go, co u niego i w szkole. - Jest dobra i miła - mówi chłopiec.

Ojciec ma inne zdanie: - Rafał wraca od niej rozbity. Z byle powodu się denerwuje. To trwa kilka tygodni.

Ostatni raz chłopiec rozmawiał z mamą dwa miesiące temu, w urodziny chłopca.

Teraz Rafał poprawia stopnie, bo jest zagrożony z kilku przedmiotów. Wierzy, że jakoś sobie poradzi.

Chciałby, żeby mama wróciła.

Sabina: Norwegia zmieniła mojego tatę

Sabina z Rzeszowa, 19 lat, tegoroczna maturzystka: - Tato wyjechał dwa lata temu. Namówił go przyjaciel, który sam dostał pracę w Norwegii. Wyjechał i... wszystko się poprawiło. Wcześniej ciągle musiał gdzieś jeździć - do Warszawy, Lublina, na cały tydzień. Wracał wieczorem w piątek albo w sobotę rano. Był zmęczony, odsypiał.

Mama też pracowała - nawet po 12 godzin dziennie - a wieczorami gotowała obiady. Teraz już nie musi pracować, jest zawsze w domu, sprząta, zawsze mamy obiad.

A z tatą rozmawiamy codziennie przez Skype'a, widzimy się przez kamerę. Co dwa miesiące przyjeżdża na dwa, trzy tygodnie. Jeździmy razem do babci na grilla, idziemy na spacer nad Wisłok, gramy w siatkówkę... W Norwegii zupełnie zmienił się jego stosunek do życia - tam wszyscy dużo czasu poświęcają rodzinie i on teraz też.

Pewnie, są minusy. W domu brakuje silnej ręki. Mam trójkę młodszego rodzeństwa: dwie siostry, 15-letnią Paulinę i 11-letnią Żanetę, i 16-letniego brata Mateusza. On np. dużo czasu spędza przy komputerze, nie chce się uczyć, ale gdy tato - nawet z daleka - z nim porozmawia, to problem znika na tydzień. Prośby mamy tak nie działają.

Ale plusów jest znacznie więcej. Wreszcie nas stać: na sylwestra byliśmy w Zakopanem, Paulina ma już na drugą w tym roku wycieczkę szkolną, Żaneta latem wyjedzie na kolonie, a ja mogłam się uczyć prywatnie dwóch języków obcych.

Najgorzej ma teraz mama - rzadko gdzieś wychodzi. Taty nie odwiedza, bo boi się latać, autokarem nie chce, bo to po podróż na dwa dni. A ludzie przecież po to się pobierają, żeby być razem.

¬ródło: http://wyborcza.pl/1,82709,5233159,Co_czuja_EUrosieroty_.html

_________________
Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 3 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Skocz do:  
cron
Twoja Podręczna Księgarnia

wielodzietni w biznesie

Nasza Islandia

Doula Gosia Borecka

Okno na dobrą stronę świata


wielodzietni.net na Facebooku

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group |
Ten serwis stosuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystanie.
» Akceptuję wykorzystywanie plików cookies w serwisie www.wielodzietni.net.