duża rodzina

duża rodzina

forum dla rodzin wielodzietnych i sympatyków
duża rodzina
Obecny czas: 15 Gru 2018, 06:45

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 5 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
PostWysłany: 25 Cze 2008, 16:40 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
reportaż z Dużego Formatu z GW.


Manowo, 12 km za Koszalinem. Przez wieś przebiega droga krajowa nr 11 na Poznań. Urząd gminy, kościół, sklep, tartak. Za tartakiem piaszczysta droga do osiedla nowych domków. Ten państwa S. ma białą elewację i czerwoną dachówkę. W oknie nad wejściem uśmiecha się pluszowy żółty księżyc.

Rodzina to: 34-letnia Elżbieta S., wykształcenie zawodowe, sprzedawca. Nie pracuje. Mąż Roman S. (37 l.) po szkole średniej - monter w koszalińskich wodociągach. Są małżeństwem od dziesięciu lat. Ich syn Oskar (8 l.) w tym roku miał komunię. - Wypieszczony jedynak - mówiła o nim rodzina.

W grudniu 2007 roku tuż przed Bożym Narodzeniem do domu państwa S. wprowadza się rodzeństwo: 12-letni Arek, 11-letni Adrian i 4,5-letnia Roksana. Szczęśliwi, bo w komplecie z domu dziecka trafili do rodziny zastępczej.

Kto tak kładzie dziecko?

Kwietniowe popołudnie. Szefowa Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Manowie Genowefa Pelikan przygotowuje grafik wizyt u rodzin.

Dzwoni telefon. - Na nowym osiedlu jest dziewczynka z podbitym okiem - mówi mężczyzna. Urywa. Po chwili zdenerwowany dodaje: - Trzeba ją ratować!

Genowefa Pelikan chodzi mocno wyprostowana, ma krótkie blond włosy, konkretny uścisk dłoni i stanowczy głos.

- Pojechałam z dwoma policjantami - opowiada. - Nie chcieli nas wpuścić. Zza drzwi słychać było jakieś szuranie. W końcu Elżbieta S. zgodziła się, że wejdziemy, ale tylko do holu. Dwaj chłopcy stali obok niej - na baczność. Przerażone oczy. Milczeli.

- No to już zobaczyli państwo dzieci. Do widzenia - rzuca i wypycha nas za drzwi.

- A gdzie jest dziewczynka? - spytałam.

- Śpi.

- Proszę pokazać - zażądałam. Na stole stały ciasteczka, na kuchennej półce eleganckie czekoladowe cukierki - takie w czerwonych papierkach. Pomyślałam, jak to możliwe przy tylu dzieciach?

Weszliśmy do pokoju obok salonu. Mała po uszy była nakryta kołdrą, bez ruchu leżała na boku. Nachyliłam się delikatnie, miała otwarte oczy, patrzyła w ścianę. Odchyliłam kołdrę. Była w dżinsach, bluzie. Kto tak kładzie dziecko ?

Od 30 lat pracuję w opiece społecznej, ale to, co zobaczyłam.... Siniaki. Wszędzie. Nawet na głowie. Przebijały spomiędzy włosów. Jedno ucho granatowe. Spuchnięte usta - od środka zaschnięta krew.

- Może się jakoś dogadamy - rzuciła zastępcza mama.

Policjanci wezwali karetkę pogotowia.

O cudze dbaj bardziej niż o własne

Maj. Dom państwa S. stoi pusty. Na rowerze podjeżdża dziadek Romana S. Sprawdza, czy nikt nie powybijał okien.

- Dzień dobry - kłania mu się sąsiadka, która wyszła z dzieckiem na spacer.

- A mówiłem im, jak bierzesz cudze, to musisz bardziej dbać niż o własne - macha ręką dziadek. Płacze.

Dom z żółtym księżycem stoi na dawnej roli dziadka Romana.

W Manowie mieszka też Alicja Nowak, chrzestna Romana: - Matka pomagała im się wybudować, pieniądze z Niemiec słała - opowiada. - Romek taki grzeczny był, zawsze "ciociu, ciociu". A teraz kryminalni po domu chodzą...

Po chwili wzdycha: - Moja córka poszła wieczorem do Romka. Na drugi dzień siedzimy przy śniadaniu, a ona mówi, że ta mała dziewczynka jest bita. Mąż nic nie powiedział, potem z pracy zadzwonił do opieki społecznej.

Szczypaliśmy w okolice łona

Roksana została przewieziona do szpitala w Koszalinie. Pani Kasia z opieki społecznej przez całą drogę trzymała ją na rękach: - Mała chciała wiedzieć, jak mają na imię kierowca i sanitariusz, mówiła do nich "wujku". - Spytałam, czy coś jadła. Powiedziała, że płatki z mlekiem, ale nie mogła ich pogryźć, bo bolały ją usta. Nagle zaczęła opowiadać, że czasami w nocy leciały jej gile, było zimno, spała na betonie. "Bo ja czasami jestem niegrzeczna - wyjaśniła. - Wtedy ciocia i wujek robią mi samolot, ciągną za cipkę i dają pasy". Od częstego bicia w podbrzusze dziewczynka dostała martwicy tkanek. Konieczny był przeszczep.

Z przesłuchania Elżbiety i Romana S.: "Szczypaliśmy Roksanę w okolicy łona, chcieliśmy oduczyć ją sikania, niszczyła pościel, ubrania. Biliśmy, bo się nie słuchała, zabierała chłopcom zabawki. Do jedzenia dawaliśmy chleb z pieprzem albo solą, czasami kawałek kiełbasy. Picia nie, żeby nie siusiała".

Prokurator Grzegorz Klimowicz: - Roman S. zeznał, że najpierw karała tylko jego żona. Potem on się przyłączył. Trzymał dziewczynkę, a żona biła. Potem ona trzymała, a on bił. Mówią o tym ze szczegółami, spokojnie, niczemu nie zaprzeczają.

Z przesłuchania braci Roksany: Szczapy drewna były do palenia w kominku i do karania. Musieliśmy klęczeć na nich przez kilka godzin. Adrian dostał 15 pasów za jedynkę, a Arek, bo jak w czasie ferii bawił się w ogrodzie, to śnieg wpadł mu do buzi. Nas bili mniej niż Roksanę. Ciocia i wujek brzydko do nas mówili. Czasami też nie dostawaliśmy jedzenia. Oskar - ich syn - miał fajnie. Miał swój pokój i komputer.

Z rozmowy chłopców z panią pedagog: Najpierw było wesoło. Siedzieliśmy wszyscy przy choince. Wujek Romek żartował. Śmialiśmy się.

Szkolili tylko kobietę

Żeby zostać rodzicem zastępczym, trzeba przejść specjalne szkolenie. W czerwcu ubiegłego roku taki kurs w Ośrodku Adopcyjno-Opiekuńczym Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Koszalinie ukończyła Elżbieta S. Tylko ona. A powinien to zrobić także jej mąż.

- Powiedział, że przyjdzie później, teraz nie ma czasu, kończy budowę domu - przypomina sobie Ewa Chęłkowska, pedagog z ośrodka TPD. - No to czekaliśmy.

Przed szkoleniem Elżbieta S. na karcie zgłoszenia wypisała swoje dane. W rubryce dotyczącej konfliktów z prawem wpisała "niekarana". To nie była prawda. Jednak ośrodek tych informacji nie weryfikuje.

- Taki wyrok dyskwalifikuje - przyznaje szefowa ośrodka TPD Aleksandra Lachowicz. - W przypadku kandydatów na rodziców adopcyjnych mamy wgląd do Krajowego Rejestru Karnego, możemy sprawdzić, jakie wykroczenia popełniali. W przypadku kandydatów na rodziców zastępczych nie możemy jednak zweryfikować ich oświadczeń.

Ośrodki adopcyjne mogą tylko prosić kandydata, by sam z Rejestru dostarczył zaświadczenie, bo ustawa o opiece społecznej nie stawia warunku, by rodzic zastępczy był niekarany. Nie powinien natomiast być pozbawiony władzy rodzicielskiej wobec własnych dzieci lub mieć ją ograniczoną.

Jak być dobrym opiekunem, Elżbieta S. szkolona była przez 55 godzin. Przez siedem godzin jej predyspozycje i skłonności badał psycholog. Określił ją jako osobę "dojrzałą i zrównoważoną, która posiada umiejętności dobrego komunikowania się".

- To była zwykła, przeciętna osoba - tak o Elżbiecie S. mówi Magdalena Jurek, psycholog, która wystawiła taką opinię. - Jedni, którzy chcą brać dzieci, strasznie się egzaltują, inni rezygnują. Ona była bardzo rzeczowa. Wiedziała, jakie może mieć problemy z dziećmi, twierdziła, że jej mama też prowadzi rodzinę zastępczą. Opowiadała: "Mój syn Oskar nie może się doczekać nowych towarzyszy zabaw".

Wizyty były dwie

Z zaświadczeniem o ukończonym kursie Elżbieta S. jeszcze w czerwcu 2007 r. zapukała do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Koszalinie.

- Od razu chciała dostać trójkę dzieci, była bardzo niecierpliwa, bez przerwy wydzwaniała, to mnie zaniepokoiło - mówi Mirosława Zielony z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Koszalinie. - Mówiłam: "Przecież macie niewykończony dom". Zresztą nowym daje się tylko jedno dziecko - na próbę.

Więc Elżbieta i Roman S. szukali w Gdyni. Chcieli zabrać trójkę rodzeństwa molestowanego. Podanie zostało odrzucone. Powody były dwa: małżeństwo nie miało doświadczenia, szkolenie na rodziców zastępczych przeszła tylko Elżbieta S.

Jesienią państwo S. nawiązują kontakt z Domem Dziecka w Pawłówce koło Olsztyna. Jadą osiem godzin, 450 km. To tu mieszkali Roksana i jej bracia.

Mirosława Zielony z PCPR w Koszalinie: - Zrobili to za naszymi plecami. Rodzin zastępczych jest mało, a dzieci dużo, więc nikt poza swoim rejonem nie szuka.

Roksana i jej bracia w Domu Dziecka w Pawłówce byli od pięciu miesięcy. Ich naturalni rodzice zostali pozbawieni praw rodzicielskich przez sąd. Alkohol, depresja, leki. Z pozostałego rodzeństwa dwoje zmarło po porodzie, a najstarszy brat został zamordowany w bójce o telefon komórkowy.

- Pani Ela i pan Romek pierwszy raz przyjechali do nas w listopadzie - przypomina sobie Jolanta Łączkowska, pedagog z Domu Dziecka w Pawłówce. - Roksi nie mogła się doczekać. "Kiedy będziemy mieć tę rodzinę?" - dopytywała.

Przyszli rodzice zastępczy zrobili w Pawłówce dobre wrażenie. Przyjechali lśniącym zielonym vanem. On robił filmiki kamerą cyfrową. Ona szczupła, wysoka, włosy blond do ramion. Szczebiotała: "Jakie wy chudzieńkie jesteście, u mnie przytyjecie!".

Kiedy weszli do pokoju rodzeństwa, usiedli na łóżku, on otworzył ekran kamery. Uśmiechnięty chłopiec macha ręką. "To jest nasz syn Oskar - objaśniał Roman S. Nie może się was doczekać". Potem dzieci zobaczyły nowy dom państwa S. - pokój po pokoju. "Ten będzie Adriana, ten Arka, a ten Roksany. Jak przyjedziecie, to będziemy je razem urządzać" - mówiła Elżbieta S.

Takie wizyty były dwie. Po nich Dom Dziecka w Pawłówce wydał opinię, że relacje między S. a dziećmi są prawidłowe.

- Myśli pani, że mnie nie wkurza, że niczego nie zauważyliśmy! - denerwuje się Waldemar Pstrzoch, dyrektor domu dziecka. - Gdy dzieci były już u nich, chłopców na ministrantów zapisali, komże im kupili.

Pomiędzy wizytami w Pawłówce pani Ela i pan Roman dzwonili do rodzeństwa. Przed świętami wysłali do domu dziecka trzy widokówki z rynkiem Koszalina. Dla każdego z rodzeństwa po jednej. Na odwrocie napis: "Czekamy".

Sąd nie czekał na opinię policji

Pani Ela i pan Roman pierwszy raz spotkali się z rodzeństwem w domu dziecka 12 listopada ubiegłego roku. Wtedy też złożyli do Sądu Rejonowego w Kętrzynie (ze względu na adres zamieszkania dzieci) wniosek, że chcą być rodziną zastępczą. Drugi raz odwiedzili rodzeństwo 12 grudnia. Nazajutrz odbyło się już posiedzenie sądu, który rozpatrywał, czy dzieci mogą u nich zamieszkać. Postanowienie brzmiało: mogą. I małżeństwo S. zostało rodziną zastępczą na okres tymczasowy, na próbę.

A nie powinno nawet na moment, bo Roman S. nie miał kursu.

Orzekający w tej sprawie sędzia Grzegorz Olejarczyk w rozmowie z "Gazetą" przyznał, że ten fakt najpierw przeoczył.

Zanim zapadła decyzja, że dzieci pojadą do państwa S., sąd wystąpił do koszalińskiej policji o przygotowanie informacji na ich temat. Ale dzieci przyznał, nie czekając na odpowiedź. Sędzia Grzegorz Olejarczyk tak tłumaczy pośpiech: - To było tuż przed Bożym Narodzeniem. Wychowawcom, tym rodzicom, mi - wszystkim zależało, by dzieci nie musiały spędzać świąt w domu dziecka. Dla mnie najważniejszy był dokument, że ta pani przeszła szkolenie, i opinia psychologa, że jest w stanie podołać nowej roli.

Mnie interesuje tylko to, co jest teraz

Policyjna notatka o Elżbiecie S. i jej mężu ma dwie części. Pierwsza to informacje zebrane w wywiadzie środowiskowym. Druga to przegląd prokuratorskich i policyjnych akt dotyczących państwa S.

Część pierwsza.

Elżbieta i Roman S. przestrzegają norm, nie mają kontaktów ze światem przestępczym, nie nadużywają alkoholu.

Część druga.

Elżbieta S. w marcu ubiegłego roku na rok straciła prawo jazdy za alkohol. Jej mąż prawo jazdy z tego samego powodu miał zabierane czterokrotnie - ostatnio pięć lat temu. W 1997 r. został oskarżony o pobicie, tzw. uszkodzenie ciała w stopniu lekkim.

Sędzia Grzegorz Olejarczyk: - Dla mnie najważniejsze było to, co jest obecnie, a nie to, co było kiedyś. Z wywiadu środowiskowego przeprowadzonego przez policję wynikało, że małżeństwo sprawuje się odpowiednio.

Wstrząsające policyjne ustalenia o przeszłości małżeństwa S. nadeszły dzień po przyznaniu dzieci. Sąd mógł zmienić zdanie - nie zrobił tego.

20 grudnia rodzeństwo zamieszkało w Manowie. Od stycznia skarb państwa zaczął płacił na nie co miesiąc 2,8 tys. zł. To było dla państwa S. dużo. Roman S., jedyny żywiciel rodziny, zarabiał w wodociągach 1,5 tys. zł. Jego pensję pożerały raty kredytów na budowę domu. Na spłatę pożyczek szło co miesiąc 1,3 tys. zł.

Kurator nie sprawdził rodziny

O przeprowadzenie wywiadu środowiskowego kętrzyński sąd poprosił także kuratora sądowego z Koszalina. Prośba wpłynęła 3 grudnia. Na tę odpowiedź sąd też nie czekał.

Kurator pojechał do Manowa 14 grudnia, czyli dzień po tym, gdy zapadła decyzja o przyznaniu dzieci małżeństwu.

Pani kurator napisała: Mieszkają w nowym domu, który jest ich własnością. Dom ma 180 m kw., jest na wykończeniu. Dochody 2 tys. zł. Niekarani.

Wywiad środowiskowy powstał na podstawie rozmowy z Elżbietą S.

Dlaczego pani kurator nie spotkała się z sąsiadami, nie zweryfikowała informacji o dochodach, kredytach, wyrokach - nie wiadomo. Nie chciała na ten temat ze mną rozmawiać, odesłała do rzecznika prasowego sądu.

A mogła sprawdzić.

- Nowi z Koszalina, wprowadzili się tu w listopadzie - tyle o nich wiedzieli mieszkańcy wioski.

Odwiedziłam więc Rokosowo - dzielnicę Koszalina, gdzie do listopada mieszkali S.

- Myśleliśmy, że się stąd wynoszą, bo przed wódą uciekają - powiedział mi jeden z mężczyzn przed budką z piwem. - Jego ojciec pił i on też za kołnierz nie wylewał.

Opiekunka zajrzała tylko raz

Rodziny zastępcze, które mieszkają w gminach na terenie powiatu koszalińskiego, kontroluje powiatowe centrum pomocy rodzinie. To samo, którego urzędnicy uważali wcześniej, że państwo S. są podejrzanie nachalni i dzieci na wychowanie dostać nie powinni.

Pismo z sądu kętrzyńskiego, że do Manowa właśnie przyjechała trójka rodzeństwa z domu dziecka, PCPR dostał w Wigilię. 31stycznia opiekunka społeczna tego centrum pojechała sprawdzić, jak dzieci się zaaklimatyzowały. Odnotowała: ładnie ubrane. Do opiekunów mówią: mamusiu, tatusiu. Chłopcy bawili się przy komputerze. Roksana siedziała u Elżbiety S. na kolanach. Tylko gdy opiekunka chciała wyjść z domu, dziewczynka uczepiła się jej nogi jak małpka.

Mirosława Zielony, szefowa PCPR: - Skoro nie było niepokojących sygnałów, trudno było zabierać dzieci. Nawet jeżeli wcześniej mieliśmy obawy. Im mniej zmian w ich życiu, tym lepiej.

Od tej pory nikt z powiatowego centrum nie zaglądał na osiedle nowych domków w Manowie. Urzędnicy uznali, że nie ma potrzeby. Utrzymywali z S. kontakty telefoniczne, bo pani Elżbieta zaczęła się domagać wypłaty pieniędzy na dzieci także za kilka ostatnich dni grudnia.

Jedna z osób od lat prowadzących rodzinę zastępczą: - Ci z opieki przyjeżdżają raz na pół roku. Częściej nie, bo nie mają samochodów.

Sąsiadka państwa S.: - Jak już opieka ich skontrolowała, to chyba wtedy sobie pofolgowali. On częściej kupował piwa. Coraz rzadziej było widać dziewczynkę.

Zaraz dodaje: - Nie chodziła ani do szkoły, ani do przedszkola. Było zimno. To i po co miała wychodzić.

Jest fajnie. Razem robimy kanapki

Losem rodzeństwa do połowy marca interesowała się pedagog z Domu Dziecka w Pawłówce, bo do tego czasu małżeństwo S. miało okres próby, a ona była opiekunem prawnym dzieci. Gdy Elżbieta i Roman S. zostali rodziną zastępczą na stałe, kontrola wygasła.

- Ciocia Ela czesze mi włosy, mam dużo spinek i kolorowych gumek - opowiadała uradowana Roksana przez telefon. - Jest fajnie. Razem robimy kanapki.

- To było na początku pobytu, w styczniu - przypomina sobie Jolanta Łączkowska, pedagog z Pawłówki. - Teraz widzę, że były klocki, które nie pasowały do tej układanki.

Na przykład: gdy pedagog z domu dziecka dzwoniła do Manowa, to chłopcy albo byli u kolegi, albo w kościele. Nigdy nie udało jej się z nimi porozmawiać. Powinna nalegać na rozmowę.

- Nie robiłam z tego problemu, moim zadaniem było, by dzieci jak najszybciej nawiązały dobry kontakt z nową rodziną, a nie utrzymywały więzi z domem dziecka - mówi Jolanta Łączkowska. - Wtedy nie wiedziałam, że chłopcy celowo nie byli dopuszczani do telefonu.

Pani Ela pytana o problemy mówiła tylko o finansowych. Skarżyła się na PCPR, że nie chcą oddać pieniędzy za książki dla dzieci, że potrzebne są nowe meble.

Zbyli psychologów

Państwo S., ich syn Oskar i trójka rodzeństwa powinni być pod opieką ośrodka opiekuńczo--adopcyjnego. Tego, który szkolił panią Elżbietę. Program opieki przewiduje indywidualne rozmowy rodziców i dzieci z psychologiem. Takiej współpracy nie było. Państwo S. nie odpowiadali na wezwania, nie odbierali telefonów. Po otrzymaniu papierka o szkoleniu zerwali kontakty.

- Co mieliśmy zrobić? - rozkłada ręce Ewa Chęłkowska, pedagog z ośrodka.

A przecież pracownicy ośrodka mogli poprosić o pomoc PCPR, sąd, dom dziecka czy policję.

Sąd przyznaje dzieci po raz drugi

W połowie marca w sprawie rodziny zastępczej z Manowa sąd zebrał się po raz drugi. Wtedy miał już komplet dokumentów, o które wcześniej wnioskował - policyjną notatkę o łamaniu paragrafów przez państwa S. i laurkę wystawioną w grudniu rodzinie przez kuratora sądowego z Koszalina. Jednak sąd podtrzymał swą opinię. Rodzeństwo trafiło do S. na stałe. Była tylko drobna korekta: rodziną zastępczą została tylko Elżbieta S.

Ta decyzja też jest niezgodna z przepisami. Gdy dzieci bierze pod swój dach małżeństwo, oboje muszą być rodziną zastępczą, a by tak się stało, oboje muszą mieć kurs.

Sędzia Grzegorz Olejarczyk: - O tym, że dzieci trafiły do dobrej rodziny, ostatecznie przekonała mnie nadesłana opinia koszalińskiego PCPR. Byli na miejscu, widzieli, jak zachowuje się rodzeństwo, byli zachwyceni.

Jeszcze troje, proszę

Adrian i Arek pytani przez pedagog z Domu Dziecka w Pawłówce, dlaczego nikomu nie powiedzieli, co się dzieje z ich siostrą, odpowiedzieli: - Baliśmy się, że znów trafimy do domu dziecka. Tak przynajmniej mieliśmy rodzinę.

1 maja Roksana wyszła ze szpitala. Już jest po przeszczepie. Cała trójka przebywa w pogotowiu rodzinnym.

- Szukamy dla nich rodziny adopcyjnej - mówi Mirosława Zielony, dyrektor PCPR w Koszalinie. - One muszą mieć adres na stałe.

- Pamiętam, jak Romek kręcił się wokół swojego domu trochę podchmielony - mówi znajoma rodziny S. - Wtedy miał już te dzieci. Powtarzał: "Jeszcze trochę i się ustawimy".

Gdy trafili do aresztu, ona miała 1,4 promila alkoholu, on - 2,4.

Mają zarzut znęcania się nad dziećmi ze szczególnym okrucieństwem. Grozi im dziesięć lat więzienia.

A w PCPR leży podanie od małżeństwa S., że chcą być rodziną zastępczą dla kolejnej trójki. 1 kwietnia, siedem dni przed aresztowaniem, złożyła je Elżbieta S. Pomięta kartka papieru w kratkę. "Jesteśmy w stanie pomóc i zaopiekować się jeszcze innym dziecią" - napisała.

¬ródło: Duży Format

http://wyborcza.pl/1,75480,5337401,Troj ... rosze.html

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Ostatnio edytowany przez Haniutka, 25 Cze 2008, 16:42, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu:
PostWysłany: 25 Cze 2008, 19:22 
Offline
Generalissimus domownikuss

Dołączenie: 23 Cze 2007, 13:39
Posty: 1945
Czytałam to już w gazecie. Poryczałam się, jak czytałam o tej małej dziewczynce. Mam nadzieję, że znajdzie kochająca rodzinę. Boże, skąd się biorą tacy ludzie?


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu:
PostWysłany: 25 Cze 2008, 19:25 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 14 Kwi 2008, 22:39
Posty: 2729
Szkoda słów.....

_________________
szczęśliwa mama szóstki


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu:
PostWysłany: 13 Paź 2008, 16:54 
Offline
domownik
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Wrz 2008, 14:52
Posty: 240
Dopiero teraz to przeczytałam i chora jestem :-( :-( :-(


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
 Temat postu:
PostWysłany: 14 Paź 2008, 12:10 
Offline
domownik zasiedziały
Awatar użytkownika

Dołączenie: 24 Sie 2007, 09:26
Posty: 635
Miejscowość: Kraków
Straszne - jak ośrodki tak niefrasobliwie powierzaja dzieci jakims potworom :-(


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 5 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Skocz do:  
cron
Twoja Podręczna Księgarnia

wielodzietni w biznesie

Nasza Islandia

Doula Gosia Borecka

Okno na dobrą stronę świata


wielodzietni.net na Facebooku

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group |
Ten serwis stosuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystanie.
» Akceptuję wykorzystywanie plików cookies w serwisie www.wielodzietni.net.