duża rodzina

duża rodzina

forum dla rodzin wielodzietnych i sympatyków
duża rodzina
Obecny czas: 17 Paź 2018, 15:59

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 53 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: adopcja ze wskazaniem
PostWysłany: 28 Lut 2008, 15:56 
Offline
zorga domowa
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Cze 2007, 14:57
Posty: 6661
Miejscowość: Wrocław
"zabić dziecko można, ale oddać komuś to grzech"
http://www.gazetawyborcza.pl/1,75480,4955463.html

Plusy i minusy, bardzo uczciwy artykuł
Cytuj:
Aaaaaa. Oddam dziecko
Izabella Adamczewska 2008-02-26, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 19:55:52.0

- Zabić dziecko można, ale oddać komuś to grzech?

Halina ma 40 lat i urodzi dziecko dla Joanny.

Zanim usiądzie, głaszcze się po brzuchu. To siódmy miesiąc: - Przy USG wyszło, że mała ma wadę serca. Coś z komorami. Całą noc przepłakałam. Na szczęście okazało się, że lekarka źle zrobiła badanie. Pewnie wszyscy myślą, że jak rodzisz nie dla siebie, to już o dziecko się nie troszczysz.

Halina jest korpulentna. W szarym, dużym swetrze, nieforemnej spódnicy za kolana. Joanna zrobiła na niej świetne wrażenie: szczupła blondynka, dowcipna, serdeczna. (- Widać, że mądra i uczona). Mają z mężem dobrą pracę, stać ich na dziecko. W Holandii będzie miało świetne perspektywy. I nie będzie Haliny korcić, żeby odwiedzać córkę.

O adopcji ze wskazaniem dowiedziała się z ogłoszenia w internecie. "Może znasz kobietę, która jest w ciąży i myśli o oddaniu dziecka? Powiedz jej o naszej grupie. Oddałyśmy dzieci do adopcji. Znalazłyśmy im rodziny, wiemy, że są kochane i szczęśliwe. Pomagamy sobie i wspieramy się nawzajem. Oddajemy nasze dzieci w poszanowaniu uczuć i ludzkiej godności, zgodnie z prawem, do adopcji ze wskazaniem. Jeśli nosisz się z zamiarem oddania dziecka i potrzebujesz wsparcia, skontaktuj się z nami - my już przez to przeszłyśmy".

W tej grupie wsparcia jest prawie 200 kobiet.

Halina: Mam to jabłko na dwa podzielić?

Po raz pierwszy zobaczyły się w kawiarni. Joanna pytała, jakie Halina ma wykształcenie. Kim jest ojciec dziecka, czy nie nadużywa alkoholu. I jak wygląda pierwsza córka. Wtedy trzeba było pokazać zdjęcie. Halina nie zdążyła o nic zapytać, bo mała akurat zaczęła rozrabiać. - Joanna położyła mi dłoń na brzuchu i w ryk. No to ja też się popłakałam - opowiada.

Godzinę przed spotkaniem Halina się zawahała. - Rozryczałam się w domu i mówię: w dupie, niech się dzieje, co chce. Ja nie oddam! Kim będę? Wyrodną matką? W głodzie, chłodzie, ale powinnam wychować. Bo to straszny wstyd. W piekle się będę smażyć. Nawet nie wiem, czy księdzu powiedzieć, bo mi rozgrzeszenia nie da. Mój Boże, żeby tych pieniędzy było więcej, żeby mieszkanie na większe wreszcie zamienili - Halina spuszcza głowę. - Oj, ciężko będzie z tym żyć.

Halina wie, jak to jest nie móc mieć dzieci - z byłym mężem 11 lat się starali, nim się udało. Hania ma już dziewięć lat.

Halina pociesza się: - To dziecko będzie darem dla kobiety, która bardzo go chce.

W drugą ciążę zaszła po rozwodzie. Z nowym partnerem, który płaci już alimenty na dwóch synów. Ochroniarz w supermarkecie, kokosów nie zarabia. Powiedział: - Idź na skrobankę.

- Jakby piorun we mnie strzelił. Spakowałam mu manatki i za drzwi. Usiadłam na spokojnie na kanapie. I myślę: Matko Boska, co teraz? Ja na szwalni 200 złotych tygodniówki dostaję, rodzinne to 64 złote. Komunia Hani się zbliża. A co dzień ledwo starcza na jabłko i banana. To co, mam to jabłko na dwa podzielić?

Karolina: Nie jestem inkubatorem

Karolina, szczupła blondynka po czterdziestce, ostre rysy. Opanowana, rzeczowa. W torebce ciągle dzwoni telefon.

Na pytanie, ile ma dzieci, Karolina odpowiada: - Sześcioro.

Ale z tym oddanym czy bez niego?

- Bez niego - czerwieni się.

Po raz ostatni w ciążę zaszła pięć lat temu. Mąż zachorował, przestał mieć prace zlecone.

- Jako księgowa źle nie zarabiałam, ale dzieci to nie tylko jedzenie. Trzeba angielski opłacić, dać na łyżwy, na kino. Dla trójki mniejszych kupić zabawki, dać na przedszkole. Mąż powiedział tylko: - Ty decydujesz. W czwartym miesiącu ciąży poszłam do ośrodka adopcyjnego. Kiedy dotarło do mnie, że nie będę wiedziała, gdzie jest moje dziecko, postanowiłam: w ciemno nie oddam. Nie jestem inkubatorem.

W sądzie rodzinnym usłyszała o adopcjach ze wskazaniem.

Na forum adopcyjnym w internecie znalazła kobietę, która czekała na dziecko z ośrodka adopcyjnego. Karolina zrzekła się na jej rzecz praw do córki. - Po cesarskim cięciu ledwo zwlokłam się z łóżka i poszłam karmić. Kiedy ją zobaczyłam, pomyślałam: chyba wezmę ją ze sobą - ścisza głos. - Wyglądała jak moje wszystkie córeczki.

Cisza.

- Wie pani, jeszcze teraz trudno o tym mówić. Niewiele pamiętam - mówi. - Korciło mnie, żeby dzwonić, chodzić w odwiedziny. Najchętniej bym przez okno podglądała. Dwa razy zaprosili mnie do siebie. Jak wychodziłam, wyściskałyśmy się. Płakałam.

W liście do oddanej córki Karolina napisała, jak było trudno. Że mąż miał porażenie nerwu, że zachorowała. Trzy razy wysłała kartkę na święta. Teraz spotykać się już nie chce. - Wyrzuciłam ją z głowy. Mieszkają niedaleko, kiedyś nawet zobaczyłam ją na ulicy. Szybko przeszłam na drugą stronę. Ale to nie znaczy, że nie myślę. Najgorzej jest w święta, urodziny i imieniny. Cały czas pamiętam. Cały czas. Ale jak z dziewczynami z grupy wsparcia porozmawiam, to wiem, że zrobiłam najlepiej, jak mogłam.

- Dlaczego?

- Dzieci mają wymagania. Bez pomocy rodziny jest bardzo ciężko. Trójka dzieci jeszcze jest mała. Teraz syn z Anglii przyjechał, był u nas z żoną na obiedzie. Miło było, ale cieszyłam się, kiedy wyszli. Czuję się wypalona. Wie pani, chyba wstydziłabym się, gdyby ktoś z pracy się o tym dowiedział, sąsiedzi. Ale nie, chyba się nie wstydzę. Nie zabiłam, nie oddałam byle komu.

Karolina: Adopcja ze wskazaniem jest legalna

Karolina to liderka. Na rzecz adopcji ze wskazaniem działa od pięciu lat. Wieczorami, kiedy młodsze dzieci już śpią, siada przed komputerem. Robi mocną kawę i przeszukuje fora internetowe. Dzisiaj znalazła takie listy:

"Jestem w ciąży i szukam wspaniałych ludzi, którzy zostaną Rodzicami mojego maleństwa. Proszę - odezwijcie się".

"Jestem już prawie w ósmym miesiącu. To drugie dziecko. Pierwsze wychowuję sama, bo z jego ojcem rozstaliśmy się, jak mały miał dziewięć miesięcy. Mieszkam u rodziców, pracuję, ale jest ciężko. Nie wiem, co robić. Nie śpię po nocach, bo wiem, że nie dam rady wychować drugiego dziecka. Ostatnio zaczęłam myśleć o oddaniu dziecka do adopcji. Boję się, że nie dam sobie rady psychicznie z tym wszystkim. Czy ktoś może mi pomóc?".

Karolina podaje swój adres e-mailowy i telefon.

Na forach internetowych codziennie namawia kobiety do adopcji ze wskazaniem. Kojarzy mamy biologiczne z adopcyjnymi. Jeździ na spotkania. Odbiera po nocach telefony od płaczących kobiet. A latem organizuje zjazdy u siebie, nad morzem. Przyjeżdżają na dwa, trzy dni, opowiadają o oddanych dzieciach, pokazują zdjęcia.

Ulotki o adopcji ze wskazaniem Karolina zostawia w przychodniach i szpitalach. Kładzie na parapetach w ośrodkach rodzinnych. Wysyła mamom biologicznym, żeby podrzucały u ginekologa.

Tylko raz zadzwonili z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, że wyrzucą do śmieci.

Karolina: - Mąż mówi na mnie "rewolucjonistka". Adopcja ze wskazaniem jest legalna. Znam kobietę, która oddała dziecko anonimowo i skończyła w szpitalu psychiatrycznym. Zaglądała do każdego wózka na ulicy.

Karolina: Ktoś inny też to przeżył

Na Gadu-Gadu Karolina ma więcej kontaktów niż jej dzieci. 160 kobiet z całej Polski. Mamy biologiczne i adopcyjne - w różnym wieku, z różnym wykształceniem. - To dziewczyny głównie po trzydziestce, ale pomagałam też 15- i 16-latkom, dla których rodziny adopcyjnej szukali rodzice. Oddają dzieci z braku pieniędzy, ale nie tylko. Zgłosiła się kobieta, którą stać było na dziecko, ale tak nienawidziła jego ojca, że postanowiła oddać niemowlę - mówi Karolina.

W grupie wsparcia jest Joasia, studentka. Rzucił ją chłopak, a test ciążowy pokazał czerwoną kreskę. Okłamała rodzinę, że wyjeżdża do Anglii do pracy. Na pół roku zamieszkała u rodziców adopcyjnych, urodziła i wróciła do swojego miasta.

Jest też Agnieszka, 35-latka. Po rozwodzie poznała przystojnego mężczyznę, zakochała się, zaszła w ciążę. Nie chciał dzieci, więc urodziła synka i oddała.

Takich historii Karolina zna mnóstwo: - Jak telefon dzwoni w nocy, to wiem, że jest źle. Najgorszy jest pierwszy miesiąc po wyjściu ze szpitala.

Niektóre mamy wypłaczą się po porodzie, zadzwonią do Karoliny kilka razy z życzeniami na święta, a potem znikają. Inne piszą cały czas - i tworzą grupę wsparcia. Rozmawiają, pośredniczą w kolejnych adopcjach, radzą. - Wtedy wiemy, że nie jesteśmy same. Bardzo ważna jest świadomość, że ktoś inny też to przeżył. Że nie jest się najgorszą. Bo dla matki to straszne oddać dziecko - mówi Karolina.

Wsparcie psychiczne nie wystarcza. Dlatego Karolina chce założyć stowarzyszenie albo fundację. Zatrudnić psychologa, który pomoże matkom. I jeszcze chce wspomóc finansowo kobiety w ciąży. Opłacić zaprzyjaźnioną panią adwokat, która współpracuje z Karoliną w sprawach adopcji ze wskazaniem. Dopiero co zrobiła aplikację, znalazła niszę na rynku i wyspecjalizowała się w rozprawach o przysposobienie dziecka ze wskazaniem.

Adwokat nie chce jednak rozmawiać ani tym bardziej podać imienia i nazwiska. Boi się opinii środowiska.

Karolina tłumaczy, że adwokat w sądzie konieczny nie jest, ale pomaga.

"Rozmawiałam z panią adwokat przed rozprawą. Poprosiła, żebym starała się powstrzymywać łzy, bo to może skłonić sąd do wstrzymania sprawy. Więc trzymałam się dzielnie. Popłakał się tatuś adopcyjny, gdy mój mąż odpowiedział sądowi, że zgadza się z każdym moim słowem i moją decyzją" - pisze na forum internetowym jedna z mam, Monika.

Monika: W Dekalogu nie ma przykazania "Nie oddawaj"

Monika jest w grupie wsparcia od dwóch lat. Odpowiada na e-maile dziewczyn, które chcą oddać dziecko. Radzi. Również w sprawach związanych z kodeksem pracy, bo się na tym zna. - Chcę, żeby wszystkie kobiety przechodziły to tak szybko i komfortowo jak ja - mówi.

Monika sprawia wrażenie, jakby oddanie dziecka spłynęło po niej jak woda po kaczce. Od trzech lat jest asystentką prezesa firmy. Wyszła za mąż zaraz po maturze. Za robotnika - bo zaszła z nim w ciążę. Dwa razy zaczynała studia - raz zootechnikę, bo to jej pasja. Drugi raz marketing, żeby awansować. Nawet pierwszego roku nie skończyła. Ma 32 lata, a urodziła już pięcioro dzieci. Mieszka w jednym pokoju z kuchnią. - Brat siedzi w Anglii i każde wakacje spędza za granicą. W Hiszpanii był, na Teneryfie. A my? Nigdy nie wyjechaliśmy z Polski!

Monika przygotowała się do rozmowy. Ma wyuczone odpowiedzi. - Ja niezaradna? To system jest winien. Za granicą jak królowa bym żyła, tam wielodzietne rodziny są jak pączki w maśle. A tu jak na mnie patrzą? Jak na patologię!

Albo: - Ja nieodpowiedzialna? A dlaczego? Przecież nie robiliśmy tego jak króliki. Musiałam odstawić tabletki antykoncepcyjne, bo kręciło mi się w głowie. Czułam się ociężała, do niczego.

Dlaczego oddała piąte dziecko? - Bałam się stracić pracę. I chciałabym się stąd wyrwać. Przestać tak wegetować.

Niewygodne pytania denerwują Monikę. Na jej twarzy pojawiają się czerwone plamy. Zaciska pięści, kręci się na krześle i wychodzi z roli. Ale szybko znajduje odpowiedź. - Dałam temu dziecku życie, mogłam dać mu i drugie, lepsze. W Dekalogu nie ma przykazania "Nie oddawaj".

W drugim miesiącu ciąży usiadła przed komputerem. Na forum internetowym napisała: "Jestem w ciąży. Mam już czwórkę dzieci, nie stać mnie na piąte. Co robić?".

Odpisała Karolina. Zaczęły do siebie dzwonić. - Przestrzegała: dobrze się zastanów, będzie strasznie ciężko, nie zapomnisz nigdy. Mówiła, że może zmienię jeszcze decyzję. Zastanawiałam się cztery miesiące. Nie zmieniłam.

Osiem tygodni po porodzie poszła do pracy. Ale dwa miesiące później podwiązała sobie jajniki. To druga przemyślana decyzja w jej życiu.

Monika: Po co się zadręczać?

Na forach internetowych Monika chętnie pisze, jak rodziła piąte dziecko. Że wyjechała do Wrocławia, bo tam mieszkają rodzice adopcyjni. Że bała się powiedzieć pielęgniarkom, że oddaje dziecko, i trzy dni karmiła piersią, żeby nikt się nie domyślił. - Brałam dziecko na ręce i tuliłam, żeby nie wyjść na wyrodną matkę. Ono chyba wyczuło, że chcę je oddać, bo bardzo płakało. Trzymałam je przy piersi i patrzyłam przez okno. Pamiętam każdy szczegół budynku, który stoi naprzeciwko szpitala. Balustrada balkonu była wygięta, 20 okien, nad drzwiami odpadał tynk. Na tej samej sali leżała kobieta, która miała wcześniaka. Dziecko było w inkubatorze. Kiedy wychodziła na karmienie, mogłam płakać. Nawet nie nazwałam tego dziecka w brzuchu swoim dzieckiem.

Internetowe zwierzenia Moniki wywołują skrajne reakcje: "Trzeba było się zabezpieczyć". "Co za wyrodna matka". "Myśl, kobieto".

Monikę doprowadza to do szału. - Kto im dał prawo do oceny? Ja złą matką? Ludzie uważają, że to zwierzęce, nieludzkie - podnosi głos. I znajduje kolejne wytłumaczenie: - Po prostu nie jestem egoistką. Wiem, że dziecku jest w tamtej rodzinie lepiej.

Otwiera się dopiero na trzecim spotkaniu. - Czasem nachodzą mnie takie myśli, że może niezbyt dobrze zrobiłam. Ale mówię do siebie: po co się zadręczać? Mam zwariować? Jak matka adopcyjna pierwszy raz zaproponowała, że prześle zdjęcia dziecka, najpierw odpowiedziałam, że nie chcę. Mąż mi zrobił awanturę, więc się zgodziłam. Oglądałam w pracy, bo wiedziałam, że przy ludziach będę musiała nad sobą panować. Serce mi waliło jak młotem. Każda taka sytuacja rozstraja mnie nerwowo. Dlatego nie chcę o tym myśleć.

Mąż: zarośnięty, szkliste oczy. W wyciągniętych spodniach od dresu i bluzie. Ucieka ze wzrokiem. Kluczykami do samochodu wyjmuje brud zza paznokci. - Co ze mnie za mężczyzna, skoro nie mogłem zapewnić dziecku życia u nas? Im dłużej to trwa, tym mi gorzej - spuszcza głowę.

Kiedy Monika rozmawia z mężem o dziecku, nigdy nie mówią o nim "syn". Zawsze - "to dziecko", "ten mały".

Monika: - Upija się, znika u kolegów. Spać po nocach nie może. Tłumaczyłam, że to nie jego wina. W końcu zapisałam go na terapię w Centrum Pomocy Rodzinie. Karolina nas zaprosiła do siebie, żeby mógł z jej mężem porozmawiać. Tak jak my rozmawiamy ze sobą w grupie wsparcia. Bo to naprawdę pomaga.

Sąd: Zgodnie z prawem

Barbara Chrostek z Sądu Okręgowego w Łodzi: - Adopcja ze wskazaniem jest jak najbardziej zgodna z prawem. Co więcej, w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym to podstawowa forma przysposobienia dziecka!

Mimo to ośrodki adopcyjne nie chcą po-

średniczyć w takim kojarzeniu rodzin. Bo z czym kojarzy się adopcja ze wskazaniem?

Z ogłoszeniem "Aaa dziecko oddam".

Z castingiem na dziecko: "Przyjmę, ale koniecznie dziewczynkę".

Z rodzeniem na zamówienie.

Z pieniędzmi.

Halina: Nie sprzedałabym

Kasia, mama adopcyjna, aż dostaje wypieków. - Czy bym dała pieniądze? Nigdy!

- Jak to? Nie zapłaciła pani tej kobiecie?

- Raz zapłacisz, nigdy nie będziesz pewna, czy nie wróci po więcej.

Halina (to ona za dwa miesiące urodzi dla Joanny): - Ludzie myślą, że oddajemy za pieniądze, bo większość z nas nie może wychować dzieci ze względów finansowych - mówi. Rozmawiamy w jej mieszkaniu. 18 metrów, jeden pokój. Grzyb na ścianie, sedes za ceratą przypiętą do futryny żabkami. Na pytanie o pieniądze odpowiada szczerze: - Powiedzieli, że jeśli będę chciała, to mi pomogą. Że będą płacić co miesiąc, bo pracuję na akord, a w ciąży się tyle nie zarobi. Ale ja tak nie potrafię. Czułabym się tak, jakbym to dziecko sprzedawała.

Splata dłonie, nerwowo sięga po papierosa (w pierwszej ciąży też paliła, ogranicza). - Poprosiłam tylko, żeby opłacili sprawy sądowe. I dali w łapę lekarzowi. No to znaleźli panią adwokat i do przychodni prywatnej mnie zapisali. A jak się dowiedzieli, że nie wykupiłam jeszcze leków, poszli ze mną do apteki. Witaminy też dostałam.

Monika: - Nikt mi nie zapłacił. Takie oskarżenia są podłe! Czasem tylko rodzice adopcyjni przysyłają na święta paczkę ze słodyczami albo drobne prezenty dla moich dzieci. Niedawno dostaliśmy ubranka. Na pudełku napisali "Rodzina - rodzinie".

Ogłoszenie: Mamo, pozwól nam kochać

Sędzia Barbara Chrostek: - Wcześniej adopcja ze wskazaniem zdarzała się głównie w rodzinie - siostra adoptowała dziecko siostry, matka - córki. Teraz coraz więcej jest przysposobień wśród niespokrewnionych osób. To dzięki internetowi, ale nie tylko. Matki oddają, bo winny jest kiepski system socjalny. A zapotrzebowanie na dziecko do adopcji jest większe, bo kobiety nastawiają się na karierę i myślą o nim grubo po trzydziestce, a wtedy nie ma już czasu na czekanie w ośrodku adopcyjnym.

W internecie jest mnóstwo ogłoszeń o adopcji ze wskazaniem. Bo ludzie czekają latami. Nie tylko na własne dziecko, również na decyzję ośrodka adopcyjnego. "Mamo, pozwól nam kochać swoje dziecko" - piszą na forach internetowych. "Jeśli masz zostać mamą i z jakiegoś powodu nie możesz dziecku stworzyć domu, napisz do nas. Może będziemy mogli pomóc sobie nawzajem".

Albo: "Czekamy, aby w naszym życiu rodzinnym pojawiła się iskierka radości, którą ma być dziecko - chcemy kochać i dać całą swoją miłość dziecku, na które czekamy, i nieważne, że nie ja je urodzę. Ważne, że będziemy Je z mężem kochać. Więc jeśli nie możesz wychować swojego maluszka, napisz do mnie, chodzi nam konkretnie o adopcję ze wskazaniem - będziemy mogli się poznać, a Ty będziesz spokojna o los i przyszłość swojej kruszynki".

Kasia też napisała takie ogłoszenie. Jest mamą od trzech miesięcy. Z Marcinem jechali na poród swojego dziecka przez pół Polski. Nie zdążyli, bo były korki. - Wpadłam na oddział, a mama biologiczna mówi do mnie: - No bierz ją na ręce, na co czekasz - opowiada.

Rozprawa sądowa o przekazanie Kseni trwała może z pół godziny. Kasia powiedziała o mamie biologicznej córki "przyszywana siostra". Bo faktycznie się zaprzyjaźniły. Protokolantka zapisała to w aktach. Wyszli z sądu, pojechali na kolację. Było miło, rodzinnie.

Marcin, mąż Kasi: - W Niemczech matki, które oddają dzieci do anonimowej adopcji, mają o wiele gorszą opinię niż te, które same znajdują rodziców dla swojego dziecka. I wcale się nie dziwię. Nasza mama biologiczna jest cały czas z nami w kontakcie. Może przyjechać, kiedy chce. Nie wyobrażam sobie, żeby córka nie mogła mieć kontaktów z rodzeństwem! Bo Ksenia ma dwóch braci.

Halina: Boję się, że usłyszę kiedyś dzwonek do drzwi

Halina: - Powiedziałam mamie, że jestem w ciąży. To ona: usuń, po co ci drugie dziecko. Bo zabić można, ale oddać komuś to grzech? Kuzynka zostawiła dziecko w szpitalu. Rodzina ją wyklęła! Że wyrodna matka, bo nawet w biedzie powinna je wychować.

Karolina ukrywała ciążę pod obszernymi swetrami. Ale teściowa raz weszła do pokoju bez pukania, jak się przebierała. - Jak wróciłam ze szpitala, tylko raz spytała, gdzie dziecko. Powiedziała złośliwie: - Dałabym ci na pampersy.

Monika o oddaniu dziecka powiedziała siostrze. I kadrowej z pracy. - Siostra zrozumiała, bo sama nie ma pieniędzy i nie mogła mi pomóc. Rozmawiałyśmy tylko raz, w samochodzie. A kadrowa spojrzała krzywo, ale mam to w nosie, bo wiem, że musi dochować tajemnicy jak ksiądz. Sąsiadom za nic bym się nie przyznała! Po co, żeby gadali o mnie jak o najgorszej?

Matki, które oddały dzieci do adopcji, żyją w strachu. Nie wiedzą, co powiedzieć dzieciom. Karolina przyznała się najstarszym i wie, że zrobiła błąd. - Córka strasznie to przeżyła. Płakała, zamknęła się w pokoju, kilka dni się do mnie nie odzywała. Do dziś jest między nami dystans. Teraz syn ma zostać ojcem. Jak weźmie to dzieciątko na ręce, to co sobie o mnie pomyśli?

Młodszym powiedzieć nie chce. Ale zdjęcie siódmego dziecka stoi na komodzie. To fotografia z chrztu - z rodzicami chrzestnymi, w białej koronkowej sukience. - Najmłodsza córka, Kasia, niedawno pyta: a kto to, mamo? Zaskoczyła mnie. Odpowiedziałam: aaa, nie pamiętam, chyba twoja starsza siostra, Amelka. Bo Amelka też była chrzczona w podobnym wieku. Kasia zmarszczyła nos, chyba nie uwierzyła, ale pobiegła się bawić i już więcej nie pytała. Na razie temat się urwał. Wiem, że kiedyś wróci.

Halina: - Co powiem córce, jak wrócę ze szpitala bez dziecka? Tak strasznie się cieszyła, że będzie mieć siostrzyczkę.

Nie chciały, żeby mamy adopcyjne mówiły o nich oddanym dzieciom.

Monika: - Prosiłam ją, niech nic dziecku nie mówi, że nie jest jego mamą. Bo co ja mu powiem, jak ono do mnie przyjdzie? Co odpowiem, jak zapyta: "To dla czwórki było miejsce, a dla mnie nie?". Nawet nie chcę o tym myśleć. Mam nadzieję, że mama adopcyjna jakoś mnie wytłumaczy.

Halina: - Boję się, że usłyszę kiedyś dzwonek do drzwi. Otworzę i zobaczę Wiktorię. Co jej powiem? Dlaczego ją oddałam? Czy mnie zrozumie? Pewnie mnie znienawidzi.

Karolina: - Czasem napada mnie myśl: czy ja na starość nie oszaleję.

Izabella Adamczewska

_________________
Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 31 Mar 2009, 22:15 
Offline
nowicjusz domowy

Dołączenie: 31 Mar 2009, 16:58
Posty: 10
moja i rodzciow adopcyjnych historia ....

Chciałam cię oddać nie porzucić ..
----
Kiedy na kolejnym badaniu związanym z moją chorobą lekarz zapytał mnie „czy wiem coś o dzidziusiu”, nie wiedziałam czy mam się cieszyć czy płakać. Ponieważ jestem poważnie chora i mamy już sporą gromadkę, wiedziałam, że nie dam rady zajmować się malutkim dzieckiem, a ciąża jeszcze pogorszy mój stan zdrowia. Lekarz sugerował aborcję.
Nie była to łatwa decyzja – chodziło przecież o niewinne życie i też o moje zdrowie.
Długo się nad tym zastanawialiśmy zanim podjęliśmy z mężem decyzję, że je urodzę i znajdziemy mu rodziców. Żeby mieć jak najmniej wątpliwości zgłosiłam się na badania prenatalne. Kiedy okazało się, że wszystko jest w porządku zaczęliśmy działać.
O adopcji niewiele wiedziałam, znałam kilka rodzin adopcyjnych i te rodziny się znały z rodzicami biologicznymi, co nie przysparzało im żadnych problemów.
Wtedy myśleliśmy, że skoro tylu ludzi przeżywa tragedię nie mogąc mieć własnych dzieci, to chyba znajdzie się ktoś, kto nie będzie się bał adopcji ze wskazaniem. Chodziło nam o to żeby ewentualni przyszli rodzice naszego dziecka mogli nas poznać przed podjęciem decyzji. Ponieważ poprzez internet mieliśmy już kontakt z ludźmi oczekującymi na adopcję, za ich radami (żeby wszystko było zgodne z prawem) zgłosiliśmy się do Ośrodka Adopcyjno Opiekuńczego, na którego pomoc liczyliśmy. Tak bardzo chciałam żeby przyszła mama była z dzieckiem od początku, żeby mogła je oglądać na USG, była przy jego narodzinach, a ja bym miała uczucie, że to, co robię jest słuszne i najlepsze dla dziecka, a mi oszczędziłoby wstydu i upokorzenia w szpitalu. Rozmawiałam o tym w ośrodku, ale tam nie podzielano mojego zdania. Nawet te sześć tygodni, które dziecko musi czekać w pogotowiu rodzinnym jest podobno nieistotne, bo dziecko jest malutkie i nic nie będzie pamiętało. Ja to widzę trochę inaczej, ale może nie mam racji, bo nie jestem ekspertem, jestem tylko matką.
Rolę ośrodków adopcyjnych wyobrażaliśmy sobie trochę inaczej, skoro potrafią dokładnie sprawdzać kandydatów na rodziców, organizować im szkolenia, powinni również bardziej interesować się rodzicami biologicznymi. Wiem, że są rodzice biologiczni, przed którymi należy wręcz chronić dzieci, ale nie wszyscy są tacy. I nie widzę przeszkód żeby ludzi oczekujących na dziecko z adopcji pytać czy nie chcą poznać rodziców biologicznych i zdecydować się ewentualnie na adopcję ze wskazaniem.
Wiem, że takie rozwiązanie dla przyszłych rodziców wiąże się pewnymi obawami i lekami, ale wierzę, że tacy by się znaleźli. Jeżeli ośrodki brałyby pod uwagę taką formę adopcji. Wiem, że to dobro dziecka było motywem naszej decyzji i to samo uczucie nie pozwoliłoby nam na jakąkolwiek ingerencję w jego nowej rodzinie.Wydaje się, że w działania ośrodków polegają na tym żeby przekonać rodziców biologicznych żeby zapomnieli o fakcie oddania dziecka do adopcji i że brak jakichkolwiek wiadomości o dziecku jest dla nich najlepszym rozwiązaniem. W takim przypadku ośrodek do niczego nie jest mi potrzebny, bo „porzucam” dziecko w szpitalu i zrzekam się praw. Z mojego punktu widzenia nie ma tu żadnej roli dla ośrodka. Odnoszę wrażenie, że my rodzice biologiczni zawracamy im tylko niepotrzebnie głowę, bo to, co dla nas robią to przekonują nas, że jesteśmy nieprzewidywalni i nie wiadomo jak się kiedyś zachowamy.
Chciałam oddać dziecko, znaleźć mu rodziców i móc dalej normalnie żyć. Liczyłam na pomoc instytucji do tego powołanych, ale nikt mi tej pomocy nie udzielił. Zostałam ze swoją niepewnością o los dziecka i ze świadomością, że je „porzuciłam”. Dlaczego rodzice adopcyjni mogą sobie wybierać dziecko( chłopiec lub dziewczynka, jasne włoski lub ciemne), a my nie możemy nawet zdecydować o tym czy dziecko ma się wychowywać w rodzinie katolickiej. W tej chwili nie będziemy nawet wiedzieć czy dziecko żyje a nie oto nam w tym wszystkim chodziło
................................................................................................
Po kilku latach nieskutecznego leczenia podjęliśmy decyzję o adopcji. zgłosiliśmy się do OA w .. na początku maja 2003 r.
Ekspresem zgromadziliśmy dokumenty, tydzień później mieliśmy odwiedzinki w domu i praktycznie zaczeliśmy spotkania indywidualne z częstotliwością - 2 w tygodniu.
2 czerwca przed 8.00 dostaliśmy telefon ze szpitala .., że właśnie urodziła się dziewczynka i matka jest zdecydowana ją zostawić w szpitalu. za namową lekarza ekspresem udaliśmy się do tego szpitala . Tam p. ordynator podała nam dowód osob. dziewczyny z prośbą o skserowanie, ponieważ chciała ona jeszcze w tym dniu opuścić szpital.
nie mieliśmy zielonego pojęcia jak do tej sprawy się zabrać. to wszystko tak szybko się działo.
wspomnę jeszcze, że wcześniej podczas spotkań w ośrodku pytaliśmy czy mogą pomóc przy zrzeczeniu blankietowym jeśli my wskażemy dziecko. Nasz OA wykluczył taką możliwość, przestrzegając nas i nastawiając, że takie działanie może być obarczone ryzykiem kontaktu z matką (perspektywa nachodzenia przez całe życie), a poza tym matka ma 6 tyg. na podjęcie ostatecznej decyzji. co za tym idzie - może się rozmyślić, a wtedy ból kontaktujących się z dzieckiem niedoszłych rodziców adopcyjnych .jest nie opisywalny. Szczerze mówiąc takie tłumaczenie wydawało się być jak najbardziej logiczne.
Dlatego też, póki nie byłam pewna, że będę mogła adoptować to dziecko nie widziałam go.
ale mój mąż tak. w dniu jej urodzin.
nie mieliśmy pojęcia co robić, o adopcji ze wskazaniem nic nie słyszeliśmy - jedyny pomysł jaki nam się nasunął to próbować dyskutować w OA .
Tak też zrobiliśmy. poinformowaliśmy ośrodek o narodzinach dziecka, o naszej chęci adopcji i ku naszemu olbrzymiemu zaskoczeniu dyrektor tegoż OA w drodze wyjątku zadeklarował pomoc,.ale cały czas uprzedzał, że matka ma 6 tygodni.
spakowaliśmy tegoż urzędnika do samochodu wraz z pracownikiem socjalnym i zawieźliśmy do szpitala by mogli porozmawiać z matką biologiczną.
oczywiście zadeklarowaliśmy wszelaką pomoc dla dziecka - do OA dostarczaliśmy pieluchy, mleko, ubranka, pokrywaliśmy koszty badań i szczepień, wizyt lekarza - na podstawie przedstawianych nam rachunków.
Wiedzieliśmy, że mała umieszczona jest w pogotowiu rodzinnym, że matka nie kontaktuje sie i pewnie nie zmieni zdania.
strasznie dłużył nam sie ten czas - 43 dni. w ich trakcie dokończyliśmy szkolenia w OA W …. ..,uzyskaliśmy kwalifikację ,przekazaliśmy dokumenty do OA w G …i kupiliśmy wszystkie niezbędne rzeczy potrzebne dziecku.
kiedy nastał ten magiczny dzień byłam cała w skowronkach, jakież było moje zaskoczenie kiedy p.dyrektor oznajmił, że matka nie zgłosiła się do sądu a oni nie mają prawa jej do niczego zmuszać i musimy czekać.
tydzień, dwa, trzy, cztery - zero ruchu ze strony matki czy OA. Paranoja! a dziecko niech czeka, jaka to różnica - miesiąc czy dwa.
postanowiliśmy działać.
znając dane matki - wysłaliśmy list z prośbą o kontakt - i nasz numer komórki.
Maria zadzwoniła, całą noc rozmawiałyśmy. ona badała nas a my ją. prosiłam ją by poszła do sądu jeśli chce naprawdę oddać małą. Poznałam całą historię jej życia a ona moją, nie widziałam jej na oczy, nie widziałam dziecka a czułam, że nas coś łączy. tego nie da się opisać.
te nasze telefoniczne rozmowy trwały jeszcze 2 dni. Maria kazała mi obiecać, że jak podpisze papiery to mała trafi na pewno do nas - przyrzekłam jej.
trzeba ty też wspomnieć, że nie miała żadnej pomocy od OA. nie wiedziała nawet gdzie jest mała.
19sierpnia o 11.00 dostałam sms: "Anna Maria - takie Waszej córce dałam imiona, przytul ją mocno".

Poinformowaliśmy OA, że matka podpisała dokumenty w sądzie, na pytania skąd o tym wiemy odpowiedzieliśmy ., że znamy parę osób w sądzie rodzinnym w ….
Ponieważ mąż akurat miał szkolenie w pracy sama pojechałam do ośrodka by wiedzieć jak mamy dalej postępować.
Dyrektor potwierdził, że faktycznie matka była w sądzie, teraz jako ośrodek muszą zwołać komisję by zakwalifikować rodzinę.
oczywiście zdumiona zapytałam dlaczego - na to usłyszałam odpowiedź, że taka jest procedura ale "jego głos jest decydujący - on jako dyrektor decyduje o doborze rodziny". w tych słowach zawarł całą prawdę, tyle, że ja go nie zrozumiałam. podziękowałam pięknie, myśląc, że mamy w nim wsparcie i powiedziałam, że zadzwonię koło 17.00 - wtedy miało zakończyć się to zebranie - by umówić się na pierwsze spotkanie z maleństwem.
tak też zrobiłam, jakież było moje zdziwienie gdy usłyszałam że jednak zostala wyznaczona inna rodzina, że pewne okoliczności przemówiły na korzyść innej pary.
i w tym momencie dotarło do mnie - zrozumiałam sens jego słów, zrozumiałam jak można wpłynąć na jego decyzję - całe moje jak najlepsze zdanie na temat tych ludzi, wiara w sens ich pracy szlak trafił.
ale ja szybko się nie poddaje. kontakt z prawnikiem - co można zrobić, dowiadujemy się o możliwości adopcjji ze wskazaniem, kontaktujemy się z Marią - obiecuje pomóc.
ale jest już 18.00 - sąd nieczynny. umawiamy się z Marią o 7.00 następnego dnia. o 7.30(tak otwierają OA) odbieramy nasze dokumenty i pędem z osrodka do innego miasta do Sądu.
Maria anuluje podpisane wcześniej zrzeczenie, piszemy wnioski o adopcje ze wskazaniem i składamy na dzienniku podawczym. następnie po konsultacji z sędziną (super babka) piszemy prośbę o tymczasową pieczę. to wszystko rozgrywa się bardzo szybko, zanim stworzyliśmy to drugie pismo podchodzi do nas sędzina i mówi, że mamy duże szczęście. gdybyśmy spóźnili sie 5 minut - byłoby po sprawie, bo wpłynął wniosek z OA a Maria przecież podpisała wcześniej blankiet.
5 minut. cud.
od razu dostaliśmy zgodę na preadopcję, łącznie z pismem wystosowanym do OA o przekazanie dziecka.
w trójkę udaliśmy się spowrotem do OA - jednak w ośrodku adopcyjnym usłyszeliśmy tylko, że jak zaczeliśmy załatwiać wszystko sami to napewno świetnie damy sobie radę bez ich udziału,
adres, gdzie przebywa Ania otrzymaliśmy dopiero w PCPR.
Jedziemy. ja szczęśliwa i jednocześnie pełna obawy, że Maria jak zobaczy Anię to zmieni zdanie. jednocześnie świadomość mojej nieopisanej radości że zaraz zobacze moja córkę, że zaraz będę mogla ją przytulić - a z drugiej strony świadomość tragedii i bólu Marii.
nigdy nie zapomnę tej chwili. i wiesz co, w pierwszym momencie patrzyłam na reakcję matki biologicznej - cholernie się jej bałam.
niestety to nie koniec - rodzina opiekująca się małą nie może nam jej oddać bez pisemnej zgody MOPS.
Powrotem, wyprawa do innego miasta do AO, kolejne biurokratyczne schody - MOPS nie wyda zgody bez odpowiedniego pisma z sądu. na wycieczkę do sądu w innym miescie brakuje czasu - telefon, nasza kochana sędzina wydaje wymagany papier i przesyła faksem. oryginał wysłany jest pocztą. Opornie ale w końcu dostajemy zgodę. wracamy po nasz Skarb,.
już w czwórkę odwozimy Marię do domu, przy okazji poznajemy rodzeństwo Ani ,
jeszcze trochę rozmawiamy i w drogę do domku.
I czekanie na sprawę adopcyjną - cholerny strach, chociaż wtedy już nikomu nie oddałabym mojej córki. zwiałabym z nią na koniec świata.
12 grudnia - Ania jest nasza!
na szczęście wszystko dobrze się skończyło, Maria miała jeszcze co prawda sprawę o porzucenie dziecka i pokrycie kosztów pobytu małej w pogotowiu - ale wszystko Sąd umorzył.
5 minut zadecydowało o losach tylu osób. Szczęście? Przeznaczenie?
teraz to nieistotne, sporo przeszliśmy ale dziękuję Bogu za to. Ból, cierpienie - ponoć z tego rodzą się największe miłości i przyjaźnie. i faktycznie tak jest.
Często słyszę, ale czy to, że mamy kontakt z matką biologiczną jest dobre dla Ani ? nie wiem, bo i skąd.
ale zadaje sobie pytanie czy "podwójna porcja macierzyńskiej miłości" może zaszkodzić? Ania nie ma w swoim życiu tego "Pustego" rozdziału. w każdej chwili gdy tylko poczuje potrzebę poznania swoich korzeni będzie miała tą możliwość.
dla mnie matki adopcyjnej to na pewno będzie trudne, ale tu nie chodzi o mnie, tu chodzi o dziecko. jestem po to by być i ją wspierać, moim zadaniem jest dawać jej poczucie, że jest potrzebna, ważna i kochana bo tylko wtedy wyrośnie na pewną siebie, szczęśliwą kobietę.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 31 Mar 2009, 22:44 
Offline
epikurejka w rozpaczy
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Cze 2007, 11:46
Posty: 6145
Miejscowość: Tychy
Jak dobrze , że jest tu w tych wszystkich trudnych sprawach happyend . Ale naprawdę współczuję biurokratycznej drogi przez mękę i cierpień. Miejmy nadzieję, że wszystko teraz już się dobrze potoczy...Bardzo poruszyła mnie Twoja historia ile trzeba odwagi , żeby podjąć taka decyzję.

_________________
Wronka/02/Misiek /98/ Wojtek/91/Jano/89/ Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 01 Kwi 2009, 00:09 
Offline
Generalissimus domownikuss

Dołączenie: 22 Cze 2007, 00:41
Posty: 1856
:567:
bardzo to wzruszajace
z jednej strony piekne z drugiej jak bardzo ciezkie dla tych matek zostawiajacych swoje dziecko,to musi byc bardzo ciezkie,tym bardziej,kiedy w domu jest juz rodzenstwo :-( to ogromny bol na cale zycie :567:


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 01 Kwi 2009, 13:59 
Offline
Generalissimus domownikuss

Dołączenie: 21 Cze 2007, 10:25
Posty: 1733
Miejscowość: Toruń
piękne :cry:

_________________
4 dzieci od 21 do 13 lat (2018 r.)
półetatowa kura domowa ;)


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 01 Kwi 2009, 18:07 
Offline
Generalissimus domownikuss

Dołączenie: 23 Cze 2007, 13:39
Posty: 1945
:cry:


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 02 Kwi 2009, 00:00 
Offline
zorga domowa
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Cze 2007, 14:57
Posty: 6661
Miejscowość: Wrocław
ależ podobne to do tego co piszą rodzice zastępczy. Biurokracja i system, który nie pomaga, mimo, że jest do tego stworzony.
Dobrze, że na końcu jest happy end. Dobrze, że Ania jest z Wami.
Pozdrawiam serdecznie

_________________
Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 02 Kwi 2009, 09:25 
Offline
epikurejka w rozpaczy
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Cze 2007, 11:46
Posty: 6145
Miejscowość: Tychy
Taa... w nieszczęściu ludzi główną rolę pełnia zadbane paniusie za biurkami . Boginie - niełaskawie spojrzą na tych którzy w ogóle nie są dopasowani do PROCEDUR -jak ja kocham to słowo, drętwych przepisów , które odstają od życia w jego najtrudniejszych aspektach, bieda , sieroctwo, patologie wynikające z niedoskonałości a często znieczulicy świata. Niełaskawie , bo tylko utrudniają tę jakże odpowiedzialna pracę, ba misję społeczną ...Mopsy, ośrodki interwencji kryzysowej, urzędy pracy ośrodki adopcyjne,które mają służyć ludziom-poza nielicznymi wyjątkami / które na szczęście istnieją /czynią życie jeszcze bardziej nieznośnym.

_________________
Wronka/02/Misiek /98/ Wojtek/91/Jano/89/ Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 02 Kwi 2009, 12:04 
Offline
zadomowiony
Awatar użytkownika

Dołączenie: 31 Sty 2009, 17:44
Posty: 381
Miejscowość: mała wieś na Mazurach
Mopsy są po to aby dać pieniądze i niech się dzieje co chce oceniam na przykładzie naszego niestety ale moja gmina co jak co ma na swoim terenie chyba z trzy rodzinne domy dziecka tylko to chyba bardziej zasługa powiatu niż jej o adopcji ze wskazaniem czytałam już wcześniej i osobiście podziwiam ale i współczuje mamom biologicznym.Niestety u nas tak jest że ludzie surowiej osądzają mamy które oddają dzieci niż te które dokonują aborcji. U mnie w wiosce 2 mamy chciały zostawić maleństwa w szpitalu ale pod wpływem gadania ludzi zabrały je do domu dzieciom lepiej nie jest bo dzieą się rzeczy straszne ale są w domu a opieka społeczna da pieniądze i udaje że nic nie wie bo jak przyjadą to jest zamknięte lub akurat spokój może gdyby te mamy mogły skorzystać z adopcji ze wskazaniem byłoby tym maleństwom lepiej a tak jest jak jest

_________________
mama 5 żuczków {1995, 1996 , 2005, 2013,2015} i 3 biedroneczek [1997 , 2009, 2011]


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 02 Kwi 2009, 14:52 
Offline
Generalissimus domownikuss

Dołączenie: 21 Cze 2007, 10:25
Posty: 1733
Miejscowość: Toruń
w nieszczęściu ludzi główną rolę pełnia zadbane paniusie za biurkami . Boginie - niełaskawie spojrzą na tych którzy w ogóle nie są dopasowani do PROCEDUR -jak ja kocham to słowo, drętwych przepisów ,

qmama obrażasz urzedników i mnie także!

to raczej zbyt mała świadomość społeczeństwa
o przepisach i procedurach

odnośnie adopcji - "co ludzie powiedzą" jak oddam dziecko
to takie wiejskie zakłamanie

_________________
4 dzieci od 21 do 13 lat (2018 r.)
półetatowa kura domowa ;)


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 02 Kwi 2009, 15:04 
Offline
zorga domowa
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Cze 2007, 14:57
Posty: 6661
Miejscowość: Wrocław
faktem, że rzuciło mi się w oczy właśnie, że w tej historii własnie system był przeszkodą. pojawiają się tam informacje o przychylnych urzednikach.
mniej takich było w wypadku sprawy Darka Bety
wszędzie chodzi o ludzi, a ludzie są różni. Gorzej, jak system nie pomaga w tym, żeby widzieć po drugiej stronie człowieka.

_________________
Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 02 Kwi 2009, 15:09 
Offline
zorga domowa
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Cze 2007, 14:57
Posty: 6661
Miejscowość: Wrocław
a co do dyskusji o urzędnikach, to wiesz Basiu, jak to jest, juz nie raz bywały watki, gdzie na tapetę lecieli ci wstrętni nauczyciele, którzy gnębili kiedyś nas, a teraz nasze dzieci.
Qumama nieraz pewnie to słyszała.
W każdym zawodzie są pułapki.
Krytykując ogólnie zawsze się krzywdzi tych, którzy się starają.
Właśnie dlatego dobrze, kiedy nadzoruje to wszystko mądry system, który potrafi wydobyć z pracowników to co najlepsze i pomóc interesantom.
A fatalnie, kiedy sam w sobie zaczyna być przeszkodą w załatwianiu spraw.

_________________
Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 02 Kwi 2009, 15:22 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 17 Cze 2007, 01:15
Posty: 2960
Miejscowość: Warszawa
Babko, nie ma co się obruszać, ja non stop słyszę narzekania na mój zawód i jakoś z tym żyję, wkurza mnie oczywiście jak wiem, że ktoś to robi tylko po to, żeby mi przysrać, dowie się co robię i leci cała epopeja nt jak to ktoś ze znajomych, czy rodziny zetknął się z wymiarem sprawiedliwości i jacy tam sami idioci, nieudacznicy itp. Tak jak napisała Jola są bardzo różni. Proceduury, procedurami, ale sposób informowania, czy też interpretacji przepisów zależy już od człowieka, a niestety mamy często do czynienia z całkowitym brakiem empatii.

@Co do meritum, moja przyjaciółka nie zdecydowła się na adopcję ze wskazaniem, twierdząc, że ona potrzebuje tego całego procesu kwalifikacyjnego, że nie wyobraża sobie wziąć tak dziecka bez przygotowania, że rodzicielstwo adopcyjne jest inne. No i chyba bała się tych kontaktów z matką biologiczną. Nie pamiętam już dokładnie jej argumentów, ale wiem, że była przeciwna. Już 1,5 roku to u niej trwa, oni są cierpliwi, ona twierdzi, że przecież w końcu pojawi się jakieś dziecko/dzieci, ale może rzeczywiście pogadać z nią, żeby się jeszcze raz zastanowili nad adopcją ze wskazaniem???


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 02 Kwi 2009, 16:30 
Offline
epikurejka w rozpaczy
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Cze 2007, 11:46
Posty: 6145
Miejscowość: Tychy
Cytuj:
poza nielicznymi wyjątkami / które na szczęście istnieją

nie obrażam Babko Ciebie.Potępiam w czambuł te wszystkie pazurzaste zołzy z którymi miałam pecha się spotkać ja czy moi protegowani . Żałuję, że jest tak mało tych wyjątków, które jak napisałam są -jeśli czynisz dobrze pracując/nie wiedziałam, ze pracujesz jako urzędniczka w pomocy socjalnej, ale jeśli tak to poradź jak przełamać tę znieczulicę/.Nie do Ciebie skierowane są te słowa -tylko tych wszystkich potworek , które nie przystąpiły do rozwiązywania problemów moich podopiecznych ; bitych i wykorzystywanych seksualnie dzieci , matek maltretowanych wraz z dziećmi , biednych zaniedbanych dziewczyn . Teraz dopiero 16latce niesie się pomoc przez większość była wsie kontaktować głodzie i skrajnej nędzy- bo matka nie ma dowodu osobistego a tato jest złomiarzem , kiedy siostra zabrała do siebie dziewczynę molestowana pzrze ojca to pani ważna wpadała / powiedzcie czy w dobrej wierze / znienacka macając półki , czy jest kurz otwierając bezceremonialnie szafki z ubraniami , czy spisywała zawartość lodówki . Nawet mi się nie chce opowiadać o kuratorkach . Te społeczne nieopłacane , bardziej zarobione i zaangażowane niż te zawodowe zawsze z jakimiś wontami...
A podług mnie praca w takich sektorach , gdzie spotkamy sie z najbardziej dramatycznymi sytuacjami to służba i trzeba mieć jakieś predyspozycje psychiczne.

_________________
Wronka/02/Misiek /98/ Wojtek/91/Jano/89/ Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 06 Kwi 2009, 14:32 
Offline
Generalissimus domownikuss

Dołączenie: 21 Cze 2007, 10:25
Posty: 1733
Miejscowość: Toruń
nie nie , nie pracuję w pomocy społecznej
czasami odrobinę pomagam w parafii
pracuję w urzędzie i mam pod sobą księgowe zamiejscowe
i jak łatwo jest obrazic wiem
i ja też nie raz oberwałam od kierwnictwa za byle co

ale dzwonię np. dziś po tygodniu i ponaglam np. juz mnie tu pisanki i zające zastaną z pani papierami jak nie dośle dokumentów...
a co miałam iśc na skargę do mojego szefa albo dzwonic do jej szefa?
a może umęczonej urzedniczce wylać wiadro na głowę?
oddzwania po godzince do mnie, radosna i dokumenty już na poczcie :)

ale są obrazalscy petenci
a obrazalskie urzędniczki też całe masy spotkałam

ja nie krzyczę nie obrażam
np. rejestratorki u specjalistów
jak nie chce udzielić informacji
to mówię cicho i grzecznie:
przepraszam panią ze przeszkadzam w porannej kawie ale byłabym wdzięczna za numer telefonu do EKG...
skutkuje od razu :-)

_________________
4 dzieci od 21 do 13 lat (2018 r.)
półetatowa kura domowa ;)


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 17 Kwi 2009, 22:14 
Offline
nowicjusz domowy

Dołączenie: 17 Kwi 2009, 20:46
Posty: 7
Witam wszystkich,

Popieram adopcję ze wskazaniem. Dlaczego? Bo wiemy z mężem aż za dobrze co oznacza bezdzietnośc i wyrok po wielu latach lecznia, że dzieci własnych biologicznych nie będzie.
Mamy za sobą ponad 9-letni staż małżeński (po 35 lat) a ogólny staż znajomości wynosi 15 lat. Wzięliśmy ślub bo tak nas wychowano i taka była nasza potrzeba oraz decyzja, bo naszym celem było stowrzenie prawdziwej kochającej się rodziny. I to wszytsko prawie osiągnęliśmy, lecz nie jesteśmy rodziną a tylko kochającą się parą. By stowrzyc rodzinę brakuje nam tupotu małych stópek i słodkiego uśmiechu małej istotki. Nie chę Wam opisywac jak przeżywa się niemoc zajścia w ciążę, lecz mogę zapewnic, że przeżywa się tragedię i trzeba miec wtedy w kimś oparcie by nie popaśc w depresję. Takie oparcie dał mi mój mąż. Jemu także nie było łatwo, ale z uwagi na mnie musiał byc silniejszy. Po dziś dzień wracają jeszcze czasem smutki. Gdybyśmy nie byli pewni swej potrzeby bycia rodzicami nie poddalibyśmy się leczeniu i nie myślelibyśmy o adopcji.
Jesteśmy zapisani w OAO i już za chwilę kwalifikacja, ale ten czas po kwalifikacji, ten czas oczekiwania będzie koszmarnie długi, czeka się nawet 3 lata i oby nie dłużej.
Jeśli mielibyśmy okazję adoptowac ze wskazaniem nie zastanawialibyśmy się długo, ale jak znaleźc taką mamę??? Nie chcemy byc hienami, nie chcemy osaczac, nie chcemy życ w przeczuciu wyrwania mamie bilogicznej dziecka siłą. Gdyby znalazła się taka mama, która naprawdę z jakiś powodów nie może zatrzymac dziecka i jest o tym przekonana to niech się do nas odezwie.

Jak myślice czy chcą adoptowac ze wskazaniem popelniamy błąd???

pozdrawiam


p.s.
kochamy nasze marzenia


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 17 Kwi 2009, 22:45 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
Ja jestem jak najbardziej za adopcją ze wskazaniem, nie wiem jak mozna oddac w ciemno.. ja zwariowałabym nie wiedząc gdzie trafiło moje dziecko i nie mogąc sie już nigdy dowiedzieć. Jestem z tych co zatrzymałyby dziecko za wszelką cenę, ale gdybym np smiertelnie zachorowała, a rodziny bym juz nie miała... był kiedys taki artykuł o matce umierającej na raka, szukała rodziny dla swoich dzieci...
uważam, że ma racje Karolina pisząc, że matka dziecka to nie inkubator,
ale niestety wydaje mi sie, że wiele rodzin adopcyjnych inaczej to odbiera, wystarczy zajrzeć np. na forum bociana...

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 17 Kwi 2009, 23:13 
Offline
epikurejka w rozpaczy
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Cze 2007, 11:46
Posty: 6145
Miejscowość: Tychy
Bardzo poruszył mnie ten wpis , mądry wyważony z całym ładunkiem gotowości rodzicielstwa. Wasza miłość , wasza cierpliwości bez wątpienia zostanie nagrodzona.
Szczęśliwa istotka , szczęśliwe stópki , które na pewno będą biegać w Waszym dobrym gnieździe.
Nie wiem jak działa adopcja dzieci umieszczonych w oknach życia, ale warto i na nie zwrócić uwagę . Najserdeczniej Wam sprzyjam .I będę pamiętać w modlitwie. Fajnie , że jesteście:)

_________________
Wronka/02/Misiek /98/ Wojtek/91/Jano/89/ Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 19 Kwi 2009, 22:33 
Offline
nowicjusz domowy

Dołączenie: 17 Kwi 2009, 20:46
Posty: 7
Witam,

Dziękuję za zrozumienie.

Okno życia? Dziedzi stamtąd trafiają do adopcji.
Obecnie jesteśmy w trakcie szkoleń w OAO, nie jest to łatwe ani nie należy do przyjemych. Cała procedura adopcyjna jest rozciągnięta mocno w czasie. Najpierw czeka się na rozpczęcie kursu często nawet dwa lata a potem gdy skończy się kurs (trwa około 6 m-cy) uzyskuje się kwalifikację na rodziców adopcyjnych, a potem czeka się nawet 3 lata na dziecko. W czasie tych kursów trzeba przejśc przez testy psychologiczne i rozmowy z psychologiem. Znam parę, którą psycholog odrzucił bo kobieta zmieniała pracę a mężczyzna nie chciał rozmawiac o swoim dzieciństwie. Powiedział, że dla niego to temat zamkniety, dlaczego? Bo pochodził z rodziny alkoholików. Oboje sa wykształeceni i zajmują wysokie stanowaiska. Mają w sobie wiele miłości i ciepła, a psycholog powiedział, że nie nadają się na rodziców. Czy to nie absurd?

Pozdrawiam serdecznie


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 19 Kwi 2009, 23:17 
Offline
zorga domowa
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Cze 2007, 14:57
Posty: 6661
Miejscowość: Wrocław
absurd, absurd

zostańcie z nami, piszcie co u Was
jeszcze będziemy razem świętować narodzenie dziecka (czków) o tutajw Waszej rodzince
po zakończeniu tych wszystkich żmudnych procedur
serdecznie pozdrawiam

_________________
Image


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 20 Kwi 2009, 12:36 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
Cytuj:
Okno życia? Dziedzi stamtąd trafiają do adopcji.


hej, hej :568:
, jesli matka porzuci cichaczem dziecko w tym oknie zycia, a nie podpisze tzw zgody blankietowej (czyli zgody na oddanie dziecka do adpocji w ciemno- tzw adopcja anonimowa) to nie sądzę, by takie dzieci trafiły od razu do adopcji, gdyz sytuacja prawna tego dziecka jest nieuregulowana, na pewno po 6 tygodniach (wtedy matka może zmienic zdanie) sprawa powinna trafić do sadu o pozbawienie praw rodzicielskich, ale skoro dziecko jest nieznanego pochodzenia, to tych praw nie ma kogo pozbawic- błędne koło...policja musi ustalić i odszukac matkę...
sadzę, że te dzieci raczej są w domach dziecka lub rodzinach zastępczych do momentu uregulowania ich sytuacji prawnej

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 20 Kwi 2009, 12:41 
Offline
ptak paradoksalny
Awatar użytkownika

Dołączenie: 05 Gru 2007, 10:02
Posty: 1642
Miejscowość: Dolny Śląsk
Cytuj:
Pozostawienie dziecka w "Oknie życia" jest równoznaczne ze zrzeczeniem się praw do niego. Dlatego wszystkie dzieci w ciągu najdalej trzech tygodni znajdują nowe rodziny


http://pl.wikipedia.org/wiki/Okno_%C5%BCycia

_________________
http://dudi.blog.pl/


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 20 Kwi 2009, 17:49 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
dzięki Dudi... :D miałam wątpliwości...

ciekawa jestem jaka jest podstawa prawna do
Cytuj:
"Pozostawienie dziecka w "Oknie życia" jest równoznaczne ze zrzeczeniem się praw do niego"
, jesli ktos zna niech wklei, dzieki

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 21 Kwi 2009, 12:05 
Offline
Generalissimus domownikuss

Dołączenie: 08 Lut 2008, 17:03
Posty: 1253
Wczoraj w Miescie Kobiet na tvn style bylo o tym,na pewno beda powtorki wiec jesli ktos ma ten kanal to polecam.Podobala mi sie postawa psycholozki,sama zaadoptowala corke,ale przez osrodek i pokazywala jak wiele moze byc jednak zagrozen,choc z drugiej strony jesli matka dobrze zna potencjalnych rodzicow to jednak jest to wyjscie.


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 21 Kwi 2009, 17:43 
Offline
nowicjusz domowy

Dołączenie: 17 Kwi 2009, 20:46
Posty: 7
Witam,

Napisałam, że z Okna Życia dzieci trafiają do adopcji stosując skrót myślowy za co przepraszam. Nie do końca znam jak działa prawo w takim przypadku lecz wiem, że każde dziecko oddane do adopcji musi miec uregulowaną sytuację prawną.

Pozdrawiam serdecznie wątek.


Bose aniołki siedzą na chmurkach,
a każdy lekko jak piórko fruwa,
i każdy czuwa, cichutko czuwa,
nad tatą, który płakać nie umie,
nad dziadkiem, babcią smutną czasami,
i swoją mamą otuloną łzami,
i każdy woła głośno z daleka,
mamo, już nie płacz, ja czekam...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 21 Kwi 2009, 21:10 
Offline
nowicjusz domowy

Dołączenie: 31 Mar 2009, 16:58
Posty: 10
Jesli ktos potrzebuje info o adopcji ze wskazaniem , chetnie udziele wyczerpujacych informacji ..508 177 509 tel

pozdrawiam Kalinka

w TVN style , w miescie kobiet był program o adopcji ze wskazaniem , bedzie powtórka ,


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 09 Maj 2009, 10:22 
Offline
nowicjusz domowy

Dołączenie: 17 Kwi 2009, 20:46
Posty: 7
Witam,

Widzę, że wąteczek przycichł.
My nadal czekamy i szukamy ale jakoś wszystko ciężko idzie. Trudno znaleźc Mamę bilogiczną...

pozdrawiamy,
małżeństwo


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 22 Maj 2009, 20:35 
Offline
siedmiokrotka
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Paź 2008, 14:14
Posty: 1029
Miejscowość: Poznań/Mosina
jeśli z jakichś przyczyn (choć nie wyobrażam sobie takiej sytuacji brrrrr) nie mogłabym wychowywać swojego dziecka....(sytuacja z filmu: mąż umiera, kobieta dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora, brak bliskiej rodziny zmusza ją do szukania rodzin zastępczych) to chyba chciałabym oddać do rodziny wskazanej, którą mogłabym poznać i przekonać się, że to właśnie Ci ludzie , że się nadają by zastąpić mnie....
Nie potrafię sobie wyobrazić pustki, rodziny bez dzieci....Czytając Wasze wypowiedzi po raz kolejny mocno doceniam fakt, że mogę cieszyć się macierzyństwem razy sześć.....Trudy dnia codziennego są nam sześciokrotnie wynagrodzone....Czasem trzeba poznać takich jak Wy, by móc to docenić.
Będę o Was pamiętała, opowiem o Was dzieciom....modlitwa dzieci ma wielką moc



Pewnego razu było dziecko gotowe, żeby się urodzić. Więc któregoś dnia zapytało Boga: - Mówią, że chcesz mnie jutro posłać na ziemię, ale jak ja mam tam żyć, skoro jestem takie małe i bezbronne? - Spomiędzy wielu aniołów wybiorę jednego dla ciebie. On będzie na ciebie czekał i zaopiekuje się tobą. - Ale powiedz mi, tu w Niebie nie robiłem nic innego tylko śpiewałem i uśmiechałem się, to mi wystarczało, by być szczęśliwym? - Twój anioł będzie ci śpiewał i będzie się także uśmiechał do ciebie każdego dnia. I będziesz czuł jego anielską miłość i będziesz szczęśliwy. - A jak będę rozumiał, kiedy ludzie będą do mnie mówić, jeśli nie znam języka, którym posługują się ludzie? - Twój anioł powie ci więcej pięknych i słodkich słów niż kiedykolwiek słyszałeś, i z wielką cierpliwością i troską będzie uczył Cię mówić. - A co będę miał zrobić, kiedy będę chciał porozmawiać z Tobą? - Twój anioł złoży twoje ręce i nauczy cię jak się modlić. - Słyszałem, że na ziemi są też źli ludzie. Kto mnie ochroni? - Twój anioł będzie cię chronić, nawet jeśli miałby ryzykować własnym życiem. - Ale będę zawsze smutny, ponieważ nie będę Cię więcej widział. - Twój anioł będzie wciąż mówił tobie o Mnie i nauczy cię, jak do mnie wrócić, chociaż ja i tak będę zawsze najbliżej ciebie. W tym czasie w Niebie panował duży spokój, ale już dochodziły głosy z ziemi i Dziecię w pośpiechu cicho zapytało: - O, Boże, jeśli już zaraz mam tam podążyć powiedz mi, proszę, imię mojego anioła. - Imię twojego anioła nie ma znaczenia, będziesz do niego wołał: "MAMUSIU".




Z całego serca życzę......byście mogli być dla kogoś takimi Aniołami

_________________
Myślę więc jestem...a może jestem więc myślę...


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 22 Maj 2009, 20:41 
Offline
Generalissimus domownikuss
Awatar użytkownika

Dołączenie: 14 Kwi 2008, 22:39
Posty: 2729
Sylwio, piękne to, co napisałaś...
Dziękuję...

_________________
szczęśliwa mama szóstki


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
PostWysłany: 22 Maj 2009, 23:53 
Offline
samurajka

Dołączenie: 04 Lip 2007, 23:53
Posty: 7107
Cytuj:
Pewnego razu było dziecko gotowe, żeby się urodzić. Więc któregoś dnia zapytało Boga: - Mówią, że chcesz mnie jutro posłać na ziemię, ale jak ja mam tam żyć, skoro jestem takie małe i bezbronne? - Spomiędzy wielu aniołów wybiorę jednego dla ciebie. On będzie na ciebie czekał i zaopiekuje się tobą. - Ale powiedz mi, tu w Niebie nie robiłem nic innego tylko śpiewałem i uśmiechałem się, to mi wystarczało, by być szczęśliwym? - Twój anioł będzie ci śpiewał i będzie się także uśmiechał do ciebie każdego dnia. I będziesz czuł jego anielską miłość i będziesz szczęśliwy. - A jak będę rozumiał, kiedy ludzie będą do mnie mówić, jeśli nie znam języka, którym posługują się ludzie? - Twój anioł powie ci więcej pięknych i słodkich słów niż kiedykolwiek słyszałeś, i z wielką cierpliwością i troską będzie uczył Cię mówić. - A co będę miał zrobić, kiedy będę chciał porozmawiać z Tobą? - Twój anioł złoży twoje ręce i nauczy cię jak się modlić. - Słyszałem, że na ziemi są też źli ludzie. Kto mnie ochroni? - Twój anioł będzie cię chronić, nawet jeśli miałby ryzykować własnym życiem. - Ale będę zawsze smutny, ponieważ nie będę Cię więcej widział. - Twój anioł będzie wciąż mówił tobie o Mnie i nauczy cię, jak do mnie wrócić, chociaż ja i tak będę zawsze najbliżej ciebie. W tym czasie w Niebie panował duży spokój, ale już dochodziły głosy z ziemi i Dziecię w pośpiechu cicho zapytało: - O, Boże, jeśli już zaraz mam tam podążyć powiedz mi, proszę, imię mojego anioła. - Imię twojego anioła nie ma znaczenia, będziesz do niego wołał: "MAMUSIU".



piękna i wzruszająca opowieść, ale jednak trzeba pamiętać, że wiele dzieci nie ma takiego anioła, mimo, ze maja kogos do kogo mówia być moze nawet "mamusiu" :-( :-( :-(

_________________
...sens w ogóle nie wchodzi w grę.Ja nie mam sensu, Ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu.
Gry są bez sensu, sny są bez sensu, nawet- niestety- sens nie ma sensu…


Góra
 Profil Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 53 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Skocz do:  
cron
Twoja Podręczna Księgarnia

wielodzietni w biznesie

Nasza Islandia

Doula Gosia Borecka

Okno na dobrą stronę świata


wielodzietni.net na Facebooku

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group |
Ten serwis stosuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystanie.
» Akceptuję wykorzystywanie plików cookies w serwisie www.wielodzietni.net.