duża rodzina
http://wielodzietni.net/

Pani Miłka połknęła dziecko ;-)))
http://wielodzietni.net/viewtopic.php?f=10&t=3560
Strona 1 z 1

Autor:  Katarzyna [ 23 Maj 2010, 16:37 ]
Temat postu:  Re: Pani Miłka połknęła dziecko ;-)))

Kupiłam (bo interesuję się trochę naukowo zagadnieniem "uwiadamiania" dzieci), przejrzałam i... wcale mi się nie spodobało :-( Powiem więcej - wkurzyłam się tylko...
Nie mam pojęcia, dla kogo niby przeznaczona jest ta książka. Bohaterami są przedszkolaki-starszaki, ale nie sądzę by była to książka dla pięciolatków.
Autor zdaje się kompletnie ignorować fakt, że normalne dziecko wiedzę z zakresu: * od mały dzidziuś rozwija się u mamy w brzuchu * do seks mogą uprawiać ze sobą (i zostać rodzicami) nie tylko mąż i żona (z wszystkim tym, czego dowiaduje się w międzyczasie) nabywa na przestrzeni kilku lat. A treść rekomendacji psychologa na okładce, jak dla mnie, każe wątpić w to, że pani psycholog książkę przeczytała :?

Mój najstarszy syn, z którym zawsze bardzo otwarcie rozmawialiśmy także na "trudne tematy" (jednocześnie jednak staramy się nie mówić więcej, niż dziecko jest gotowe usłyszeć) pierwsze pytania, o to skąd się wziął zadawał niedługo potym, jak nauczył się mówić, czyli w wieku ok. 2-2,5 lat. I absolutnie wystarczała mu odpowiedź, że zanim pojawił się na świecie był u mamy w brzuchu. Po wielu kolejnych miesiącach zaczął dociekać, skąd się u mamy w brzuchu wziął i odpowiedź, że powstał z komórki jajowej od mamy i plemnika od tatusia była dla niego całkowicie satysfakcjonująca. Później, przez długi czas fascynował go rozwój wewnątrzłonowy i z ulubowaniem oglądał albumy z rysunkami lub zdjęciami płodów na różnych etapach rozwoju. W wieku ok. 4,5 lat nurtował go problem, jaką drogą dziecko wydostaje się z brzucha. A gdy się tego dokładnie dowiedział, chciał koniecznie uświadomić w tej kwestii swoich mniej oświeconych przedszkolnych kolegów. A dopiero potem zaintrygowało go, jak te plemniki się dostają od taty do mamy. Dopiero niedawno - w wieku 8 lat - zaczął wnikać w zawiłości relacji damsko-męskich i doszedł do wniosku, że rodzicami mogą być nie tylko mąż i żona a także, że seks (choć jemu wydaje się to trudne do pojęcia) najwyraźniej sprawia dorosłym jakąś przyjemność. Do zainteresowania kwestiami fizjologicznymi, takimi jak wzwód, czy moment ejakulacji jeszcze mój syn nie doszedł, ale myślę, że nadejdzie taki moment, że i o to zapyta. Wzmiankowana zaś książeczka wykłada to wszytko, co mój syn układał sobie w głowie stopniowo przez ostatnich 7 lat i jeszcze jakiś czas będzie sobie układał, na piędziesięciu dość bogato ilustrowanych stronniczkach. Całość można przedłożyć maluchowi w jeden wieczór. Niby, spora oszczędność czasu... Mnie jednak zupełnie nie przekonuje.
Dodatkowo, bardzo mnie wkurza, jak ktoś przedstawia coś dzieciom w sposób niezgodny z prawdą. Jeśli już autor podejmuje się wyjaśnić dzieciom, na czym polega wzwód, to mógłby w tym samym zdaniu odpuścić sobie nieścisłość w postaci: "tata może go [siusiaka] włożyć w to miejsce u mamy do siusiania". Nie znam szczegółów anatomii żony szanownego autora, ale z moich doświadczeń wynika, że przeważająca większość kobiet oddaje mocz przez cewkę moczową nie zaś przez pochwę. Jeszcze jedna irytująca z mojego punktu widzenia kwestia, to całkowite zignorowanie drogi porodu, jest to skwitowane tylko pięknym sformułowaniem: "no a na samym końcu wychodzi z brzucha mamy jako wrzeszczący noworodek". No, sam miód, jak dla mnie :?
Generalnie, książka bardzo mnie rozczarowała. Moje dzieciaki czytały wcześniej serię książęk tego autora o detektywie Pozytywce i po panu Kasdepke spodziewałam się czegoś na znacznie wyższym poziomie :?
O, to sobie ulałam po lekturze... ;-)

Autor:  steffburton [ 28 Sty 2011, 11:34 ]
Temat postu:  Re: Pani Miłka połknęła dziecko ;-)))

to mnie Katarzyno zagięłaś

tez kupiłam na fali mojego zachwuty innymi dziełami tegoz autora.
ale jeszcze nie czytalam, przyznaje bez bicia. Nina jeszcze za mała - na razie czytała slicznie ilustrowane wierszowane 'skad sie biora dzieci'
Image tam mi sie nie podoba tylko ze dziecko to koniecznie w szpitalu, ale jakos to przezyje :)

wydaje mi sie ze tamta ksiazka moze byc adresowana do starszych przedszkolaków ktorzy nie maja tak otwartego stusunku do delikatnych kwestii jak Ty czy ja. a moze bardziej do rodziców, coby im uswiadomic ze tu nie ma co robic tajemnic i niedopowiedzen?
znasz filmik "krecik i narodziny zajaczków'? ja znam ludzi ktorych ten film oburza i nie chca zeby ich biedne dzieci takie zbereznosci ogladaly

to jeszcze dopisze ze ja jednak wyprzedzam chyba pytania Niny. dzieki temu biega mi po domu troche ponad dwulatka i co jakis czas wyjmuje sobie z własciwemu ku temu miejsca 'eci eci' i one sa takie 'eci eci' i placza i ona je nosi, kołysze i karmi piersia a czasem daje mi potrzymac

Autor:  Katarzyna [ 28 Sty 2011, 13:41 ]
Temat postu:  Re: Pani Miłka połknęła dziecko ;-)))

Steffburton - Brykczyński może być, jak dla mnie. Choć też mnie ten szpital i lekarz lekko rozstrajają ;-) No i nie zawsze ta poetyka łatwo przyswajalna jest dla dzieci. Mój ulubiony fragment: "Z taty rój nasionek rączy mknie z jajeczkiem się połączyć." Nobla dać kilkulatkowi, który zrozumie, o co chodzi. Ale może właśnie taki jest zamysł, żeby napisać ale tek, żeby dzieciak i tak nie zrozumiał?
Jak lubicie z Ninką dosłowności w kwestiach okołoprokreacyjnych, to polecam "Mama zniosła jajko":
Image
Taki trochę hardcore (z kamasutrą) dla maluchów ;-)
A w kwestii krecika, to podstawowa moja uwaga, to to, że betonowy z niego położnik - rodząca na wznak a on, robi jej co i raz to Kristelera i jeszcze kleszcze ma naszykowane, że o innym sprzęcie medycznym nie wspomnę. Przyjrzyj się temu filmowi pod tym kontem ;-)

Autor:  steffburton [ 28 Sty 2011, 14:04 ]
Temat postu:  Re: Pani Miłka połknęła dziecko ;-)))

wiem wiem, tez zróciłam uwage na 'wyposarzenie krecika'
no ale wez pod uwage ze to jednak trojaczki byly. no i tata obecny przy porodzeie a koniec konców wiekszosc sprzetów nie zostala uzyta (nawet zgromaczone smoczki chyba) Nina choc smoczek uzywala sporadycznie do usypiania pod opieka niani, to jak widzi zasmoczkowane dziecie u Brykczynskiego domaga sie z całą mocą smoczka lub butelki. bo ona jest dzidziusiem i ona potrzebuje :)
tekst wierszowany faktycznie nedza - ale rysunki sa sliczne i my sobie opowiadamy po swojemu zawsze :) wole jak tekst tez jest dobrej jakosci i nie musze cenzurowac ani dopowiadac jesli nie mam sily i po raz 30 czytam to samo, ale tak to tylko w erze - chyba tylko swinka peppa przechodzi bez zadnej cenzury, nawet u kamyczka sa jakies niepasujace mi teksty o dzielnym kamyczku ktory placze w nocy za mama a ona nie przychodzi bo on sie ma nauczyc sam spac w koncu

z jajkiem sie zapoznam, moze w bilbliotece bedzie? chociaz jeszcze troche sie boje wyporzyczac coby obciachu nie bylo w razie zniszczenia

Autor:  Haniutka [ 28 Sty 2011, 18:35 ]
Temat postu:  Re: Pani Miłka połknęła dziecko ;-)))

Wszystkie powyższe książki o których mowa ( krecika też mamy w wydaniu ksiązkowym) mamy w domu :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

i cóz, kazda przedstawia to w inny sposób, stąd własnie uważam, że taka róznorodnośc jest dobra... a najwazniejszy jest i tak rodzic, który przy czytaniu ksiązki słucha pytań dzieci i odpowiada na nie, ewentualnie doobjasnia to co jego zdaniem jest nieścisłe, czy niezgodne z jego wiedza i tyle .


Katarzyno, podajesz przykład swego synka, ale wiesz, dzieci sa rózne, moje ( 8 i 6 ) te wszytskie etapy pytan, które ty przytoczyłas maja juz dawno za sobą. W tej chwili sa raczej na etapie pytań o onanizm ( i to starsza córka konkretne pytania juz zadaje) i pary homo ( tu pytania sa o relacje) , aczkolwiek temat seksu nie kręci ich az tak bardzo żeby ciagle o tym gadac, po prostu raz kiedys, przy okazji o to pytają. Mysle, że oni sa na tyle uświadomieni (na tej samej zasadzie jak sa uświadomieni o innych fizjologicznych procesach zachodzących w człowieku), że ten temat ich nie fascynuje. Mysle, ze każdy z rodziców zna wsoje dzieci ( i siebie ) najlepiej i dopasuje książke, książki do własnej sytuacji.

Ja stawiam głównie na rozmowy, i filmy przyrodnicze, bo to daje najlepsza gwarancje przekazania wiedzy rzetelnie, natomiast ksiązki to dla mnie uzupełnienie, a nie podstawa edukacji młodszych dzieci ( przedszkole i wczesna podstawówka) w tej sferze.


Teraz u nas jest raczej faza powrotu do zycia płodowego z wiadomych względów ... ;-) , nie moge niestety znaleźć filmu " narodziny zycia" , który kiedys jako przedszkolaki jeszcze- uwielbiali, a przydałby nam sie teraz, gdzies nam zaginął. To był taki przekrojowy film, nie tylko o człowieku, ale także zwierzętach itd...
I oczywiście pytania "a ja jak byłam/byłem taki malutki w brzuchu to.... ???

Strona 1 z 1 Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
https://www.phpbb.com/