duża rodzina
http://wielodzietni.net/

zasady okienka duchowego
http://wielodzietni.net/viewtopic.php?f=18&t=682
Strona 2 z 3

Autor:  Yenna [ 30 Wrz 2008, 11:49 ]
Temat postu: 

Anka napisał(a):
Ale nigdy nie dziwiło Was to, ze Bóg isniała zawsze, że nie ma początku, ani końca, gdzie był nim został stworzony wszechświat. No i ja do końca nie rozumiem, tego, że jest MIłością, co to dokłądnie dla Was znaczy?

Bardziej dziwi mnie, że wszechświat ma granice - nurtuje mnie co jest dalej, po za nimi :grin:

Myślę, że bez człowieka na ziemi Bóg byłby tylko Stwórcą. Brakło by w tym elementu miłości.
W moim odczuciu coś takiego jak walka Boga z szatanem nie istnieje. Szatan został stworzony przez Boga. Był dobry i doskonały, ale też miał wolną wolę i zbuntował się przeciw Stwórcy." Nie będę służył"- to słowa Lucyfera, jednego z aniołów.
Pociągnął za sobą innych, ciągnie ludzi, ale nie ma szans, bo już został pokonany. Moja chłopska logika podpowiada, że obecność Jezusa na ziemi, jego Świadectwo na Golgocie i obecność w Eucharystii są dostatecznym dowodem na istnienie Boga. Nadal jednak to człowiek wybiera.

Autor:  Anka [ 30 Wrz 2008, 12:19 ]
Temat postu: 

No więc własnie tak jest, gdy myślę o Jezusie to mam pewność, gdy zaczynam zastanawiać się niejako nad początkiem pojawiają się wątpliwości...

Autor:  Haniutka [ 30 Wrz 2008, 18:46 ]
Temat postu: 

Skąd się zatem wziął Bóg, gdzie jest jego początek, skoro każda rzecz ma swój początek?

Jesli jest poza czasem, co co to dokładnie oznacza.

Jesli kot ćwiczy refleks, to dlaczego mysz nie została przez doskonałego Boga stworzona tak, by nie cierpiała...

Jesli zwierzeta sa przez Boga traktowane jako tło, jako rzeczy, jaka mamy gwarancje, że my nie jestesmy tłem dla czegos wiekszego, przeciez jestesmy bardzo podobnie zbudowani jak zwierzęta, odczuwamy częśc podobnych emocji itd...
Jesli świat i jego elementy sa tłem dla człowieka stworzonym przez Boga, czy to znaczy, że zwierzęta tak naprawdę nie cierpią, tylko wyglądaja jakby cierpiały, żeby w nas cos wzbudzic?

A co z ludźmi, którzy urodzili sie niepełnosprawni np głęboko umysłowo i nie za bardzo maja świadomy wybór, nie potrafia kierowaś swoim zyciem, niektórzy funkcjonuja tylko na zasadzie, za przeproszeniem " leżec w kącie całymi dniami kiwając sie tępo i wyprózniac pod siebie" , czy to tez tło? Czy ludzie? , a jesli ludzie, to dlaczego cierpia, chociaz w swojej nieświadomości nie moga dązyc do przestrzegania przykazan i bycia zbawionym... ???
a jesli już sa zbawieni, bo sa niewinni, to po co w takim razie cierpią?

Autor:  Yenna [ 02 Paź 2008, 11:51 ]
Temat postu: 

Układanka zwana światem ma tak doskonale dopasowane elementy, że wyciągnięcie jednego ma konsekwencje dla innych. Doskonale to widać na efekcie cieplarnianym - nikt nie umiał przewidzieć, że freon może mieć tak duży wpływ.

Jeśli ktoś tępo kiwa się cały dzień to nie wiemy co dzieje się w jego duszy?
Na to zło na świecie odpowiedziała Kasia.
Zwierzę nie zna takich upodleń do jakich zdolny jest człowiek, ale też nie wzniesie sie na te wyżyny do jakich on jest zdolny.

Autor:  Haniutka [ 02 Paź 2008, 13:45 ]
Temat postu: 

Ja mam odmienne wrażenie- świat to bardzo niedoskonała układanka. Ewentualnie, byc może jest doskonała, ale człowiek nie ma dla niej żadnego znaczenia, jest tylko jednym z nieskonczonej liczby jej elementów, bynajmniej nie najwazniejszym, dlatego cierpienie, zło itd... po prostu nasze cierpienie jest niczym dla wszechświata, tak jak cierpienie zdeptanego robaka dla człowieka.

Autor:  Haniutka [ 02 Paź 2008, 13:56 ]
Temat postu: 

Cytuj:
Skoro człowiek został stworzony, aby nad światem panować (w dobrym znaczeniu tego słowa), to oczywistym jest, że jego grzech skutkuje na cały świat. Nielogicznym wydawałoby mi się, gdyby nie było cierpienia świata, przyrody, gdy jest cierpienie człowieka. To nie raj.



powiem tyle, ze dla mnie powyższe jest nielogiczne,
gdy przyglądasz sie zyciu globalnie, widzisz dobrze, że człowiek nie panuje nad światem, a jedynie usiłuje, prawa natury sa tak potezne, że w kilka minut zmiataja "panującego" człowieczka, ba, setki tysiecy ludzi.
Napisałabym tez inaczej: skoro jest cierpienie zwierząt, przyrody, to jest tez cierpienie człowieka, czyli człowiek jest na tym samym poziomie co cała przyroda.
czyli powtórzę:
byc może jest doskonała układanka, ale człowiek nie ma w niej żadnego uprzywilejowania, jest tylko jednym z nieskonczonej liczby jej elementów, bynajmniej nie najwazniejszym, dlatego cierpienie, zło itd... po prostu nasze cierpienie jest niczym dla wszechświata, tak jak cierpienie zdeptanego robaka dla człowieka.

Autor:  dudi [ 02 Paź 2008, 14:57 ]
Temat postu: 

z patrzeniem na świat jest podobnie jak z patrzeniem na życie:
dla jednych zawsze będzie piękne (był taki świetny film..."Życie jest piękne" -polecam!) dla innych czarne , smutne , pełne problemów- ...

jeśli ktoś chce widzieć świat jako dobry - potrafi to zobaczyć... jeśli chce patrzeć na świat jako na zły - też nie będzie z tym problemu... można więc postrzegać świat jako chaotyczną układankę bądź jak na piękną harmonię...

tak naprawdę wszystko siedzi w głowie i w sercu - tak mi się wydaje

Autor:  dudi [ 02 Paź 2008, 15:23 ]
Temat postu: 

pierwsze słyszę o panowaniu człowieka nad wszechświatem

Autor:  Kasia_b [ 02 Paź 2008, 15:27 ]
Temat postu: 

monika napisał(a):
Ale na to panowanie człowieka nad wszechświatem też jedynie mogę sobie pochichotać, ale tak gorzko raczej...
Nie wiem skąd się wziął ten pogląd, ale jest delikatnie mówiąc bardzo niemądry i wiele zła wyrządził jak mu się bliżej przyjrzeć.

Moniko, no z Biblii się wziął :) Wierzę w to, że człowiek jest postawiony nad stworzeniem, co nie zmienia zupełnie faktu, że jest zaledwie prochem i przyroda z łatwością go pokonuje.
Czy tylko dla mnie to jest takie proste? :) Nie wiem, może zupełnie inaczej rozumiemy "panowanie". Dla mnie to służba. Tak krótko pisząc. Ale znowu - służba też może się źle kojarzyć :) A Jezus i służba? Tak, jak pisał Dudi "tak naprawdę wszystko siedzi w głowie i w sercu".

I jeszcze psalm 8 :)

O Panie, nasz Boże,
jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi!
Tyś swój majestat wyniósł nad niebiosa.
3 Sprawiłeś, że [nawet] usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę,
na przekór Twym przeciwnikom,
aby poskromić nieprzyjaciela i wroga.

4 Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców,
księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził:
5 czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
i czym - syn człowieczy, że się nim zajmujesz?

6 Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot niebieskich,
chwałą i czcią go uwieńczyłeś.
7 Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich;
złożyłeś wszystko pod jego stopy:
8 owce i bydło wszelakie,
a nadto i polne stada,
9 ptactwo powietrzne oraz ryby morskie,
wszystko, co szlaki mórz przemierza.

10 O Panie, nasz Panie,
jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi!

Autor:  Kasia_b [ 02 Paź 2008, 15:28 ]
Temat postu: 

dudi napisał(a):
pierwsze słyszę o panowaniu człowieka nad wszechświatem

No tak :) Nad stworzeniem :)

26A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!»

Autor:  Q-mamma [ 02 Paź 2008, 16:28 ]
Temat postu: 

no to raczej nad światem czyli odpowiedzialność za coś co dostałam w dzierżawę . Za wszechświat to ja już nie odpowiadam , za daleko i za dużo. :mrgreen:

Autor:  Q-mamma [ 02 Paź 2008, 16:31 ]
Temat postu: 

Czego się lęka współczesny człowiek

Człowiek dzisiejszy zdaje się być stale zagrożony przez to, co jest jego własnym wytworem, co jest wynikiem pracy jego rąk, a zarazem — i bardziej jeszcze — pracy jego umysłu, dążeń jego woli Owoce tej wielorakiej działalności człowieka zbyt rychło, i w sposób najczęściej nie przewidywany, nie tylko i nie tyle podlegają „alienacji” w tym sensie, że zostają odebrane temu, kto je wytworzył, ile — przynajmniej częściowo, w jakimś pochodnym i pośrednim zakresie skutków — skierowują się przeciw człowiekowi. Zostają przeciw niemu skierowane lub mogą zostać skierowane przeciw niemu. Na tym zdaje się polegać główny rozdział dramatu współczesnej ludzkiej egzystencji w jej najszerszym i najpowszechniejszym wymiarze. Człowiek coraz bardziej bytuje w lęku. Żyje w lęku, że jego wytwory — rzecz jasna nie wszystkie i nie większość, ale niektóre, i to właśnie te, które zawierają w sobie szczególną miarę ludzkiej pomysłowości i przedsiębiorczości — mogą zostać obrócone w sposób radykalny przeciwko człowiekowi. Mogą stać się środkami i narzędziami jakiegoś wręcz niewyobrażalnego samozniszczenia, wobec którego wszystkie znane nam z dziejów kataklizmy i katastrofy zdają się blednąć. Musi przeto zrodzić się pytanie, na jakiej drodze owa dana człowiekowi od początku władza, mocą której miał czynić ziemię sobie poddaną (por. Rdz 1, 28), obraca się przeciwko człowiekowi, wywołując zrozumiały stan niepokoju, świadomego czy też podświadomego lęku, poczucie zagrożenia, które na różne sposoby udziela się współczesnej rodzinie ludzkiej i w różnych postaciach się ujawnia.

Ów stan zagrożenia człowieka ze strony wytworów samego człowieka ma różne kierunki i różne stopnie nasilenia. Zdaje się, że jesteśmy coraz bardziej świadomi, iż eksploatacja ziemi, planety, na której żyjemy, domaga się jakiegoś racjonalnego i uczciwego planowania. Równocześnie eksploatacja ta dla celów nie tylko przemysłowych, ale także militarnych, niekontrolowany wszechstronnym i autentycznie humanistycznym planem rozwój techniki, niosą z sobą często zagrożenie naturalnego środowiska człowieka, alienuje go w stosunku do przyrody, odrywa od niej. Człowiek zdaje się często nie dostrzegać innych znaczeń swego naturalnego środowiska, jak tylko te, które służą celom doraźnego użycia i zużycia. Tymczasem Stwórca chciał, aby człowiek obcował z przyrodą jako jej rozumny i szlachetny „pan” i „stróż”, a nie jako bezwzględny „eksploatator”.

Rozwój techniki oraz naznaczony panowaniem techniki rozwój cywilizacji współczesnej domaga się proporcjonalnego rozwoju moralności i etyki. Tymczasem ten drugi zdaje się, niestety, wciąż pozostawać w tyle. I stąd też ów skądinąd zdumiewający postęp, w którym trudno nie dostrzegać również tych rzeczywistych znamion wielkości człowieka, jakie w swych twórczych zalążkach objawiły się na kartach Księgi Rodzaju już w opisie jego stworzenia (por. Rdz 1-2), musi rodzić wielorakie niepokoje. Niepokój zaś dotyczy zasadniczej i podstawowej sprawy: czy ów postęp, którego autorem i sprawcą jest człowiek, czyni życie ludzkie na ziemi pod każdym względem „bardziej ludzkim”, bardziej „godnym człowieka”? Nie można żywić wątpliwości, że pod wielu względami czyni je takim. Pytanie jednak, które uporczywie powraca, dotyczy tego co najistotniejsze: czy człowiek jako człowiek w kontekście tego postępu staje się lepszy, duchowo dojrzalszy, bardziej świadomy godności swego człowieczeństwa, bardziej odpowiedzialny, bardziej otwarty na drugich, zwłaszcza dla potrzebujących, dla słabszych, bardziej gotowy świadczyć i nieść pomoc wszystkim?

Jest to pytanie, które muszą stawiać sobie chrześcijanie właśnie dlatego, że Jezus Chrystus tak wszechstronnie uwrażliwił ich na sprawę człowieka. Ale pytanie to muszą stawiać sobie równocześnie wszyscy ludzie, a zwłaszcza te środowiska i te społeczeństwa, które mają szczególnie aktywny udział w procesach współczesnego postępu. Patrząc na te procesy i uczestnicząc w nich, nie możemy tylko poddawać się euforii, nie możemy wpadać w jednostronne uniesienie dla naszych osiągnięć, ale musimy wszyscy stawiać sobie z całą rzetelnością, obiektywizmem i poczuciem moralnej odpowiedzialności zasadnicze pytania związane z sytuacją człowieka dziś i w dalszej perspektywie. Czy wszystkie dotychczasowe i dalsze osiągnięcia techniki idą w parze z postępem etyki i z duchowym postępem człowieka? Czy człowiek jako człowiek w ich kontekście również rozwija się i postępuje naprzód, czy też cofa się i degraduje w swym człowieczeństwie? Czy rośnie w ludziach, w „świecie człowieka”, który jest sam w sobie światem dobra i zła moralnego, przewaga tego pierwszego czy też tego drugiego? Czy w ludziach, pomiędzy ludźmi, pomiędzy społeczeństwami, narodami, państwami rośnie sprawiedliwość, solidarność, miłość społeczna, poszanowanie praw każdego — zarówno człowieka, jak narodu czy ludu — czy też, wręcz przeciwnie, narastają egoizmy różnego wymiaru, ciasne nacjonalizmy w miejsce autentycznej miłości ojczyzny, a wreszcie dążenie do panowania nad drugimi wbrew ich słusznym prawom i zasługom, dążenie zwłaszcza do tego, aby cały rozwój materialny, techniczno-produkcyjny, wykorzystać dla celów wyłącznego panowania nad drugimi, dla celów takiego czy innego imperializmu?

Oto pytania zasadnicze, których nie może nie stawiać Kościół, ponieważ w sposób mniej lub bardziej wyraźny stawiają sobie te pytania miliardy ludzi żyjących we współczesnym świecie. Temat rozwoju i postępu nie schodzi z ust, tak jak nie schodzi ze szpalt dzienników i publikacji we wszystkich prawie językach współczesnego świata. Nie zapominajmy wszakże, iż w tym temacie zawiera się nie tylko twierdzenie i pewność, zawiera się w nim również pytanie i niepokój. To drugie jest nie mniej ważne jak pierwsze. Odpowiada ono naturze ludzkiego poznania. Jeszcze bardziej odpowiada podstawowej potrzebie troski człowieka o człowieka, o samo jego człowieczeństwo, o przyszłość ludzi na tej ziemi. Kościół, który jest ożywiony wiarą eschatologiczną, uważa równocześnie tę troskę o człowieka, o jego człowieczeństwo, o przyszłość ludzi na tej ziemi, a więc o kierunek całego rozwoju i postępu — za istotny dla swego posłannictwa, za nierozerwalnie z nim związany. Początek tej troski Kościół znajduje w samym Jezusie Chrystusie — jak o tym świadczą Ewangelie — w Nim też stale pragnie ją rozwijać, odczytując sytuację człowieka w świecie współczesnym wedle najważniejszych znaków naszego czasu.z encykliki Jana Pawla II

Autor:  Haniutka [ 02 Paź 2008, 22:28 ]
Temat postu: 

Cytuj:
z patrzeniem na świat jest podobnie jak z patrzeniem na życie:
dla jednych zawsze będzie piękne (był taki świetny film..."Życie jest piękne" -polecam!) dla innych czarne , smutne , pełne problemów- ...



no widzisz Dudi, ale sa jeszcze tacy ludzie jak ja, którzy dostrzegaja piekno świata, chłoną wspaniałe chwile, ale jednoczesnie wciaz mam świadomośc, że to tylko chwila, że to ulotne, że ja doświadczam szczęścia, ale w tym samym czasie, w tej samej sekundzie miliony isnień odczuwa cierpienie, dlatego moje szczęście, moja radosc jest zawsze podszyta melancholią.

Nie jestem typem, który widzi swoje życie jako pełne problemów, wręcz przeciwnie jestem niepoprawna optymistką i doświadczam od zycia, losu mnóstwa dobrego, sama zastanawiam się, czym na to zasłuzyłam, nie robię nic specjalnego, może to po prostu samospełniająca sie przepowiednia, w moim przypadku ta pozytywna...

ale nie potrafie zapomnieć o cierpieniu, kiedy przytulam moje dzieci, widze inne dzieci głodne lub martwe, kiedy chłonę promienie słońca siedząc na tarasie i jest pieknie nagle nawiedzają mnie obrazy ludzi cierpiących, nie widzących słońca, np. więzionych...

czymże jestesmy?
czy stworzeni z miłości?
nie rozumiem dlaczego jest tyle cierpienia na świecie?
jak mogę sie cieszyć w 100% szczęściem jesli inni go nie mają?

miliony istnień ludzkich po prostu przyszło na świat w takim miejscu i czasie, że ich życie jest pasmem cierpienia i strachu, walki o każdy dzień i oni maja bardzo nikły wpływ na mozliwość zmiany tego.

Autor:  jola [ 03 Paź 2008, 00:23 ]
Temat postu: 

dudi napisał(a):
z patrzeniem na świat jest podobnie jak z patrzeniem na życie:
dla jednych zawsze będzie piękne (był taki świetny film..."Życie jest piękne" -polecam!) dla innych czarne , smutne , pełne problemów- ...


a chyba dwa takie są. Który ci się podobał???

Anka napisał(a):
No i ja do końca nie rozumiem, tego, że jest MIłością, co to dokłądnie dla Was znaczy?

miłość to dla mnie autentyczne spotkanie.
Mozliwa miedzy ludźmi. Ułatwiają to więzy krwi, zakochanie. Ale jakby odjąc te "ludzkie" czynniki zostanie coś, co łączy w chwili spotkania.
Jesli ludzie autentycznie są ze sobą (może to być nawet jeden uśmiech, chwila rozmowy, liczy się ten moment zwrócenia sie w kierunku drugiego), jest miedzy nimi Bóg.
"gdzie są dwaj albo trzej zabrani w imię moje, tam ja jestem pośród nich" (Mt 18, 20) - dla mnie to zestawienie tego, że Bóg jest tam, gdzie jest autentyczna miłośc, gdzie jest spotkanie.

I jeszcze z "hymn o miłosci" z listu do Koryntian
nie tylko piękne słowa, ale właśnie wybranie tego co najważniejsze i najbardziej autentyczne w spotkaniu - tak ludzi, jak i Boga z ludźmi:

"1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
2 Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie2,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
8 Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
9 Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
11 Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany3.
13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
z nich zaś największa jest miłość. "

Dla mnie ciekawe jest ogromnie, że tam na początku jest wymieniona wiara, która góry przenosi, czyli rzeczywiście silna i czyniąca cuda, która jednak nie musi być tożsama z miłością, czyli z sednem tej wiary.

Autor:  Haniutka [ 03 Paź 2008, 00:38 ]
Temat postu: 

Dla mnie tylko jedno jest pewne, ja jestem (choć inni tej pewności miec nie mogą ;-) ), wraz ze mna moje myśli.

wszystko inne może być snem

Autor:  jola [ 03 Paź 2008, 00:53 ]
Temat postu: 

bedąc wiec masz szansę na spotkanie. Z kims innym który jest, czego doświadczysz poprzez własne myśli i odczucia.
Z samego faktu spotkania, jeśli będzie autentyczne wyniknie nowa jakość. Mozesz wpływac nią na innych i na siebie. Masz tym samym szansę na miłość. To rózny od osobnego stan funkcjonowania. W Ewangelii podnoszony jako "lepszy", jak rozumiem za tym kryje się obietnica doświadczenia czegoś.
Ale nie tyle czegoś przychodzącego z góry, ale czegoś co mozna wypracowac. Za tym jednak bedzie szła przemiana. Czyli miłość, autentyczne spotkanie jest szanasą na przyżycie czegoś nieznanego, innego. Wyjścia poza siebie pojedynczego.

W tym wymiarze byc może można przezyć inaczej i cierpienie i niedogodnosci życia.

Autor:  Haniutka [ 03 Paź 2008, 01:03 ]
Temat postu: 

Cytuj:
czego doświadczysz poprzez własne myśli i odczucia.



bywają zwodne... bywaja złudzeniem...

jestesmy sami w swoim istnieniu, choć jednocześnie jestesmy częścia wielkiego organizmu, jestem mna, ale jednoczesnie czuję sie każdym, trudno mi to precyzyjnie wytłumaczyć

Autor:  jola [ 03 Paź 2008, 01:08 ]
Temat postu: 

Cytuj:
jestesmy sami w swoim istnieniu, choć jednocześnie jestesmy częścia wielkiego organizmu, jestem mna, ale jednoczesnie czuję sie każdym, trudno mi to precyzyjnie wytłumaczyć

a w tym swiecie, o którym piszesz Haniu, są przewidziane mozliwości spotkania kogokolwiek???
jakiekolwiek mozliwosci spotknia???

Autor:  jola [ 03 Paź 2008, 01:10 ]
Temat postu: 

te spotkania, o których pisałam, to po mojemu propozycja chrześcijańska. Dla dowolnego przyjęcia. Nie pewnik, a propozycja. Do sprawdzenia każdemu z osobna. Bez narzucania, a z obietnicą.

Autor:  Haniutka [ 03 Paź 2008, 01:11 ]
Temat postu: 

spotkania tak,
ale czy one sa realne naprawdę?

jeżeli jestem częścia wielkiego organizmu, to spotkania z innymi częściami sa jak spotkania z samym sobą, czyz nie?

Autor:  dudi [ 03 Paź 2008, 07:24 ]
Temat postu: 

jola napisał(a):
dudi napisał(a):
(był taki świetny film..."Życie jest piękne" -polecam!)


a chyba dwa takie są. Który ci się podobał???


ten z 1997 roku, reż Roberto Benigni

Autor:  Anka [ 03 Paź 2008, 08:47 ]
Temat postu: 

Jolu, chyba się nie zrozumiałyśmy. Ja nie pytałam się czym jest miłość, tak człowieka do człowieka, jak i człowieka do Boga, a nawet Boga do cżłowieka. Chodzi mi o tę Miłość która legła u podstaw stworzenia wszechświata. Na początku był tylko Bóg i z miłości miał stwrzyć wszechświat. Czy miłość może być totalnie nieukierunkowana, czy może istnieć w próżni?

Autor:  Q-mamma [ 03 Paź 2008, 09:09 ]
Temat postu: 

ja to rozumiem jak miłość do życia w postaci afirmacji tego co istnieje i logiki tego istnienia. Po prostu kocham świat w całości . Każdy ma momenty euforii , kiedy mimo wszystko ,wszytko wydaje sie być piękne i mądre . Mimo wszystko , co nie jest piękne , dobre ani mądre. Widzę wtedy wyraźnie dobroć absolutu i wiem , że to jest TA miłość .

Autor:  Anka [ 03 Paź 2008, 09:24 ]
Temat postu: 

Ale Quatro, jakie wszystko? Nie było nic. Naprawdę nie traktujecie mnie jak ograniczonej umysłowo, a przede wszystkim emocjonalnie osoby, która nie potrafi sobie wyobrażić co to miłość.

Jeszcze raz pytam, jeżeli Bóg jest początkiem i stworzył wszechświat i człowieka z miłości. To pytam o tę miłość pierwotną, która była za nim Bóg cokolwiek stworzył i kiedy był SAM?

Autor:  Q-mamma [ 03 Paź 2008, 09:38 ]
Temat postu: 

cóż nie jestem filozofem ale chętnie czytuj ę i słucham. Przemawia do mnie teoria próżni materialnej , która wypełnia istnienie materialne i duchowe. I nie jest tak ze wcześniej nie było nic , bo po pierwsze w świecie niematerialnym nie ma żadnego przedtem później ani teraz. To jest "stworzone" właśnie dal istnienia . bo nasze istnienie przyrody ożywionej i nie wiąże sie z czasem i przestrzenią prawami fizyki i kosmosu. polecam sięgnąć do filozofii od Platona poczynając. Są naprawdę przystępne rozważania na ten temat. Świetną rzeczą jest to , ze człowiek sobie może dywagować na ten temat i układać klocki.

Autor:  Anka [ 03 Paź 2008, 09:43 ]
Temat postu: 

Próżnia, to był skrót myślowy (kiedyś mi się zdarzyło sięgnąć do filozofii, ale penie nic nie zrozumiałam), to co napisałaś Quatro nadal nie wyjaśnia, czym jest Miłość BOga do ludzi, która legła u podstaw stworzenia. No, ale moze to jakas oczywista oczywistość, co to dla pięciolatka jest zrozumiała...

Autor:  jola [ 03 Paź 2008, 10:11 ]
Temat postu: 

Anka napisał(a):
Jolu, chyba się nie zrozumiałyśmy. Ja nie pytałam się czym jest miłość, tak człowieka do człowieka, jak i człowieka do Boga, a nawet Boga do cżłowieka. Chodzi mi o tę Miłość która legła u podstaw stworzenia wszechświata. Na początku był tylko Bóg i z miłości miał stwrzyć wszechświat. Czy miłość może być totalnie nieukierunkowana, czy może istnieć w próżni?


Cytuj:
Jeszcze raz pytam, jeżeli Bóg jest początkiem i stworzył wszechświat i człowieka z miłości. To pytam o tę miłość pierwotną, która była za nim Bóg cokolwiek stworzył i kiedy był SAM?


Anka, przecież to pytanie z gatunku spekulacji.
po mojemu oprócz zabawy nie ma możliwosci logicznej odpowiedzi. ale teraz Ty mi odpowiedz, co rozumiesz pod pojęciem miłości. Jesli to jedno z ważniejszych pojeć chrześcijaństwa, co znaczy więc w tym kontekście. Po mojemu każdy chrzescijanin/katolik musi sobie odpowiedziec na to pytanie
Skoro Bog nie ma czasu, po prostu jest i jesli milośc jest teraz, to znaczy, że trwa w tej samej postaci. teraz i wcześniej.
Jesli praprzyczyna powstania swiata byłaby milość, to jak dokładnie mialoby to wygladac nie wiem, ale dlaczego nie miałoby się to dziac w imię chęci spotkania?

Autor:  Q-mamma [ 03 Paź 2008, 10:54 ]
Temat postu: 

i druga sprawa Bóg to nie jest osoba jakiś pojedynczy gość a Jego Miłość , Jego sprawiedliwość nie ma wiele wspólnego z tym , co my czujemy bądź sie kierujemy - miłość mylimy z czułostkowością , obdarzamy słodyczami , trzymamy nasze miłości w zasie gu wzroku i reki nie dzielimy sie i cierpimy kiedy sie oddalają. Jego miłość to ta z hymnu do miłości. Jego miłość to oddanie , poświecenie , jego miłość to ciągła ufność , jego miłość to danie nam siebie/tak jak siebie dajemy naszym dzieciom nie mając najmniejszej gwarancji ani prawa żaden wzajemności...a wiemy ze dzieci nie należą tylko do siebie , my nie należymy do siebie . Wiem , nieskładnie piszę...ale temat WIELKI a ja pzrecież filozofem nie jestem tylko kobietą słabo rozgarnięta niestety . Na tym więc kończę macanie absolutu po mojemu, bo mnóstwo mądrych ludzi już temacik obwąchało, pióro i ozory kruszyło a dla całokształtu nie ma to i tak znaczenia. Do czasu kiedy każdy pozna twarzą w twarz. Przyznam , ze czekam na ten moment z wielką ciekawością i ufnością.

Autor:  jola [ 03 Paź 2008, 11:21 ]
Temat postu: 

dudi napisał(a):
jola napisał(a):
dudi napisał(a):
(był taki świetny film..."Życie jest piękne" -polecam!)


a chyba dwa takie są. Który ci się podobał???


ten z 1997 roku, reż Roberto Benigni


a ja własnie ten film tak sobie widzę. Doceniam komediowe talenty rezysera, tak milo się ogląda film. ale czy o obozach koncentracyjnych można tak lekka ręką??
Taki ładny obrazek, ale czy o Holokauscie tak można? To jakby te wszystkie straszne rzeczy się naprawdę nie wydarzyły. Skoro sie wydarzyły, to zmieniły wiedzę o tym ile czlowiek zniesie, albo gdzie jest granica, do której może jeszcze byc czlowiekiem. Na takie problemy nie wystarczy schować się do skrzyni i przeczekać.
Dlatego ja nie kupuję optymizmu tego filmu, mimo, że tak przyjemnie i milo się go ogląda.

Autor:  Anka [ 03 Paź 2008, 15:26 ]
Temat postu: 

Q-mamma napisał(a):
i druga sprawa Bóg to nie jest osoba jakiś pojedynczy gość a Jego Miłość , Jego sprawiedliwość nie ma wiele wspólnego z tym , co my czujemy bądź sie kierujemy - miłość mylimy z czułostkowością , obdarzamy słodyczami , trzymamy nasze miłości w zasie gu wzroku i reki nie dzielimy sie i cierpimy kiedy sie oddalają. Jego miłość to ta z hymnu do miłości. Jego miłość to oddanie , poświecenie , jego miłość to ciągła ufność , jego miłość to danie nam siebie/tak jak siebie dajemy naszym dzieciom nie mając najmniejszej gwarancji ani prawa żaden wzajemności...a wiemy ze dzieci nie należą tylko do siebie , my nie należymy do siebie . Wiem , nieskładnie piszę...ale temat WIELKI a ja pzrecież filozofem nie jestem tylko kobietą słabo rozgarnięta niestety . Na tym więc kończę macanie absolutu po mojemu, bo mnóstwo mądrych ludzi już temacik obwąchało, pióro i ozory kruszyło a dla całokształtu nie ma to i tak znaczenia. Do czasu kiedy każdy pozna twarzą w twarz. Przyznam , ze czekam na ten moment z wielką ciekawością i ufnością.


Kim w takim razie jest Bóg?

Strona 2 z 3 Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
https://www.phpbb.com/